Berlusconi do Kaddafiego: Nie pomagamy rebeliantom

TVN24

Aktualizacja:

Premier Włoch Silvio Berlusconi odbył krótką rozmowę telefoniczną z dyktatorem Libii, Muammarem Kaddafim. Mówił mu o "pokojowym rozwiązaniu obecnego kryzysu" i stanowczo zaprzeczył posądzeniom Włoch o dostarczanie broni manifestantom z Bengazi. Włosi obawiają się fali nawet 300 tys. uchodźców z afrykańskiego państwa. USA, ustami sekretarz stanu Hillary Clinton, potępiają użycie przemocy przez reżim, ale zostawiają Kaddafiemiu pole do rozwiązania wewnętrznego konfliktu. Niemcy z kolei straszą Libię sankcjami.

Według włoskiej agencji Ansa, rozmowa Berlusconiego z Kaddafim trwała ok. 20 minut. Premier Włoch, prywatnie znajomy przywódcy państwa libijskiego, miał mu powiedzieć o "potrzebie pokojowego rozwiązania obecnego kryzysu, pod znakiem modernizacji, by oddalić ryzyko wojny domowej". Berlusconi miał też stanowczo odrzucić oskarżenia Kaddafiego, jakoby Włochy dostarczyły "broń i rakiety" manifestantom w Bengazi.

Inną wersję rozmowy przedstawia libijska agencja prasowa, Jana. Wg jej relacji, Kaddafi zapewnił premiera Berlusconiego, że w jego kraju wszystko jest w porządku i że prawdę o wydarzeniach przedstawiają libijskie media.

We wtorek wieczorem podczas narady włoskich ministrów spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych, obrony, sprawiedliwości i rozwoju gospodarczego, powołano stały komitet kryzysowy do spraw kryzysu w Libii. - Jesteśmy bardzo zaniepokojeni, premier jest bardzo zaniepokojony tym, co dzieje się w Libii - relacjonował po naradzie minister obrony Ignazio La Russa. Prognozy sztabu zakładają, że do brzegów Italii może przybyć nawet 300 tys. uchodźców z Libii.

Najwyższy priorytet - Amerykanie

Sekretarz stanu USA Hillary Clinton potępiła użycie siły wobec demonstrantów w Libii. Nie wymieniła jednak z nazwiska Muammara Kaddafiego ani nie wezwała go do ustąpienia. - Przemoc jest zupełnie nie do przyjęcia. Rząd Libii ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje i musi podjąć działania, aby położyć kres tej przemocy - powiedziała Clinton. - Jak zawsze, bezpieczeństwo i pomyślność Amerykanów jest naszym najwyższym priorytetem. Jesteśmy w kontakcie z wieloma przedstawicielami rządu libijskiego pośrednio i bezpośrednio i z innymi rządami w regionie, by próbować wpłynąć na przebieg wydarzeń w Libii - dodała.

Rzecznik Departamentu Stanu, Philip Crowley, powiedział z kolei, że próbuje się ewakuować mniej niezbędny personel ambasady USA, ale na razie nie udało się mu opuścić Libii. Głos zabrał także demokratyczny przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, John Kerry. Wezwał on administrację do przywrócenia sankcji wobec Libii, zniesionych po wyrzeczeniu się przez Kaddafiego terroryzmu i porzuceniu programu budowy broni masowego rażenia.

We wtorkowym orędziu do narodu Kaddafi zagroził represjami i zapewnił, że pozostanie w Libii jako "przywódca rewolucji". Zapowiadając walkę "do ostatniej kropli" krwi, wezwał armię i policję do ponownego przejęcia kontroli nad sytuacją, grożąc wszystkim uzbrojonym manifestantom karą śmierci.

Wojna z własnym narodem

- W zasadzie wypowiedział wojnę własnemu narodowi - skomentowała wystąpienie Kaddafiego Angela Merkel, kanclerz Niemiec - Informacje nadchodzące z Libii są bardzo niepokojące. Zdecydowanie żądamy od libijskiego rządu, by natychmiast i konsekwentnie zaprzestał używania przemocy wobec własnych obywateli. Jeśli przemoc nie ustanie, Niemcy podejmą starania, aby wykorzystano wszelkie możliwości wywarcia presji na Libię, w tym również będziemy rozmawiać o sankcjach - mówiła na konferencji prasowej w Berlinie po rozmowach z premierem Grecji Jeorjosem Papandreu

Protesty przeciwko reżimowi Kaddafiego, który rządzi Libią od 42 lat, rozpoczęły się tydzień temu na wschodzie kraju, m.in. w Bengazi. Następnie gwałtowne zamieszki objęły Trypolis. Przeciwko demonstrującym brutalnie wystąpiły siły bezpieczeństwa i wojsko.

WTOREK W LIBII - MINUTA PO MINUCIE - CZYTAJ

Źródło: PAP