"Berlin nie da się szantażować". Hakerzy żądają okupu za dane skradzione władzom miasta

haker2
Klimczuk o wycieku danych z bazy MyDr. "To nie jest typowa grupa"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Grupa hakerska Rhysida w pierwszej połowie sierpnia wykradła prawie 6 terabajtów danych z systemów komputerowych władz miejskich Berlina. Żądają równowartości prawie 9 milionów złotych okupu, ale Berlin nie chce płacić.

Burmistrz Berlina Kai Wegner oświadczył, że żądanie okupu od hakerów, którzy włamali się do miejskich systemów, dotarło do władz w czwartek wieczorem. Nie ujawnił kwoty, jakiej domagają się sprawcy, jednak według tygodnika "Der Spiegel" chodzi o 30 bitcoinów, czyli około 2 miliony euro (około 8,7 miliona złotych).

- Berlin nie da się szantażować - powiedział w piątek Wegner. Poinformował, że policja, prokuratura i federalne służby bezpieczeństwa pracują nad sprawą "w trybie pilnym". Jak dodał, trwają też dochodzenia dotyczące "zawartości i zakresu danych, do których uzyskano nieuprawniony dostęp".

Z powodu cyberataku konieczne było wyłączenie niektórych systemów internetowych stolicy Niemiec. Do ataku przyznała się grupa hakerska Rhysida, która - jak się przypuszcza - działa z terytorium Rosji i Europy Wschodniej, i stała też za cyberatakiem na British Museum w 2023 roku.

Hakerzy planują sprzedać dane z Berlina

Do wycieku danych doszło w dniach 7-12 sierpnia. 14 sierpnia wyłączono część miejskich systemów internetowych, co na kilka dni uniemożliwiło składanie wniosków o dodatki mieszkaniowe i dokonywanie płatności.

Jak poinformowali urzędnicy, późniejsze analizy wykazały kolejne wycieki danych, tym razem w berlińskim wydziale transportu i ochrony środowiska. "Nie można wykluczyć, że naruszenie mogło objąć również dane osobowe lub inne informacje niejawne" - podało w piątkowym komunikacie biuro burmistrza.

"Der Spiegel" opublikował zrzut ekranu ze strony Rhysidy w sieci dark web. Grupa twierdzi, że posiada pliki zawierające między innymi umowy, porozumienia o zachowaniu poufności (NDA), akta osobowe, hasła oraz tysiące danych kontaktowych osób prywatnych.

Na stronie widnieje również licznik odliczający czas do rozpoczęcia aukcji 5,79 terabajta skradzionych danych. Cena wywoławcza to 30 bitcoinów, czyli tyle, ile sprawcy żądają od władz Berlina.

Źródło: PAP
Czytaj także: