Do zdarzenia doszło w czwartek (23 kwietnia) w miejscowości Płonna w powiecie sanockim.
Zgłaszającym był 27-letni syn 58-letniej kobiety. - O godzinie 10.26 otrzymaliśmy zgłoszenie, że w miejscowości Płonna doszło do ataku niedźwiedzia na kobietę. Na miejsce skierowane zostały trzy zastępy straży pożarnej i policja. O godzinie 11.21 strażacy na quadach dotarli do kobiety. Była nieprzytomna. Ze względu na rozległe obrażenia odstąpili od czynności medycznych - przekazał nam starszy kapitan Paweł Giba, oficer prasowy KP PSP w Sanoku.
Kobieta to 58-letnia mieszkanka gminy Zagórz. - Kobieta nie żyje, na jej ciele są widoczne obrażenia - powiedziała nam aspirant sztabowa Anna Oleniacz z sanockiej policji.
Na miejscu pracują prokurator i lekarz. - Trwają czynności, które mają wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Miejsca pilnują policjanci wyposażeni w broń gładkolufową - dodała policjantka. Ciało zostanie zabezpieczone do badań.
Syn usłyszał krzyk: niedźwiedź, niedźwiedź!
Dziennikarka tvn24.pl rozmawiała z jednym ze strażaków, którzy są na miejscu zdarzenia. - Kobieta ma obrażenia głowy, szarpane i rozległe. Według relacji jej syna, zadzwoniła do niego i podczas rozmowy usłyszał on jej krzyk "Niedźwiedź, niedźwiedź!". Chwilę później połączenie zostało przerwane, kolejnego telefonu matka już nie odebrała. Znalazł ciało, zbiegł do nas, później nie mógł trafić w to samo miejsce. Sam nie widział zdarzenia, nie widział też niedźwiedzia - opowiedział strażak.
Według nieoficjalnych informacji, matka z 27-letnim synem zbierali w lesie poroża jeleniowatych, na które trwa właśnie sezon. Jednocześnie jest to sezon dużej aktywności wybudzonych już z zimowego snu niedźwiedzi i to właśnie zbieracze poroży, wędrujący po lasach poza utartymi turystycznymi ścieżkami natykają się często na niedźwiedzie.
Prokurator Rejonowy w Sanoku Izabela Jurkowska-Hanus przekazała, że na ten moment nie ma żadnych innych okoliczności które mogłyby wskazywać na inną przyczynę zgonu, niż ta wynikająca ze zgłoszenia.
Starosta: odstrzał jednego niedźwiedzia nic nie da
Na miejscu był m.in. starosta sanocki Robert Pieszczoch. - Odstrzał jednej niedźwiedzicy nie rozwiąże sprawy. To muszą być inne działania. Może jedzenie głęboko w lesie, żeby nie podchodziły do siedlisk ludzi? Dzisiejsze wydarzenie miało wprawdzie miejsce w lesie, ale w pobliżu tutaj są ścieżki turystyczne - komentował na miejscu Robert Pieszczoch, starosta sanocki.
- Mama uwielbiała las, dość często do niego chodziła na spacer. Niedźwiedź jak leży to jest taka skłębiona górka, jak kopiec z ciemnej ziemi. Jak się nastąpi, to nie ma ratunku. Musiał być za blisko, naszła na niego bezpośrednio i stała się tragedia - mówił w rozmowie z reporterką tvn.24pl jeden z synów ofiary.
Gmina Bukowsko opublikowała komunikat, w którym apeluje do mieszkańców "o bezwzględne powstrzymanie się od wchodzenia do pobliskich terenów leśnych oraz nieprzyjeżdżanie na miejsce zdarzenia".
"Obszar ten jest obecnie niebezpieczny, a obecność osób postronnych może utrudniać działania służb oraz stwarzać dodatkowe zagrożenie dla życia i zdrowia" - czytamy w komunikacie.
Biolog: zwracajmy na siebie uwagę w lesie
- W ocenie sytuacji jest bardzo ważne, aby odczekać na ustalenia odpowiednich służb. Zanim zaczniemy wyciągać pochopne wnioski, jak do tej sytuacji doszło, bo tego po prostu na dzień dzisiejszy nie wiemy. Tak samo nie można mówić, że jest to związane z nadmierną populacją niedźwiedzia brunatnego w naszym kraju, bo tak po prostu nie jest. Też nie wolno łączyć sytuacji, która miała miejsce gdzieś głęboko w lesie, z sytuacjami, jakie mają miejsce w innych podkarpackich miejscowościach. Gdzie niedźwiedzie zwabiane pokarmem i odpadami, przechodzą na tereny wiejskie - mówi Robert Gatzka, biolog z Parku Ochrony Bieszczadzkiej Fauny.
Radzi też jak zachować się w lesie, by nasza obecność była bezpieczna.
- Idąc gdzieś do lasu, w którym żyją niedźwiedzie, pamiętajmy o tym, by dopasować swoje zachowanie do tego, że tutaj żyją niedźwiedzie. Nie chodźmy cicho po lesie, nie skradajmy się, zwracajmy na siebie uwagę, tak, żeby dać zwierzynie czas na to, żeby mogła się usunąć. Najczęściej do incydentu z niedźwiedziem dochodzi wtedy, kiedy niedźwiedź zostanie zaskoczony, czuje się zagrożony i wtedy po prostu wybiera drogę ataku. Dlatego jest ważne, żeby zwrócić na siebie uwagę. Rozmawiajmy, śpiewajmy, dawajmy znać, że jesteśmy, a wtedy nasze wycieczki do lasu będą bezpieczne - radzi Robert Gatzka.
RDOŚ: zwierzę mogło zostać zaskoczone
Na miejsce zdarzenia udali się Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie oraz Regionalny Konserwator Przyrody. Jak ustalili eksperci, do ataku doszło około półtora kilometra w głąb lasu, mniej więcej dwa i pół kilometra od wsi. To trudno dostępny teren, rzadko odwiedzany przez ludzi - w miejscu, gdzie gęsty las stopniowo się przerzedza, pojawiają się nowe nasadzenia, a w pobliżu znajduje się szczyt wzniesienia. "Obszar ten należy do stałego rewiru występowania niedźwiedzi. W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka" - podała w komunikacie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
RDOŚ o ustaleniach poinformował Głównego Konserwatora Przyrody oraz Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. W spotkaniu, które odbyło się w siedzibie RDOŚ w Rzeszowie, uczestniczyli również pracownicy dyrekcji, przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz eksperci zajmujący się dużymi drapieżnikami z Magurskiego i Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Rzecznik RDOŚ w Rzeszowie Łukasz Lis poinformował, że bezpośrednie konfrontacje z ludźmi należą do rzadkości i zdarzają się średnio raz w roku. - Najczęściej takie spotkania kończą się ranami od ugryzień i siniakami. Niestety w tym przypadku doszło do tragedii - powiedział.
RDOŚ przekazał również, że gmina Bukowsko nie występowała dotychczas o zezwolenie na płoszenie niedźwiedzi ani na ich odstrzał.
"Atak niedźwiedzia najczęściej jest wynikiem reakcji obronnej"
- Niedźwiedź brunatny, mimo że jest największym drapieżnikiem Europy, nie poluje na człowieka, nie zbliża się do niego i raczej się go boi. Nie dąży do kontaktu z ludźmi - powiedział Tomasz Zając z Tatrzańskiego Parku Narodowego komentując dla Polskiej Agencji Prasowej to zdarzenie.
Jak zaznaczył, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w tego typu przypadkach jest nagłe zaskoczenie zwierzęcia.
- Wiele wskazuje na to, że mogło dojść do sytuacji, w której kobieta natknęła się na niedźwiedzicę z młodymi. Jeśli samica prowadzi młode - a mówi się nawet o trójce - reaguje instynktownie i może zaatakować, chcąc je bronić - wyjaśnił.
Zając zwrócił uwagę, że do zdarzenia doszło w terenie trudnodostępnym, co również mogło mieć znaczenie. - Nie wiemy, czy był to teren chroniony, czy rejon parku, ani czy kobieta powinna się tam znajdować. Z dostępnych informacji wynika, że mogła szukać zrzutów poroża jeleni, ale trudno dziś jednoznacznie to ocenić - zaznaczył.
Ekspert podkreślił, że takie sytuacje mogą wydarzyć się zarówno na obszarach chronionych, jak i w zwykłych lasach. - Kiedy niedźwiedź jest zaskoczony i czuje się zagrożony, może dojść do ataku. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, który doprowadził do bardzo tragicznego zdarzenia - ocenił.
Jak dodał, podobne incydenty należą do rzadkości. W Tatrzańskim Parku Narodowym niedźwiedzie są regularnie obserwowane, także w pobliżu szlaków turystycznych, jednak bezpośredni kontakt z człowiekiem zdarza się sporadycznie. - W ostatnich latach w polskich Tatrach nie było śmiertelnego ataku niedźwiedzia na człowieka - zaznaczył.