"Niech stanie się wyścig zbrojeń". Przecieki z Waszyngtonu i nowe głowice nuklearne

TVN24


Amerykańskie media ujawniły wstępną wersję bardzo ważnego dokumentu przygotowywanego w Pentagonie i Białym Domu - Przeglądu Strategii Nuklearnej. Opisuje on, jak USA podchodzą do swojego arsenału jądrowego i do czego ma im służyć. Wszystko wskazuje na to, że czasy odprężenia minęły. Ma być więcej głowic i mają być łatwiejsze do użycia.

Dokument ujawnił najpierw portal Huffington Post. Ma to być jego wstępna wersja, która nie ma jeszcze akceptacji prezydenta. Ostateczna ma być zaprezentowana przez Donalda Trumpa pod koniec stycznia. Pentagon nie zaprzeczył, że ujawniony dokument jest autentyczny. Podkreślił jedynie, że może się jeszcze zmienić.

Łatwiejsze użycie

Pomimo tego amerykańscy analitycy już wyciągnęli z niego wnioski. Portal prestiżowego magazynu "The Atlantic" opublikował na swojej stronie analizę pod tytułem: "Niech stanie się wyścig zbrojeń". Najważniejszą zmianą w amerykańskiej polityce nuklearnej ma być położenie dużego nacisku na rozwój arsenału głowic jądrowych o małej mocy. Mają być "elastycznym" narzędziem odstraszania wrogów. "Wzmocni to odstraszanie poprzez pozbawienie potencjalnych przeciwników fałszywej pewności, iż ograniczone użycie broni jądrowej da im przewagę nad USA" - napisano w cytowanym dokumencie.

Rosjanie oficjalnie dopuszczają możliwość ograniczonego użycia broni jądrowej, gdyby nie dawali sobie rady w konwencjonalnej wojnie. Nazywane jest to doktryną "deeskalacji". Pentagon najwyraźniej chce mieć możliwość odpowiedzi na takie działania. Amerykańska strategia dopuszcza odwet przy pomocy broni jądrowej na "poważne konwencjonalne ataki strategiczne". Stwarza to zupełnie nową jakość w amerykańskiej doktrynie. Dotychczas broń masowego rażenia była traktowana jako ostateczne narzędzie, do użycia jedynie w odwecie na atak jądrowy wroga.

Nowe uzbrojenie

Jedną z konkretnych propozycji jest zamontowanie mniejszych głowic termojądrowych na rakietach balistycznych odpalanych z atomowych okrętów podwodnych. Obecnie przenoszą one najsilniejsze głowice, a ich użycie zakłada się jedynie w wypadku masowego uderzenia jądrowego. Docelowo ma zostać stworzona nowa rakieta manewrująca z głowicą jądrową odpalana z atomowego okrętu podwodnego. Ma to być "elastyczne" narzędzie w arsenale USA. Wcześniej nie planowano rozwijania takiego uzbrojenia. Potwierdzany jest dodatkowo kontrowersyjny plan stworzenia analogicznej rakiety dla bombowców. Przez lata wielu ekspertów kwestionowało to jako zbędne i za drogie, a Pentagon nie mógł się zdecydować. Być może teraz już jest pewny. Amerykanie chcą też zmodernizować różne systemy uzbrojenia służące do przenoszenia broni jądrowej - od atomowych okrętów podwodnych, przez rakiety międzykontynentalne, po bombowce. Według niezależnych szacunków będzie to kosztować około 1,2 biliona dolarów w ciągu następnych 30 lat.

Bo Chiny i Rosja

Autorzy NPR podkreślają, że po zakończeniu zimnej wojny USA nieustannie ograniczały swój arsenał jądrowy i praktycznie nie rozwijały nowego uzbrojenia strategicznego. Chiny i Rosja miały to natomiast robić nieskrępowanie wprowadzając do służby nowe typy rakiet międzykontynentalnych, atomowe okręty podwodne czy rakiety manewrujące. Przy okazji publikacji raportu potwierdziło się, że w ocenie Pentagonu Rosja naprawdę rozwija system Status-6, czyli wielką podwodną "torpedę" napędzaną reaktorem jądrowym. Ma ona być zdolna pokonać tysiące kilometrów, podpłynąć do miast na wybrzeżu i zdetonować bardzo silną głowicę termojądrową. Dotychczas spekulowano, czy nie jest to jedynie propagandowa zagrywka Moskwy i czy w ogóle Status-6 istnieje. W raporcie mowa jest też o rozwijanych przez Chiny i Rosję nowych hipersonicznych głowicach dla rakiet balistycznych. Są one trudniejsze do przechwycenia przez niektóre amerykańskie systemy antyrakietowe.

Koniec deklaracji o rozbrojeniu

Zdaniem krytyków administracji prezydenta Trumpa i niezależnych ekspertów rozbrojeniowych zmiany proponowane w NPR spowodują nasilenie wyścigu zbrojeń atomowych. Są też radykalnym odstępstwem od strategii nuklearnej demokratycznego prezydenta Baracka Obamy, poprzednika Trumpa w Białym Domu. Administracja Obamy, który w swoim wystąpieniu w Pradze w 2009 roku przedstawił "wizję świata bez broni nuklearnej", w swoim pierwszym NPR przedstawionym Kongresowi w roku 2010 zapowiedziała rezygnację z prac nad nowymi rodzajami broni atomowej oraz jako pierwsza wykluczyła możliwość ataku nuklearnego na państwa nieposiadające broni nuklearnej, które są sygnatariuszami Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Obietnica ta nie obejmowała Iranu i Korei Północnej.

Mimo to jeszcze za administracji Obamy rozpoczęto wiele programów modernizacji arsenału jądrowego. Stare uzbrojenie z czasów zimnej wojny zaczęło zbliżać się do krańca swojej przydatności. Teraz administracja Trumpa wyraźnie kładzie jeszcze większy nacisk na arsenał broni masowego rażenia.

Autor: mk/adso / Źródło: Huffington Post, Defense News, PAP, tvn24.pl