- Mamy mnóstwo okrętów płynących w stronę Iranu, tak na wszelki wypadek. Mamy dużą flotyllę płynącą w tamtą stronę i zobaczymy, co się stanie - powiedział Trump dziennikarzom na pokładzie Air Force One w drodze powrotnej z Davos.
Odpowiedział tym samym na pytanie jednego z reporterów o obecne relacje USA z Iranem. - Mamy duże siły zmierzające w stronę Iranu. Wolałbym, żeby nic się nie stało, ale bardzo dokładnie ich obserwujemy - podkreślił prezydent.
Zapytany, czy USA chciałby, aby przywódca duchowy Iranu Ali Chamenei ustąpił ze stanowiska, Trump nie odpowiedział wprost. - Nie chcę w to wchodzić. Ale oni wiedzą, że się im przyglądamy. Zabijają bardzo wielu ludzi - powiedział.
Trump przekazał również, że, dzięki jego groźbie, władze Iranu odwołały egzekucję 837 osób. Jak powiedział, "Iran to starożytna kultura, bardzo mądrzy ludzie, ale to starożytna kultura". - 837 osób, głównie młodych mężczyzn, miało zostać powieszonych w czwartek. Powiedziałem: jeśli powiesicie tych ludzi, zostaniecie uderzeni mocniej niż kiedykolwiek wcześniej - mówił prezydent.
Informację, że marynarka wojenna USA zwiększa swoją obecność na Bliskim Wschodzie podały amerykańskie media w zeszły czwartek. W region ten miał skierowany zostać co najmniej jeden amerykański lotniskowiec wraz z grupą uderzeniową. Podróż miała zająć okrętom około tygodnia.
Trump grozi, Teheran odpowiada
W obliczu masowych protestów w Iranie Trump wielokrotnie ostrzegał przywódców w Teheranie przed użyciem siły wobec protestujących. Sugerował, że w przeciwnym razie USA mogą dokonać interwencji zbrojnej. W zeszłym tygodniu prezydent USA Donald Trump ogłosił jednak, że irański reżim ograniczył represje i wstrzymał zaplanowane egzekucje aresztowanych demonstrantów. Miało to poskutkować wstrzymaniem amerykańskich przygotowań do interwencji zbrojnej w tym kraju.
Armia USA przesunęła na Bliski Wschód więcej zasobów, w tym lotniskowiec USS Abraham Lincoln i towarzyszące mu okręty wojenne, zmierzające wraz z nim do tego regionu z Morza Południowochińskiego.
Irańskie władze wciąż utrzymują jednak, że za przemoc podczas masowych protestów w kraju odpowiadają uzbrojeni prowokatorzy podszywający się pod demonstrantów, nazywając ich "terrorystami". W zeszłym tygodniu Chamenei oświadczył, że za tymi działaniami stoją USA i Izrael, które to obwinił za śmierć demonstrantów i funkcjonariuszy.
Z kolei w ten wtorek na łamach amerykańskiego dziennika "Wall Street Journal" irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi ostrzegł, co stanie się w przypadku amerykańskiej interwencji. Jak pisał, "Iran nie waha się odpowiedzieć zbrojnie z całą mocą, jeśli ponownie zostanie zaatakowany". "To nie jest groźba, ale rzeczywistość, którą czuję, że muszę wyraźnie zakomunikować" - napisał. Jak dodał, przemoc na naszych ulicach osłabła, a życie w całym kraju wróciło do normy".
Informację o stłumieniu protestów potwierdziły w środę władze Iranu. - Bunt się zakończył - powiedział Mohammad Movahedi, prokurator generalny Iranu, cytowany przez "New York Timesa". Irańska telewizja państwowa podała również, po raz pierwszy od rozpoczęcia protestów, liczbę ofiar śmiertelnych. Jak poinformowała, w demonstracjach zginęło ponad 3000 osób, spośród których 2427 to demonstranci i przedstawiciele sił rządowych, a pozostali to "terroryści"
Z kolei według niezależnych źródeł bilans ten jest dużo wyższy. Irańska pozarządowa agencja HRANA podała, że liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych sięgnęła co najmniej 5000 osób. Jak podała Associated Press, powołując się na dane agencji, 4716 z nich to demonstranci, a 203 - funkcjonariusze sił bezpieczeństwa oraz osoby związane z rządem. Zginęło również 43 dzieci oraz 40 przypadkowych cywilów, nie uczestniczących w protestach.
Od dwóch tygodni w Iranie nie działa internet, co sprawia, że przepływ informacji jest bardzo utrudniony.
Wybuch protestów w Iranie
Protesty w Iranie rozpoczęły się 28 grudnia 2025 r. i szybko objęły cały kraj, przeradzając się w największy od lat antyrządowy zryw. Początkowo związane były z trudną sytuacją gospodarczą w kraju, w tym rosnącą inflacją. Jednak szybko nabrały charakteru politycznego - demonstranci wykrzykiwali hasła wymierzone w rząd i władzę ajatollahów.
Władze odpowiedziały brutalnymi represjami wobec protestujących, strzelając do demonstrantów ostrą amunicją. Działająca na emigracji organizacja broniąca praw człowieka IranHR poinformowała o co najmniej 3428 zabitych demonstrantach. Pojawiały się jednak niezweryfikowane doniesienia o nawet 20 tys. ofiar śmiertelnych.
Autorka/Autor: mgk/ads
Źródło: tvn24.pl, Reuters, New York Times, PAP
Źródło zdjęcia głównego: US Navy