"Poważny kryzys konstytucyjny". Prawo z 1604 roku może wpłynąć na brexit

TVN24


Miażdżąc debatę na temat brexitu, Theresa May wywołała w Wielkiej Brytanii kryzys konstytucyjny niewidziany za naszego życia - pisze w komentarzu do ostatnich głosowań na Wyspach "Guardian". Brytyjska prasa jest podzielona w ocenie zapowiedzi spikera Izby Gmin, który przekazał, że nie dopuści do ponownego głosowania nad niezmienionym projektem umowy w sprawie wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej.

Spiker Izby Gmin John Bercow stwierdził w poniedziałek, że zgodnie z procedurami brytyjski rząd nie może zwrócić się do posłów o ponowne głosowanie nad dwukrotnie już odrzuconym projektem umowy wyjścia z UE bez wprowadzenia w nim istotnych zmian.

Te zaś, jak mówią od wielu tygodni europejscy politycy w Brukseli i o czym przypominała przed przegranymi głosowaniami premier Theresa May, nie są możliwe, bo Londyn podpisał się już pod umową przewidującą opuszczenie Wspólnoty. Dlatego szefowa rządu z Downing Street chciała jeszcze raz spróbować głosowania nad zapisem umowy w parlamencie.

Spiker Izby Gmin powołał się jednak w poniedziałek na parlamentarną konwencję z 1604 roku, która jest zapisana w podręczniku praktyki parlamentarnej Thomasa Erskine'a Maya (opublikowanym w 1844 roku) i zakłada, że w trakcie jednej sesji parlamentarnej (zwyczajowo trwającej rok) nie można ponownie poddać pod głosowanie projektu, który już raz został odrzucony przez posłów.

Wielka Brytania nie posiada formalnie spisanej konstytucji. O ustroju państwa decyduje ogół norm i zasad prawnych, zawierających się m.in. w takich aktach, jak konwencja z 1604 roku.

Bercow podkreślił, że jego poprzednicy pełniący funkcję spikera do 1920 roku 12 razy zdecydowali o wykluczeniu ponownego głosowania w Izbie Gmin. Później, przyznał, nie było przypadku powołania się na konwencję z 1604 roku, jednak - jak stwierdził - jedynie z powodu "ogólnej zgody" w tej kwestii (ang. general compliance).

Bercow doprecyzował, że drobna techniczna zmiana w tekście umowy ws. brexitu lub nowa opinia głównego radcy rządu nie byłyby wystarczającymi korektami, aby ponownie głosować w parlamencie nad projektem porozumienia, które musiałoby ulec "fundamentalnym" zmianom.

Kryzys konstytucyjny na Wyspach

Brytyjskie media we wtorek szeroko przytaczają poniedziałkowy komentarz Roberta Bucklanda, zastępcy brytyjskiego prokuratora generalnego, który stwierdził, że "znajdujemy się (Wielka Brytania - red.) w poważnym kryzysie konstytucyjnym".

"Spiker Izby Gmin zadał nowy cios nadziejom May na umowę ws. brexitu" - brzmi nagłówek dziennika "Financial Times". "Plan Theresy May, by przepchnąć umowę ws. brexitu przez Izbę Gmin, napotkał potencjalną przeszkodę nie do pokonania po tym, jak spiker John Bercow ogłosił, że nie dopuści do (ponownego - red.) głosowania, dopóki w umowie nie znajdą się znaczące zmiany" - oceniono, dodając, że decyzja ta "rozwścieczyła Downing Street".

Pierwsza strona "Guardiana" z 19 marca 2019 r.
twitter.com/guardian

Tymczasem, jak przypomina "FT", unijny szczyt w sprawie brexitu zaplanowany został już na czwartek 21 marca. "Jeśli May przyjedzie do Brukseli bez wsparcia parlamentu, UE prawdopodobnie zmusi ją do zaakceptowania długiego opóźnienia w wyjściu Wielkiej Brytanii, obliczonego na zmuszenie do całkowitego przemyślenia brexitu" - stwierdza gazeta i przypomina, że John Bercow w referendum w 2016 roku głosował za pozostaniem Wielkiej Brytanii we Wspólnocie.

"Brexit: Bercow chwycił w pracy za wielki, potężny młot" - brzmi tytuł komentarza na łamach portalu nadawcy BBC.

Jego autorka Laura Kuenssberg przytacza zarzut jednego z brytyjskich ministrów, który oskarżył spikera Izby Gmin o "łamanie konstytucji". "Ale jak inny członek rządu określił to łagodnie, spiker ma reputację bycia 'interwencjonistą', i, tego wieczora złapał w pracy za wielki, potężny młot".

"Istnieje rosnąca obawa dotycząca podejrzeń, że John Bercow chciałby zatrzymać brexit, czemu zawsze zaprzeczał" - zauważa Kuenssberg. "Tym razem spiker, którego pracą jest stawanie w obronie parlamentu, bez ostrzeżenia podjął decyzję, która, jak niektórzy w rządzie wierzą, prowadzi zbyt blisko do zablokowania tego, co chciałby zrobić rząd" - stwierdza.

Koniec "wojny na wyczerpanie"

Decyzja o niedopuszczeniu do możliwego trzeciego głosowania dotyczącego projektu umowy ws. brexitu wywołała sprzeczne komentarze w kwestii pracy samego spikera.

Na łamach "Guardiana" broni go komentatorka Polly Toynbee. "Męczenie i zastraszanie brexitem to narzędzia tortur Theresy May, używane do tego, by 'oszlifować' parlamentarzystów opornych wobec jej destrukcyjnego porozumienia (z UE - red.). Koniec z tym, stwierdził spiker: ta wojna na wyczerpanie musi zostać przerwana" - czytamy w gazecie.

"To otwiera drzwi nadziei dla wszystkich stron. Bez wątpienia musi teraz nastąpić znaczące opóźnienie: jakiekolwiek znaczące zmiany w umowie May wymagają renegocjacji z UE i czasu do namysłu dla kraju. Miażdżąc debatę przy użyciu zegara, śmiertelnych broni 'braku umowy' lub 'braku brexitu', premier wywołała kryzys konstytucyjny nie widziany za naszego życia" - pisze "Guardian".

"Bercow ma rację przywracając suwerenność ludowi przeciwko nadużyciom władzy przez May i jej chaotyczny rząd" - dodaje komentatorka. "Jak inaczej to wszystko mogłoby wyglądać przy mądrzejszym, sprytniejszym, bardziej empatycznym i spostrzegawczym przywódcy. Mogła (May - red.) od pierwszego dnia starać się uleczyć wielką ranę, jaką zadało krajowi lekkomyślne referendum Davida Camerona (w sprawie brexitu - red.)" - kontynuuje komentatorka.

"Główny aktor w naszym dramacie"

"The Guardian" publikuje zarazem inny, krytyczny wobec Bercowa komentarz Rafaela Behra zatytułowany "John Bercow wykorzystał swoją brexitową chwilę - i teraz wszystko może się zdarzyć".

"Od pewnego czasu było jasne, że John Bercow widzi siebie jako głównego aktora w naszym dramacie politycznym, a nie jako jakiegoś obserwatora. "Jednak wyrzucenie wczoraj z Izby (Gmin - red.) porozumienia May o wyjściu (z UE - red.) było okrutną eskalacją (sporu - red.)" - uznał autor.

Behr stwierdził, że oceny zachowania spikera Izby Gmin każdy będzie wysuwał w oparciu o swoją wcześniejszą opinię na temat tego człowieka, "który u niewielu parlamentarzystów wzbudza neutralne odczucia". Bercow "pogrążył się w woli dokonania zemsty na prawym skrzydle partii torysów (Partii Konserwatywnej - red.), która nieskutecznie próbowała pozbawić go stanowiska w 2015 roku" - zauważył.

"Ale Bercow wie również, że na jego warcie tworzona jest historia. Mógł być dyskretny, subtelny, skromny (jako - red.) 'rozbrajacz kłótni' i 'sprzymierzeniec kompromisu', ale może utknąć w walce (...). Zostać zapamiętany przez historyków w serii łatwych do ominięcia przypisów lub skończyć, mając cały rozdział tylko dla siebie. Z wczorajszej decyzji jasno widać, którą opcję woli" - stwierdzono.

Pierwsza strona "Telegraphu" z 19 marca 2019 roku
twitter.com/Telegraph

Równie krytyczny wobec spikera Izby Gmin jest komentarz dziennika "The Telegraph". "John Bercow właśnie sprawił, że w brexicie chodzi tylko o niego. I nie mógłby wyglądać na szczęśliwszego" - zatytułowano komentarz autorstwa Michaela Deacona. "Cóż, przynajmniej kogoś to bawi" - ocenił komentator.

"Tego wieczora w Izbie Gmin John Bercow był w absolutnym centrum uwagi. I pławił się w nim. Pławił się niczym hipopotam w jacuzzi" - czytamy w "The Telegraph", którego komentator zwrócił uwagę m.in. na fakt, że spiker nikogo nie uprzedził o decyzji, którą miał zamiar ogłosić, chcąc w ten sposób osiągnąć "maksymalny efekt".

Brexit coraz bliżej

Rząd premier Theresy May liczył na podanie w najbliższych dniach projektu umowy pod trzecie głosowanie, po jego dwukrotnym odrzuceniu znaczną większością w połowie stycznia (230 głosów) i w ubiegły wtorek (149 głosów). Miał nadzieję, że ze względu na bliski termin wyjścia Wielkiej Brytanii z UE uda się uzyskać poparcie eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej i północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów (DUP) dla rozwiązania wynegocjowanego przez londyński gabinet.

Decyzja spikera stanowi poważne wyzwanie dla brytyjskiego rządu, którego przedstawiciele mówili jeszcze w poniedziałek rano, że negocjacje z Unią Europejską ws. tekstu umowy zostały zakończone i nie ma możliwości uzyskania dalszych ustępstw w tej sprawie.

W razie braku jakichkolwiek innych ustaleń - przyjęcia porozumienia z UE lub przedłużenia procesu wyjścia z Unii - niezależnie od przyjętej w ubiegłym tygodniu opinii politycznej Izby Gmin przeciwko bezumownemu wyjściu z UE, Wielka Brytania automatycznie opuści Wspólnotę bez umowy o północy z 29 na 30 marca.

Autor: mm/adso / Źródło: Guardian, Telegraph, Financial Times, BBC, Independent, PAP, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: