"Albo władze zgodzą się na znaczące negocjacje, albo Turcja będzie mieć wojnę domową"

Tureccy żołnierze często są celem ataków PKKWikipedia

Rebelianci kurdyjscy są gotowi powrócić do Turcji z baz w północnym Iraku i wznowić walki, jeśli Ankara nie ożywi procesu pokojowego - ostrzegł szef politycznego skrzydła Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) Cemil Bayik. Oskarżył on stronę turecką, że wspiera rebeliantów walczących z Kurdami w Syrii.

- Proces (pokojowy) musi zostać dokończony. Albo władze Turcji zgodzą się na głębokie i znaczące negocjacje z ruchem kurdyjskim, albo Turcja będzie mieć wojnę domową - powiedział Bayik w wywiadzie opublikowanym we wtorek przez agencję Reutera.

- Obecnie przygotowujemy się do wysłania wycofanych wcześniej grup z powrotem do Północnego Kurdystanu, jeśli rząd nie zgodzi się na nasze warunki - ostrzegł Beyik. Rozwój sytuacji wyjaśni się "w nadchodzących dniach - zapowiedział. Jako Północny Kurdystan Kurdowie określają południowo-wschodnie obszary Turcji, które według nich stanowią ich ojczyznę wraz z regionami leżącymi w Iranie, Iraku i Syrii.

Wśród żądań, których spełnienia PKK domaga się od Turcji, Beyik wymienił m.in. poprawę warunków pobytu w więzieniu Abdullaha Ocalana, skazanego na dożywocie przywódcy PKK oraz zagwarantowanie poprawek w konstytucji Turcji.

Reformy Erdogana niewystarczające

Ogłoszony niedawno przez premiera Recepa Tayyipa Erdogana pakiet reform, zdaniem Bayika, "nie ma nic wspólnego z demokracją". PKK już wcześniej sygnalizowała, że jest rozczarowana tymi decyzjami i zastanawia się, czy utrzymać półroczne zawieszenie broni w walce z tureckimi siłami bezpieczeństwa.

Reformy ogłoszone przez Erdogana przewidują m.in. możliwość nauki w języku kurdyjskim w szkołach prywatnych i rozpoczęcie debaty nad obniżeniem 10-procentowego progu wyborczego, który musi pokonać każda partia, by wejść do parlamentu. Wysoki próg uniemożliwiał w przeszłości stronnictwom kurdyjskim wejście do parlamentu. Zarazem Erdogan nie zdecydował się na gwarancje konstytucyjne dla kurdyjskiej tożsamości i kultury, na szerszą autonomię, ani na pełną edukację w języku kurdyjskim.

Jak wskazał Beyik, władze nie zmieniły też przepisów antyterrorystycznych, na których podstawie w kraju są tysiące więźniów politycznych. - Uciszyliśmy oręż, by politycy mogli mówić, ale teraz widzimy, że polityka znalazła się w więzieniu - oświadczył działacz PKK.

Oskarżył ponadto stronę turecką, że podczas gdy PKK przestrzega rozejmu, ona jedynie przeniosła walkę z Kurdami do Syrii. Zdaniem PKK Ankara i wpływowy duchowny turecki Fetullah Gulen rekrutują i szkolą "grupy bandyckie" w Syrii, by atakowały tamtejszych Kurdów.

- Jeśli rząd turecki pomaga bandyckim grupom (...), to naród kurdyjski ma prawo podjąć walkę w Turcji - powiedział Beyik.

Dialog z Ocalanem

Tureckie siły bezpieczeństwa podjęły w końcu 2012 roku rozmowy z Ocalanem na temat rozwiązania trwającego blisko 30 lat konfliktu kurdyjskiego. W ramach podjętych uzgodnień bojownicy PKK zaczęli w maju wycofywać się z Turcji do północnego Iraku, ale od tego czasu proces pokojowy utknął w martwym punkcie.

We wrześniu rebelianci ogłosili, że przestali opuszczać terytorium Turcji, ponieważ rząd w Ankarze nie wprowadza obiecanych reform.

Konflikt kurdyjski, który wybuchł w 1984 roku, kosztował życie około 40 tys. ludzi. PKK, uznana za organizację terrorystyczną przez Turcję, USA i UE, dążyła początkowo do ustanowienia niepodległego państwa w zamieszkanej głównie przez Kurdów południowo-wschodniej części Turcji. Później ograniczyła swój cel, domagając się jedynie autonomii dla tego obszaru. Kurdowie stanowią ok. 20 procent 76-milionowej ludności Turcji.

Autor: mtom / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia

Tagi:
Raporty: