W 2024 roku 634 miliony dzieci na całym świecie nie miały dostępu do bezpiecznej wody pitnej. Miliard nie korzystało z odpowiednich systemów sanitarnych. - Zmiany klimatyczne nie są abstrakcyjnym pojęciem, tylko dzieją się tu i teraz - podkreśliła Joanna Sokołowska, rzeczniczka UNICEF Polska.
UNICEF opublikował niedawno raport, w którym pokazuje, jak zmiany klimatu wpływają na dzieci. Wskazuje w nim osiem najczęstszych zagrożeń klimatycznych: powodzie przybrzeżne, susze, ekstremalne upały, pożary, fale upałów, powodzie rzeczne, burze piaskowe i burze tropikalne.
Połowa dzieci na świecie żyje dziś w cieniu nakładających się co najmniej trzech z nich, podczas gdy cztery miliony doświadczają aż sześciu z nich. Raport UNICEF wskazuje na co najmniej dwa takie obszary. - Pierwszy to obszar Sahelu, który jest narażony na burze pyłowe, na długotrwałe susze, na ekstremalne temperatury - wskazał dr hab. Marek Żurek z Instytutu Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego.
- Drugi to Azja, na przykład Pakistan, Bangladesz, gdzie oprócz upałów mamy też do czynienia z powodziami, chociażby rzecznymi, występującymi także na wyspach Pacyfiku burzami tropikalnymi, które mogą prowadzić na przykład do zalania terenów - powiedział.
Zaburzony proces edukacji, także w Polsce
Jak tłumaczył dr Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju i ekspert Koalicji Klimatycznej, w takiej sytuacji "jeden kryzys pociąga drugi". - Nie ma wody, więc nie ma żywności. Nie ma wody, więc nie ma podstawowych usług. Rozwijają się choroby - wymieniał.
A organizmy najmłodszych gorzej radzą sobie z przegrzaniem, odwodnieniem czy chorobami zakaźnymi. - Jeżeli dzieci nie mają dostępu do produktów pierwszej potrzeby, automatycznie proces edukacji jest zaburzony, automatycznie tracą to równouprawnienie do rozwoju - mówiła Sokołowska.
A wtedy mówimy już o łamaniu Konwencji Praw Dziecka ONZ, która powinna zapewnić równy dostęp do edukacji. A konsekwencje kryzysu klimatycznego wpływają na funkcjonowanie dzieci nie tylko w odległych rejonach świata. W Polsce dotknęły dzieci chociażby podczas ostatniej powodzi na Dolnym Śląsku. - Prace przerwało wtedy ponad 500 placówek edukacyjnych na tamtych terenach - wskazała Sokołowska.
- My ciągle żyjemy, jakby ten klimat był taki, jaki był 30 lat temu. Nie, on się zmienił - podkreślił dr Krassenberg. - My mamy zaciągnięty dług w stosunku do klimatu i za ten dług płacimy - przyznał.
Migracje klimatyczne będą się nasilać
Czy jeszcze 20, 30 lat temu zagrożeń klimatycznych było mniej? - LIczba ekstremów pogodowych, która tych ludzi dotykała, była zdecydowanie mniejsza, czyli łatwiej się im z tym żyło - powiedział dr Kassenberg.
Jak tłumaczył, jedną z ich konsekwencji będą również masowe migracje klimatyczne. - Ludzie emigrują już nie setkami tysięcy, ale milionami. A mówi się o dziesiątkach milionów, że będą emigrować, czyli problem klimatyczny stanie się problemem społeczno-politycznym - podkreślił Kassenberg.
Bo gdy warunki do życia na skutek zmian klimatycznych pogorszą się, będą tylko dwa wyjścia. - Albo ich zostawimy na pastwę losu, albo gdzieś ci ludzie będą musieli wyjechać, więc gdzie oni trafią? - pytał. Jak ocenił, "emigracja klimatyczna, która się już pojawia, będzie się nasilać".
Choć klimat zmieniał się zawsze, eksperci przekonują, że nigdy tak gwałtownie. - Takim symbolicznym hasłem, które pamiętam ze strajku młodzieżowego w Anglii, było: "wy umrzecie w spokoju, a my będziemy żyć w koszmarze". I ten koszmar się zaczyna - mówił Kassenberg.
Bo to lato może być najchłodniejsze z tych, które jeszcze przed nami.