Zaczęło się od jednego wpisu. Andrew Kolvet - rzecznik prawicowej, konserwatywnej organizacji Turning Point USA (tej, którą współtworzył zabity prawie rok temu Charlie Kirk) - wrzucił do sieci podsumowanie swojej rozmowy z pewnym studentem, który zresztą też do niej należy. Rozmowa dotyczyła kosztów życia. Student powiedział: "Burrito nie powinno kosztować 20 dolarów", a Kolvet z grubsza przyznał mu rację. Koniec.
Proste? Najwyraźniej nie, bo za oceanem rozpętała się burza, a Donald Trump żegluje według planu ustalonego na spokojny rejs. Może z jego kajuty nie widać, co dzieje się za oknem. Może to ignoruje.
Część ideologicznie sprzymierzonych z nim komentatorów podziela to podejście, oceniając, że ci, którzy narzekają, to niewdzięczne, roszczeniowe marudy. Inni mówią, że prawica zaraz tak zderzy się ze ścianą, że nie będzie czego zbierać.
W tej debacie różnica w podejściu do tematu bywa kolosalna. Zdarza się, że od burrito można dojść w kilku zdaniach do bomb atomowych zrzuconych w 1945 roku.
Oto przykłady. Najgłośniejszy w ostatnich tygodniach to fragment monologu publicysty Fox News Marka Levina, który połączył walkę z Iranem i służbę w wojsku z narzekaniem na obywateli, którzy jęczą z powodu cen, a to kiedyś było trudniej, bo się ginęło.