Wiedzieli, gdzie jest, ale czekali do rana. Jak nie zatrzymano terrorysty nr 1

Świat

Aktualizacja:

W Europie Zachodniej nie cichnie burza po słowach ministra sprawiedliwości Belgii, który ujawnił w ubiegłym tygodniu, że służby znały miejsce pobytu zamachowca z Paryża Saleha Abdeslama, ale go nie zatrzymały, ponieważ prawo nie pozwala im interweniować w nocy. Tymczasem w Brukseli zatrzymano pięć kolejnych osób związanych z zamachami. Terrorysta nr 1, jak określa się Abdeslama, nadal jest na wolności.

Szef belgijskiego resortu sprawiedliwości Koen Geens oświadczył w ubiegłym tygodniu, że Saleh Abdeslam w nocy 16 listopada przebywał w jednym z mieszkań w Molenbeek (Bruksela) przy ulicy Delaunoy. Służby o tym wiedziały, ale przeprowadziły szturm dopiero rano, a Abdeslam zdążył uciec.

Minister wyjaśnił, że powodem powstrzymania się antyterrorystów od wejścia do kryjówki terrorysty jest prawo, które zakazuje dokonywania przeszukań w godzinach 21-5 i to "nie pomogło" - jak ocenił - tej sprawie.

Na podstawie śladów antyterroryści ustalili, że Abdeslam był w tym mieszkaniu kilka godzin wcześniej.

Pod koniec ubiegłego tygodnia belgijskie francuskojęzyczne media publiczne RTBF podały, że Abdeslam uniknął aresztowanie, bo schował się w jednym z mebli w mieszkaniu.

Te doniesienia na nowo wywołały burzę we Francji i Belgii.

Groził wysadzeniem samochodu

Kilku francuskim redakcjom zapewniono dostęp do akt z zeznaniami dwóch Belgów marokańskiego pochodzenia, którzy nad ranem 14 listopada - kilka godzin po zamachach - przywieźli Abdeslama z Paryża do Brukseli.

Hamza Attou i Mohammed Amri zostali zatrzymani jako pierwsi w związku z paryskimi zamachami. Kilka dni temu sąd przedłużył im areszt o kolejne 3 miesiące. Hamza i Amri współpracują z policją, choć zdarzało im się zmieniać zeznania.

"Le Monde" po przejrzeniu przesłuchania Mohammeda Amriego pisze, że Abdeslam "trząsł się" i "zachowywał jakby się czuł niekomfortowo". - Powiedział nam, żeby zawieźć go do Brukseli, albo wysadzi samochód - zeznał jeden z zatrzymanych. Miał ich także poinformować, że jego brat wysadził się w zamachach, a on zostawił "dowód osobisty brata w samochodzie, żeby był znany na całym świecie jak Coulibaly". Amedy Coulibaly to francuski terrorysta o malijskich korzeniach, który razem z braćmi Kouachi zaatakował Paryż w styczniu 2015 roku.

Dziennik "Le Soir", który miał dostęp do akt Hamzy Attou, twierdził, że Abdeslam był bardzo nerwowy. - Krzyczał i płakał, tłumacząc, co się stało - miał zeznać Attou. - Powiedział nam, że przeprowadzić ataki w Paryżu i że był dziesiątym zamachowcem.

Trzy kontrole

Koledzy zamachowca zeznali, że Abdeslam kazał im jechać bocznymi drogami, ale zgubili się i nagle wyjechali na autostradzie. Terrorysta kazał im jechać powoli i zatrzymywać się przy punktach kontrolnych służb. Ich samochód - jak zeznali - został trzykrotnie zatrzymany przez policję.

W czasie pierwszej kontroli policjant - jak twierdzą - wyczuł od nich zapach marihuany i zapytał, czy palili. Mieli potwierdzić, a funkcjonariusz stwierdzić na to, że "to nie jest priorytet dzisiaj" i ich puścić. W czasie tej kontroli Abdeslam miał siedzieć cicho na tylnym siedzeniu. Policjant nie sprawdził ich dokumentów.

W czasie dwóch kolejnych kontroli poproszono ich w końcu o dowody tożsamości. W czasie trzeciej z nich tuż przed granicą z Belgią Saleh Abdeslam musiał nawet podać swój adres w Molenbeek. Mężczyźni zostali jednak puszczeni wolno, bo służby nie poszukiwały jeszcze terrorysty.

W drodze do Brukseli Attou i Hamza musieli zatankować, więc zjechali na stację benzynową. Abdeslam "poszedł do łazienki i wrócił w rozpiętej kurtce". Jego koledzy mieli wówczas dostrzec coś, co przypominało albo pas szahida, albo kałasznikowa.

Kolejni zatrzymani

W związku z trwającym postępowaniem dotyczącym listopadowych zamachów w Paryżu belgijska policja zatrzymała w kraju pięć osób, w tym dwóch braci - podała w poniedziałek agencja Associated Press. Do aresztowań doszło w trakcie dwudniowej operacji służb. Wcześniej w poniedziałek belgijska prokuratura informowała o zatrzymaniu w niedzielę wieczorem w centrum Brukseli dwóch osób. Jednak w późniejszych godzinach uściślono, że aresztowano tam dwóch braci i ich znajomego.

"Dzięki analizie billingów telefonicznych uzyskaliśmy podstawę do przeszukań" - podali śledczy w oświadczeniu.

Policja kontynuowała operację w poniedziałek i w jej wyniku zatrzymano dalsze dwie osoby. W mieszkaniach aresztowanych funkcjonariusze przeprowadzili przeszukania. "Nie będziemy udzielać żadnych informacji w sprawie tych działań. Nie znaleźliśmy tam żadnej broni, ani materiałów wybuchowych" - dodano w dokumencie prokuratury.

Autor: pk//gak / Źródło: RTBF, Le Monde, Le Soir, Reuters, PAP

Tagi:
Raporty: