Po pożarze w sanockim skansenie biegły elektryk sprawdzi instalacje

Pożar skansenu w Sanoku
Pożar w sanockim skansenie. Spłonęły trzy obiekty
Źródło wideo: PAP
Źródło zdj. gł.: Darek Delmanowicz/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Eksperci, policjanci i prokurator po raz trzeci przeprowadzają dziś oględziny pogorzeliska w sanockim skansenie. Do zespołu dołączył także biegły z zakresu elektryki. Zebrane na miejscu materiały mają pomóc w ustaleniu przyczyny pożaru.

To jeden z elementów prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Postępowanie toczy się w kierunku czynu z art. 163 par. 1 pkt 1 Kodeksu karnego, dotyczącego sprowadzenia pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Biegli i policjanci pracowali na miejscu już dwukrotnie.

W pożarze, do którego doszło w nocy z 15 na 16 sierpnia, spłonęły trzy zabytkowe obiekty, w tym jeden z najcenniejszych XVII-wieczny kościół pw. św. Mikołaja z Bączala Dolnego. Ogień zniszczył również chałupę z Niebocka i stodołę. Mimo trwającej wiele godzin akcji strażaków kościół spłonął doszczętnie. Ocalały jedynie ewangeliarz i krzyż.

"Nie było gniazdek ani oświetlenia"

Biegły z zakresu elektryki ma między innymi pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy instalacja elektryczna mogła mieć związek z powstaniem ognia. Jak przekazuje Marcin Krowia, dyrektor sanockiego skansenu, w kościele nie było jednak standardowej instalacji.

- Nie było jej w środku. Była skrzynka, owszem, ale do zasilania systemów pożarowych, włamaniowych, które tam były zainstalowane. Dokumentacja została zabezpieczona przez policję. Wszystkie przeglądy wymagane muzeum miało wykonane terminowo, zarówno jeśli chodzi o przeglądy elektryczne, jak i pożarowe - mówi Krowiak w rozmowie z tvn24.pl.

Jak podkreśla, w kościele nie było oświetlenia, gniazdek elektrycznych ani ogrzewaczy.

- Kościół tego nie posiadał po prostu. Była skrzynka elektryczna, ale była zabezpieczona. Znajdowała się w zakrystii - mówi dyrektor.

Jak dodaje, pełną dokumentację dotyczącą systemów przeciwpożarowych przekazała policji firma odpowiedzialna za ich monitoring. Dokumentację przekazała również firma zajmująca się ochroną obiektu. Materiały trafiły następnie do prokuratury.

- Współpracujemy na bieżąco ze służbami. Będziemy czekać na ustalenia biegłych - mówi Krowiak.

- Od razu ucinam też spekulacje. W środku nie było złota ani srebra, czyli naczyń liturgicznych, które potencjalnie mogłyby stać się przedmiotem kradzieży. Kościół był tradycyjnie wyposażony - dodaje.

Dyrektor skansenu: procedury zadziałały

Drewniana architektura skansenowska ma swoją specyfikę. Budynki wykonane są z drewna i gontu, a materiał przez lata poddawany jest konserwacji. To sprawia, że wymagają szczególnej ochrony przeciwpożarowej - zwraca uwagę dyrektor sanockiego skansenu.

W przypadku spalonego kościoła, jak zapewnia, wszystkie zastosowane w muzeum systemy zadziałały. Obiekt był objęty systemem powiadamiania pożarowego, a na terenie skansenu działa system hydrantowy i pompownia wysokociśnieniowa. Dwa najbliższe hydranty znajdowały się bezpośrednio przy kościele. Pompownia uruchomiła się automatycznie, a sygnał o pożarze został przekazany straży pożarnej. Na miejscu była również ochrona, która potwierdziła pojawienie się ognia.

Pożar skansenu w Sanoku
Pożar skansenu w Sanoku
Źródło zdjęcia: Darek Delmanowicz/PAP

Problemem nie był więc dostęp do wody. Strażacy korzystali zarówno z hydrantów, jak i dwóch stawów znajdujących się na terenie skansenu. Kiedy jednak ochrona dotarła do płonącego kościoła, pożar był już na tyle rozwinięty, że nie było możliwości podjęcia skutecznej próby jego ugaszenia.

- Procedury zadziałały. Niestety, pożar był już tak bardzo rozwinięty, że tego obiektu nie udało się uratować. Strażacy, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce, od razu mówili, że byli zaskoczeni jego skalą. Cały budynek był już objęty ogniem. I to jest naprawdę rzecz, która zastanawia, bo był to duży, bardzo duży obiekt - jeden z największych kubaturowo w skansenie. Tempo, w jakim spłonął, jest zastanawiające - podsumowuje Marcin Krowiak.

Drugi pożar w sanockim skansenie

To drugi tak duży pożar w historii sanockiego skansenu. Do pierwszego doszło w 1994 roku. Jak czytamy na stronie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, w ciągu kilkunastu minut ogień strawił 15 obiektów, w których z dymem poszło 1324 unikalnych eksponatów. Za prawdopodobną przyczynę pożaru uznano wówczas celowe podpalenie.

Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku powstało w 1958 r. i jest jednym z największych muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Na jego terenie odtworzono tradycyjne wsie i miasteczko, prezentując architekturę, wyposażenie domów, rzemiosło i kulturę mieszkańców południowo-wschodniej Polski.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: