Chociaż Komisja nie opublikowała jeszcze oficjalnego podziału mandatów w przyszłym parlamencie, niezależne ośrodki oszacowały, że Postępowa Bułgaria będzie mieć w nim samodzielną większość, liczącą od 129 do 131 posłów w 240-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.
Kolejne ugrupowania na podium zdobyły partia GERB byłego premiera Bojko Borisowa (13,4 procent) oraz Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria (13,2 procent).
Pozostałe partie, które dostały się do bułgarskiego Zgromadzenia Narodowego to DPS-Nowy Początek oligarchy Deliana Peewskiego (6 procent) oraz nacjonalistyczne Odrodzenie (4,4 procent).
Zgodnie z bułgarskim kodeksem wyborczym Centralna Komisja Wyborcza musi ogłosić liczbę oddanych głosów i podział mandatów w ciągu czterech dni od wyborów, a nazwiska wybranych posłów - w ciągu siedmiu dni od wyborów.
Ósme wybory w ciągu pięciu lat
Wysoki wynik Postępowej Bułgarii, przewyższający prognozy z sondaży, to jeden z najlepszych rezultatów osiągniętych przez jedno ugrupowanie w historii tego kraju, co może doprowadzić do politycznej stabilizacji. Przeprowadzone w niedzielę wybory były ósmym głosowaniem w ciągu pięciu lat. Tylko jeden rząd w tym czasie przetrwał ponad rok.
Komentując wyniki, Radew zapewnił w niedzielę, że "zrobi wszystko, co możliwe, aby uniknąć konieczności ponownego organizowania przedterminowych wyborów".
Portal Politico wskazał, że po wyborczej porażce Viktora Orbana, to Rumen Radew może zastąpić węgierskiego premiera w roli "naczelnego zakłócacza" Unii Europejskiej. Jako prezydent Bułgarii, Radew wielokrotnie wyrażał niechęć wobec wspierania Ukrainy. W 2025 powiedział, że Ukraina "jest zgubiona" w walce z rosyjską inwazją, a "wysyłanie więcej broni do Kijowa nie jest rozwiązaniem". Krytykował też europejskich przywódców za "zachęcanie Kijowa do podjęcia kontrofensywy", która jego zdaniem poskutkowała "setkami tysięcy ofiar "w Ukrainie.