Z ustaleń prokuratury wynika, że 18 czerwca doszło do pożaru w jednym z mieszkań po tym, jak palący się papieros nie został dokładnie zgaszony w popielniczce przez 69-letniego mężczyznę i wypadł na wykładzinę. Pojawił się ogień, który w połączeniu z nagromadzeniem łatwopalnych materiałów oraz brakiem reakcji w początkowej fazie doprowadził do rozprzestrzenienia się pożaru. Otwarte okna i drzwi sprzyjały jego rozwojowi.
W pożarze zginęła 14-letnia dziewczynka, kilka osób trafiło do szpitala, a kilkaset trzeba było ewakuować z budynku.
Do szpitala trafił też 69-latek, który w czasie pożaru został ewakuowany przez strażaków z mieszkania objętego ogniem. Mężczyzna miał poparzone 40 procent ciała, zmarł w szpitalu 12 lipca.
Jak poinformowała prokuratura, śledztwo w sprawie pożaru, które prowadzone było w kierunku nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób (art. 163 § 2 i 4 kodeksu karnego) umorzono na podstawie art. 17 § 1 pkt 5 Kodeksu postępowania karnego – z uwagi na śmierć "osoby podejrzanej", czyli 69-letniego mężczyzny.
Pożar bloku w Rzeszowie
Do pożaru doszło 18 czerwca ubiegłego roku wieczorem w bloku przy ulicy Popiełuszki w Rzeszowie. Jak informowała straż pożarna, ogień pojawił się na czwartym piętrze 12-kondygnacyjnego budynku.
- W piątej minucie od zgłoszenia strażacy zastali mieszkanie w całości objęte ogniem, języki ognia wychodziły poza obrys mieszkania, w całości zadymiona była klatka schodowa - mówił starszy brygadier Grzegorz Wójcicki, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.
Jak dodał, ogień wychodził z mieszkania z dwóch stron bloku. - Działania gaśnicze prowadzone były w warunkach zerowej widoczności - mówił Wójcicki. Z ogniem do późnej nocy walczyło 83 strażaków.
Równocześnie z akcją gaśniczą rozpoczęła się ewakuacja mieszkańców. W sumie ewakuowanych było 250 osób z trzech klatek, 33 potrzebowały pomocy medycznej. 12 osób przekazano zespołom pogotowia, pozostałymi zaopiekowali się strażacy, okrywali ich kocem termicznym, podawali im wodę, czasami także tlen. Pięć osób trafiło do szpitala wojewódzkiego numer 2 przy ulicy Lwowskiej, dwie do szpitala MSW, jedna do szpitala na ulicy Chopina.
W pożarze zginęła 14-letnia dziewczynka. Nieprzytomną nastolatkę pomiędzy piętrem 10., a 11. odnalazł ojciec. Dziewczynka została wyniesiona z budynku, a służby medyczne natychmiast podjęły próbę jej reanimacji. Niestety, 14-latka zmarła około godziny 22.30 tego samego dnia.
Po tygodniu wrócili do mieszkań
Klatka schodowa, objęta pożarem, była wyłączona z użytkowania do czasu sprawdzenia instalacji i zakończenia pracy śledczych. Ludzie nie mogli wrócić do mieszkań. Ich dobytku strzegła policja. Do mieszkań wrócili 26 czerwca po tym, jak zezwolił na to nadzór budowlany.
Autorka/Autor: ms/tok
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24