Amerykanie pilnują Krymu? USS Truxtun zostaje na Morzu Czarnym


Amerykański niszczyciel USS Truxtun weźmie udział w dalszych operacjach na Morzu Czarnym z udziałem okrętów sprzymierzonych państw - poinformował jego dowódca - komandor Andrew Biehn. W ostatnich dniach odbyły się tam wspólne ćwiczenia okrętów USA, Rumunii i Bułgarii.

USS Truxtun z 300-osobową załogą jest uzbrojony w pociski rakietowe Tomahawk i ASROC, ma też na pokładzie dwa śmigłowce Seahawk.

Należy do zespołu lotniskowca o napędzie atomowym USS George W.H. Bush i wchodzi w skład VI floty USA. Obecnie stoi w porcie Warna na wschodzie Bułgarii. W ostatnich dniach USS Truxtun brał udział w ćwiczeniach wojskowych z udziałem trzech okrętów rumuńskich i jednego bułgarskiego. Wspólne manewry miały na celu podniesienie operacyjnej kompatybilności sił zbrojnych państw członkowskich NATO, przeprowadzenie ćwiczeń w zakresie łączności i przetestowanie współdziałania śmigłowców z okrętami.

Odpowiedź na rosyjskie działania

Bułgarskie ministerstwo obrony podkreśliło, że ćwiczenia nie mają związku z wydarzeniami na Ukrainie i w północno-wschodniej części Morza Czarnego.

Agencja Reuters pisze jednak, że decyzja o przedłużeniu obecności okrętu USS Truxtun na tym akwenie to "kolejny sygnał odpowiedzi społeczności międzynarodowej na działania Rosji na Ukrainie". Nad Morzem Czarnym położony jest Półwysep Krymski, gdzie na wniosek separatystycznych władz lokalnych w niedzielę ma się odbyć referendum w sprawie przyłączenia Autonomicznej Republiki Krymu do Rosji. USA i UE zapowiedziały, że nie uznają wyniku głosowania.

Autor: MAC/jk / Źródło: PAP

Raporty: