Senator z Arizony Mark Kelly jest oskarżany przez Donalda Trumpa o "działania wywrotowe" w związku z nagraniem z listopada, w którym apelował do żołnierzy, aby zgodnie z prawem odmawiali wykonywania nielegalnych rozkazów. W rozmowie z BBC powiedział, że otrzymał "wiele" gróźb śmierci po wypowiedziach prezydenta i w związku z tym musiał zorganizować sobie całodobową ochronę.
Kelly wskazał, że groźby śmierci, które otrzymywał, były również skierowane do jego żony Giffords, która w 2011 roku, będąc członkinią Kongresu, omal nie zginęła, gdy została postrzelona w głowę.
- Donald Trump jest lekkomyślny w tym, co mówi - powiedział. - Są ludzie, którzy reagują na to, co powiedział, a ludzie go słuchają - zwrócił uwagę.
Kelly "poważnie rozważa" start w wyborach na prezydenta USA
Zapytany, czy rozważa start w wyborach na prezydenta USA, Kelly odpowiedział, że "poważnie rozważa to, ponieważ żyjemy w naprawdę trudnych czasach".
61-latek, były astronauta, zauważył, że bardzo różni się od większości senatorów. - Jestem jednym z nielicznych inżynierów, jedyną osobą z tytułem magistra inżynierii w Senacie Stanów Zjednoczonych. Mam doświadczenie bojowe, to dość rzadkie. Spędziłem 25 lat w wojsku - powiedział. - To poważna decyzja. Jeszcze jej nie podjąłem - zastrzegł.
Wśród innych demokratów rozważających start w wyborach prezydenckich są Kamala Harris, która przegrała z Trumpem w 2024 roku, oraz gubernator Kalifornii Gavin Newsom.
Spory o apel do żołnierzy
Kelly i pięciu innych prawodawców, którzy służyli w wojsku lub pełnili funkcje w wywiadzie, stali się celem ataków rządu po opublikowaniu 90-sekundowego filmu zachęcającego żołnierzy do łamania rozkazów, które uznali za nielegalne.
Nagranie zostało opublikowane w momencie narastających wątpliwości co do legalności amerykańskich ataków na rzekomo przewożące narkotyki łodzie u wybrzeży Ameryki Południowej.
Pentagon od tamtej pory bezskutecznie próbował obniżyć mu stopień wojskowy, a wielka ława przysięgłych odmówiła postawienia mu zarzutów o spisek o charakterze wywrotowym.
Kelly powiedział jednak, że spodziewa się, iż Trump będzie kontynuował postępowanie prawne przeciwko niemu. - To się nie skończy na tym, że odejdę. Będę nadal walczył, nawet jeśli sprawa trafi aż do Sądu Najwyższego – podkreślił.
Krytycy administracji Trumpa nazwali represje rządu wobec sześciu ustawodawców atakiem na wolność słowa i stwierdzili, że to kolejny przykład ataków prezydenta na ludzi, których postrzega jako wrogów politycznych.
Opracował Adam Styczek/ads
Źródło: BBC
Źródło zdjęcia głównego: NASA