Zobaczył helikoptery, usłyszał wybuch. "Widzieliśmy ciała bojowników, kobiet i dzieci"

TVN24


Eksplozja roztrzaskała drzwi i okna w promieniu kilometra. Czekaliśmy do świtu, potem tam poszliśmy. Widzieliśmy ciała bojowników, kobiet i dzieci - opowiadał Ahmed Al Mohammed, który mieszkał w pobliżu domu, w którym ukrywał się Abu Bakr al-Bagdadi, przywódca tak zwanego Państwa Islamskiego. Amerykański wywiad tropił Bagdadiego od kilkunastu miesięcy. "New York Times" napisał, że na jego ślad udało się wpaść po tym, jak aresztowano i przesłuchano jedną z jego żon.

Prezydent USA Donald Trump zabicie lub schwytanie przywódcy tak zwanego Państwa Islamskiego zapowiadał od początku swojej kadencji. Za jego głowę Amerykanie wyznaczyli nagrodę w wysokości 25 milionów dolarów. Przez ostatnie miesiące urzędnicy amerykańskiego wywiadu informowali prezydenta o postępach w namierzaniu Abu Bakra al-Bagdadiego.

Decyzja, która przyspieszyła operację

Jednak, jak pisze "New York Times", ogłoszona przez Trumpa trzy tygodnie temu decyzja o wycofaniu amerykańskich sił z Syrii zmusiła urzędników Pentagonu do przyspieszenia działania. Wraz z wycofaniem wojsk z Syrii Amerykanie utraciliby bowiem zdolność kontrolowania żołnierzy, szpiegów i samolotów zwiadowczych w tym kraju - wyjaśnia dziennik, powołując się na informacje od urzędników pragnących zachować anonimowość.

Jak twierdzą informatorzy, operacja przeciwko Bagdadiemu została przeprowadzona w dużej mierze nie dzięki, ale pomimo działań Trumpa. Szef Pentagonu Mark Esper przekonywał jednak, że wyjście oddziałów USA z północnej Syrii nie wpłynęło na operację wymierzoną w przywódcę tak zwanego Państwa Islamskiego. Wcześniej o tym, że sprawy te nie są ze sobą związane zapewniał sam prezydent USA.

W niedzielę, dzień po zakończonej sukcesem misji sił specjalnych USA zaangażowani w akcję amerykańscy wojskowi, członkowie wywiadu i antyterroryści przedstawili chronologię wydarzeń, które doprowadziły do śmierci przywódcy tak zwanego Państwa Islamskiego.

Informacje pozyskane od żony Bagdadiego

Planowanie misji rozpoczęło się latem ubiegłego roku, kiedy CIA po raz pierwszy otrzymała informacje o lokalizacji Bagdadiego. Według tych doniesień przebywał w wiosce położonej w północno-zachodniej Syrii, kontrolowanej przez rywalizującą z jego ugrupowaniem Al-Kaidę.

Jak twierdzi dwóch przedstawicieli amerykańskiej administracji, cytowanych przez "New York Timesa", informacje te pojawiły się po tym, jak aresztowano i przesłuchano jedną z żon Bagdadiego.

CIA ściśle współpracowała z irackimi i kurdyjskimi przedstawicielami wywiadu w Iraku i Syrii, aby zidentyfikować dokładne miejsce pobytu Bagdadiego, umieścić tam swoich szpiegów i monitorować jego ruchy. "New York Times" napisał, że przywódca IS ukrywał się w domu Abu Mohammeda Salamy, dowódcy innej grupy ekstremistycznej, Hurras al-Din. Jego los i charakter relacji z Bagdadim nie jest jasny.

Bagdadi ukrywał się w miejscowości Barisza na północnym zachodzie Syrii
Google Maps

Przygotowania

Przeprowadzenie operacji przeciwko szefowi dżihadystów zlecono elitarnej jednostce specjalnej Delta Force. Od początku, gdy tylko zaczęto opracowywać plan zabicia lub schwytania terrorysty, było wiadomo, że misja będzie trudna i ryzykowna.

Kompleks, w którym ukrywał się Bagdadi, był położony w samym środku terytorium znajdującego się we władaniu Al-Kaidy, a przestrzeń powietrzna nad tą częścią kraju podlega kontroli Syrii i Rosji.

Ostateczne przygotowania do operacji rozpoczęły się dwa lub trzy dni przed akcją. Jeden z przedstawicieli administracji Trumpa przekazał "NYT", że Bagdadi szykował się do zmiany miejsca, co zmotywowało Amerykanów do tego, by działać szybko. Jeżeli przywódca dżihadystów znów zmieniłby swoją lokalizację, namierzenie go w sytuacji, gdy amerykańskie wojska rozpoczęły wycofywanie z Syrii swoich żołnierzy i potencjału wywiadowczego, byłoby jeszcze trudniejsze.

Ostatecznie w piątek Donald Trump "dał zielone światło do działania" - poinformował szef Pentagonu.

Akcja sił specjalnych

Około północy z soboty na niedzielę czasu lokalnego (o godzinie 17 w Waszyngtonie) osiem amerykańskich śmigłowców, głównie CH-47 Chinook, wyruszyło z bazy wojskowej w pobliżu miasta Erbil w Iraku.

Lecąc nisko i z dużą prędkością, by nie mogły zostać wykryte przez obronę przeciwlotniczą, helikoptery przekroczyły syryjską granicę, następnie odbyły 70-minutowy lot do rejonu Barisha na północ od miasta Idlib, w zachodniej Syrii, w trakcie którego miały być sporadycznie ostrzeliwane.

Tuż przed lądowaniem śmigłowce otworzyły ogień do kompleksu budynków, w którym ukrywał się Bagdadi. Celem ostrzału miało być osłonienie akcji komandosów z Delta Force i ich psów bojowych.

Bagdadi uciekał tunelami

Komandosi opuścili się na ziemię i ominęli frontowe drzwi, obawiając się pułapki. Do kompleksu dostali się, wysadzając jedną ze ścian. Towarzyszący im tłumacz wyjaśnił spotkanym w środku dzieciom i innym osobom, jak ewakuować się na zewnątrz. W ten sposób ocalono jedenaścioro dzieci. Komandosi natknęli się także na grupę dżihadystów. Rozpoczęła się wymiana ognia.

Według relacji przekazywanych dziennikarzom Bagdadi uciekał przez sieć tuneli znajdujących się pod kompleksem. Zabrał ze sobą troje dzieci.

Komandosi podejrzewali, że Bagdadi może mieć na sobie pas szahida, dlatego wysłali za nim psy bojowe. Gdy przywódca IS znalazł się w ślepym zaułku, nie mając już drogi ucieczki, zdetonował kamizelkę, zabijając siebie i towarzyszące mu dzieci. Wybuch spowodował zawalenie się tunelu. Eksplozja raniła także jednego psa wojskowego.

Po "oczyszczeniu" kompleksu z terrorystów Amerykanie rozpoczęli przeczesywanie terenu w poszukiwaniu istotnych informacji o dżihadystach. - Po wypełnieniu misji przejęliśmy wysoce wrażliwe materiały i dokumenty. Większość z nich dotyczy tak zwanego Państwa Islamskiego - jego pochodzenia, przyszłych planów, rzeczy, które były nam bardzo potrzebne - relacjonował Trump.

Następnie komandosi wycofali się do śmigłowców, które wystartowały w drogę powrotną do Iraku, a amerykańskim pilotom wydano rozkaz zbombardowania całego kompleksu. Budynki zostały zrównane z ziemią.

Cała operacja trwała około dwóch godzin. W jej trakcie dwóch żołnierzy odniosło obrażenia.

O godzinie 21 w Waszyngtonie prezydent USA opublikował na Twitterze wpis, w którym oświadczył, że "wydarzyło się coś bardzo ważnego".

Something very big has just happened!— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) October 27, 2019

Świadek: widzieliśmy ciała bojowników, kobiet i dzieci

Mieszkający w pobliżu Ahmed Al Mohammed obudził się około godziny 23 czasu miejscowego. Przestraszył się, gdy zobaczył helikoptery nad swoim domem. Opowiadał, że słyszał wybuch.

- Eksplozja roztrzaskała drzwi i okna w promieniu kilometra. Czekaliśmy do świtu, potem tam poszliśmy. Widzieliśmy ciała bojowników, kobiet i dzieci - przynajmniej sześć, siedem ciał. Potem usłyszeliśmy, że był tu al-Bagdadi, ale my myśleliśmy, że mieszkają tam uchodźcy z Aleppo, którzy pracują przy handlu bydłem. Nikt dokładnie nie wie, co tam się stało - relacjonował mężczyzna w rozmowie z reporterem CNN.

W szczytowym okresie swojej działalności tak zwane Państwo Islamskie kontrolowało tereny od północy Syrii wzdłuż rzek Tygrys i Eufrat do obrzeży stolicy Iraku, Bagdadu. Jednak porażki IS w Mosulu w Iraku i w Ar-Rakce w Syrii w 2017 roku spowodowały sukcesywny upadek samozwańczego kalifatu. Bagdadi stał się wówczas uciekinierem i ukrywał się wzdłuż pustynnej granicy Iraku z Syrią.

Autor: lukl,momo//now / Źródło: New York Times, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: