Świat

Bronią zabójcy z Armenii. "To prowokacja USA"

Świat

vk.comW rosyjskim sektorze internetu powstają strony broniące Walerija Piermiakowa. Twórcy nazywają go "więźniem sumienia"

Kto stoi za zabiciem sześcioosobowej rodziny w armeńskim Giumri? Wbrew pozorom, nie rosyjski żołnierz Walerij Piermiakow, który przyznał się do zabójstwa, a Departament Stanu USA, któremu zależy na zepsuciu stosunków rosyjsko-armeńskich i wywołaniu kolejnego "majdanu" - tak twierdzą internetowi obrońcy "więźnia sumienia".

12 stycznia szeregowy Walerij Piermiakow zdezerterował z 102. rosyjskiej bazy wojskowej, stacjonującej pod miastem Giumri, zabierając ze sobą karabin i amunicję. Jak zeznał, ruszył w stronę armeńsko-tureckiej granicy, a po drodze wszedł do przypadkowo wybranego domu, by napić się wody. Zaskoczeni mieszkańcy zaczęli krzyczeć, a wtedy Piermiakow otworzył ogień, zabijając sześcioro Ormian, w tym dwuletnią dziewczynkę. Później dobił dziecko bagnetem i nożem, a sześciomiesięcznego chłopczyka zranił nożem. Dziecko cudem przeżyło, przebywa w szpitalu.

Po ucieczce żołnierza i wiadomości o zbrodni na nogi została postawiona policja w całej Armenii. W poszukiwaniach brali udział również oficerowie z rosyjskiej bazy wojskowej. Piermiakow został zatrzymany na granicy przez rosyjskich pograniczników, którzy pełnią tam warty wraz z armeńskimi funkcjonariuszami.

Zamieszki przed bazą

Informacja, że szeregowy będzie sądzony przez trybunał wojskowy w Rosji, wywołała falę oburzenia w całej Armenii. Przed rosyjską jednostką wojskową pod Giumri i ambasadą rosyjską w Erywaniu doszło do zamieszek. Przed placówką dyplomatyczną protestujący spalili rosyjską flagę, a w Giumri policja musiała odeprzeć tłum, napierający na bramy bazy. Protestujący domagali się, by człowiek, który popełnił zbrodnię na terenie Armenii był sądzony w tym kraju, według tamtejszego ustawodawstwa. Ormianie obawiają się, że rosyjski sąd może ulgowo potraktować dezertera.

Bronią szeregowca

Tymczasem w rosyjskiej części internetu również zawrzało. Na popularnym portalu społecznościowym vk.com pojawiło się kilka profili, których autorzy bronią Walerija Piermiakowa.

"Nie badając sedna sprawy, prozachodnie media pospieszyły oskarżyć Walerija, a wraz z nim całą Rosję. Ale zadajmy sobie pytanie: kto na tym zyskuje? Czy nie jest w interesie Stanów Zjednoczonych zasianie wrogości pomiędzy bratnimi narodami? Czy państwa Zachodu nie usiłują urządzić w Armenii "majdan", żeby zmusić kraj do wyjścia z Unii Eurazjatyckiej?" - pyta założyciel profilu "Walerij Piermiakow - więzień sumienia. Antymajdan".

Z kolei na profilu bazy wojskowej nr 102 pojawiły się głosy stacjonujących tam żołnierzy. "Walerij Piermiakow to bardzo dobry żołnierz. Dlaczego zdecydował się na ten krok? Nie wiem, ale podejrzewam, że to z powodu nietolerancji i problemów między narodowościami. Oczywiście, odbywamy służbę w Armenii, ale szczerze wam powiem, że mamy dość Ormian, co drugi z nas ich nie cierpi. Mam nadzieję, Walerij, że u ciebie wszystko w porządku. Oczywiście, jesteś winny, ale wiedz, że jesteśmy braćmi i pomożemy ci, jeśli będzie taka potrzeba. Trzymaj się, chłopie" - napisał użytkownik podpisujący się jako Aleksander Iwanow.

Zabił już wcześniej?

Tymczasem armeński portal news.am podaje, że Walerij Piermiakow może mieć na sumieniu więcej ofiar. Źródło portalu w strukturach śledczych podaje, że pierwsze z serii zabójstwo, dokonane przez Piermiakowa, miało miejsce na terytorium bazy rosyjskiej - de facto w Rosji - i właśnie dlatego jego sprawę ma prowadzić rosyjski sąd wojskowy.

Rosyjscy internauci podają z kolei, że starszy brat oskarżonego odsiaduje wyrok za zabójstwo. Ojciec z kolei ma być prawosławnym duchownym w rosyjskim mieście Czita.

Autor: asz\mtom\kwoj / Źródło: vk.com, medialeaks.ru, news.am

Źródło zdjęcia głównego: vk.com