Świat

Antyrządowe protesty w Sudanie. Co najmniej pięć ofiar śmiertelnych

Świat


Co najmniej pięć osób zginęło podczas sobotnich antyrządowych protestów w Sudanie - poinformowała w niedzielę związana z opozycją organizacja medyczna. W nocy władze mówiły o jednej ofierze śmiertelnej. Według relacji były to największe od kilku miesięcy protesty w tym kraju.

Jak poinformował we wpisie na Facebooku Centralny Komitet Sudańskich Lekarzy (CCSD), czworo zabitych zostało zidentyfikowanych, a tożsamość piątej jest na razie nieznana. Dodatkowo w sobotnich protestach obrażenia odniosło kilkadziesiąt osób: co najmniej 10 osób spośród hospitalizowanych ma rany postrzałowe, a kilkoro jest w stanie krytycznym.

"Jeden naród, jedno wojsko"

W sobotę tysiące osób demonstrowały w stolicy kraju, Chartumie oraz leżącym po drugiej stronie Nilu Omdurmanie przeciwko wieloletniej władzy prezydenta Omara Baszira. Według relacji mediów, były to największe manifestacje od grudnia ubiegłego roku, gdy zaczęła się obecna fala antyrządowych protestów.

W Chartumie demonstrującym udało się przedrzeć pod kwaterę główną armii oraz położony w jej pobliżu pałac prezydencki. Tłum wymachiwał flagami i skandował hasła "pokój, sprawiedliwość, wolność" i "jeden naród, jedno wojsko", wzywając armię do poparcia protestów.

W celu rozproszenia manifestantów służby bezpieczeństwa użyły w stolicy gazu łzawiącego. Przedstawiciele opozycji informowali o aresztowaniach, rzecznik rządu nie potwierdził jednak do tej pory tych doniesień.

Także w Omdurmanie doszło w tym czasie do starć z policją, podczas których, jak już wcześniej informowano, zginął co najmniej jeden z demonstrantów. Według agencji SUNA obrażenia odnieśli także inni demonstranci, a także policjanci. Nie jednak podano informacji o liczbie poszkodowanych.

Protestujący pozostali na ulicach Chartumu i Omdurmanu przez noc i w niedzielę demonstracje były kontynuowane.

Antyrządowe protesty w Sudanie

Protesty w Sudanie rozpoczęły się 19 grudnia 2018 roku. Początkowo spowodowane były rosnącymi cenami, a także brakiem żywności i paliw, szybko jednak zaczęto żądać dymisji Baszira, rządzącego krajem od 29 lat.

Od początku protestów według oficjalnych danych miało zginąć ponad 30 osób. W ocenie pozarządowej organizacji zajmującej się przestrzeganiem praw człowieka - Human Rights Watch - liczba zabitych przekracza 50.

Parlament Sudanu zatwierdził w marcu wprowadzenie na terenie całego kraju stanu wyjątkowego. Deputowani zdecydowali jednak, że ma on trwać sześć miesięcy, a nie rok, jak domagał się Baszir. 22 lutego sudański prezydent ogłosił wprowadzenie na rok stanu wyjątkowego i zdymisjonował wówczas prawie wszystkie władze na szczeblu centralnym oraz regionalnym.

W 2009 roku Baszir został oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) o zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne i ludobójstwo w sudańskiej prowincji Darfur. Był pierwszym w historii urzędującym prezydentem, wobec którego wysunięto takie zarzuty. MTK wystawił za nim dwa nakazy aresztowania - w 2009 i 2010 roku. On sam odrzuca oskarżenia.

Blisko 39-milionowy Sudan rozwija w ostatnich latach eksploatację zasobów ropy naftowej i złota, ale według Banku Światowego 60-75 proc. ludności nadal żyje z rolnictwa. Ogromna większość Sudańczyków utrzymuje się za równowartość mniej niż jednego dolara dziennie.

Autor: ToL,mm//now / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: