Burmistrz kradnie, okupuje, blokuje. Dla biednych

Hiszpański Robin Hood
Hiszpański Robin Hood
tvn24
Hiszpański Robin Hoodtvn24

Hiszpania ma swojego Robin Hooda. Robin Hooda czasu kryzysu. Burmistrz miasteczka Marina-leda w Andaluzji nie tylko otwarcie krytykuje rządową politykę zaciskania pasa, ale przechodzi od słów do czynów. Burmistrz okrada sklepy, a żywność rozdaje biednym.

Na nic zdadzą się protesty sklepowej obsługi. Burmistrz Gordillo i towarzyszący mu związkowcy wyjadą z supermarketu z pełnymi wózkami nic za to nie płacąc. Zgodnie z literą prawa, to rabunek w biały dzień. Tyle, że ci rabusie nie kradną dla zysku.

- Od Caritasu dostaliśmy listę najbardziej potrzebujących i do nich rozwozimy jedzenie - przekonuje jeden z uczestników kradzieży w supermarkecie.

Ofiary kryzysu

Przytułki dla bezdomnych, jadłodajnie dla ubogich i ponad trzydzieści rodzin, które kryzys pozbawił środków do życia. Tam trafiła ponad tona zrabowanego z supermarketów jedzenia. Policja zatrzymała część uczestników akcji, ale zwolniła ich już po upływie doby.

- Naszym celem nie było narobienie problemów pracownikom sklepu. Chcieliśmy tylko trochę jedzenia, trochę soku i oliwy dla biednych ludzi - podkreślają.

Twarzą w twarz

Inicjator akcji rabowania supermarketów, burmistrz Juan Gordillo mimo nakazu aresztowania, nie zamierza się ukrywać. Wraz z rosnącym każdego dnia tłumem zwolenników maszeruje własnie przez jeden z najbiedniejszych rejonów Hiszpanii - Andaluzję.

- Będziemy okupować banki, ponieważ są odpowiedzialne za kryzys. To bankierzy powinni siedzieć w więzieniach, to ich powinien ścigać prokurator generalny - przekonuje Gordillo.

Hiszpańska opinia publiczna jest podzielona - bandyta piszą jedni, charyzmatyczny socjalista drudzy. Burmistrz Gordillo ze swoja lewicowością sie nie ukrywa. W niemal trzytysięcznym miasteczku Marinaleda wprowadził zasady rodem z kibucu - spółdzielnia rolnicza, równe pensje, minimalne czynsze, żadnej policji.

Są szanse

W mocno poturbowanej kryzysem Hiszpanii takie podejście może zyskiwać coraz więcej zwolenników. Zwłaszcza, że władze kraju własnie zapowiedziały że z kryzysem spróbują poradzić sobie same, bez pieniędzy z Brukseli. A to dla Hiszpanów oznacza jeszcze chudsze lata.

Autor: mn//kdj / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24