Atakował stronę Kiss. Grozi mu 15 lat więzienia

TVN24

Aktualizacja:
materiały prasoweGene Simmons, basista Kiss

24-latek, związany z grupą amerykańskich hakerów, został aresztowany w Connecticut i oskarżony o spisek oraz atak komputerowy. Wysyłając dziesiątki tysięcy maili przez pięć dni mężczyzna atakował stronę internetową Gene'a Simmonsa, basisty legendarnego rockowego zespołu Kiss. 24-latkowi grozi 15 lat więzienia.

Haker atakował stronę internetową basisty Kiss (fot. GeneSimmons.com)
 

Kevin George Poe przez pięć dni w październiku 2010 roku wysyłał dziesiątki tysięcy elektronicznych wiadomości, co przeciążyło serwery i zablokowało www.GeneSimmons.com.

24-latek związany jest z grupą hakerów Anonymous, którą wiąże się także z wcześniejszymi atakami na strony internetowe PlayStation Store, MasterCard, Visy i Kościoła Scjentologicznego. Według aktu oskarżenia, za "spisek i atak cybernetyczny grozi mu 15 lat więzienia".

Policja nie podała, dlaczego celem hakera stała się strona Simmonsa. Ale jak podaje "Washington Post", kilka dni przed bombardowaniem jej przez 24-latka mailami, basista Kiss brał udział w Cannes w imprezie poświęconej naruszaniu praw autorskich.

62-letni muzyk nie skomentował sprawy. Data rozprawy hakera w sądzie nie została jeszcze ustalona. Nie aresztowano też innych członków grupy Anonymous.

Zieje ogniem i pluje krwią

Gene Simmons jest nie tylko muzykiem ale i biznesmenem, właścicielem pisma oraz wytwórni filmowej. Występuje wraz z rodziną w serialu "Diamenty Simmonsa". Od blisko 20 lat jest w związku z byłą modelką "Playboya" lat 80. – Shannon Tweed, z którą ma dwoje dzieci.

Kiss gra od 1973 roku (fot. materiały prasowe)
 

Kiss, który Simmons współzałożył w 1973 roku, gra glam rock, hard rock, heavy metal, a nawet pop.

Zespół jako pierwszy w branży zmienił obraz koncertu rockowego w spektakularny show. Na scenie muzycy w makijażu i kostiumach używają wysięgników hydraulicznych wynoszących ich wysoko ponad widownię. Simmons zieje ogniem i pluje krwią, z jego gitary wydobywają się dymy i ogień, a wszystkiemu towarzyszą setki wybuchających w rytm muzyki petard i sztucznych ogni.

Podczas każdego koncertu, w kulminacyjnym momencie wykonywania utworu "Rock'n roll all night" wyrzucane są w powietrze ponad 2 tony papierowego konfetti. Paul Stanley kończy koncert rytualnym niszczeniem instrumentu, którego części przekazuje publiczności na pamiątkę.

Źródło: washingtonpost.com, tvn24.pl