Do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie wpłynęło zawiadomienie o zamiarze trucia niedźwiedzi poprzez wykładanie w lasach zatrutego mięsa.
Jak przekazał w rozmowie z tvn24.pl Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ w Rzeszowie, w treści maila znalazła się informacja o chęci celowego uśmiercenia gatunku objętego ścisłą ochroną, co jest prawnie zabronione. - W związku z tym pismo zostało skierowane do Powiatowej Komendy Policji w Sanoku - potwierdził Lis.
- Zrozumiałe są emocje mieszkańców po tragicznym zdarzeniu, jednak takie działania stanowią naruszenie prawa - dodał rzecznik.
Jak przekazała nam aspirant sztabowa Anna Oleniacz, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Sanoku, pismo z RDOŚ wpłynęło już do sanockiej komendy. - Pismo zostanie rozesłane podległym jednostkom oraz urzędom gmin z terenu powiatu sanockiego w celu zapoznania się z tematem. Sytuacja będzie monitorowana. Na chwilę obecną nie będzie wszczynanego postępowania - powiedziała nam asp. szt. Anna Oleniacz.
Przyrodnik: zbrodnia przeciwko środowisku
Jak podkreśla w rozmowie z tvn24.pl dr Bartosz Pirga, biolog i pracownik Bieszczadzkiego Parku Narodowego, zajmujący się m.in. monitoringiem niedźwiedzi, takie działania mogą mieć poważne konsekwencje dla bieszczadzkiej fauny i flory.
- Wykładanie zatrutego mięsa w lesie to skrajnie nieodpowiedzialne działanie i krytyczna ingerencja w cały ekosystem. Stanowi śmiertelne zagrożenie nie tylko dla drapieżników, ale również ptaków i innych ssaków żywiących się padliną - chronionych i niechronionych - wskazuje naukowiec. - To też bardzo poważne przestępstwo, wręcz zbrodnia przeciwko środowisku, która niszczy naturalną równowagę i może mieć długofalowe konsekwencje dla całej przyrody w danym regionie - dodaje.
Śmiertelny atak niedźwiedzia
Do śmiertelnego ataku niedźwiedzia na 58–letnią kobietę doszło 23 kwietnia w lesie w sąsiedztwie młodnika w miejscowości Płonna w gminie Bukowsko na Podkarpaciu około półtora kilometra w głąb lasu i około dwa i pół kilometra od wsi. Teren, położony w pobliżu szczytu wzniesienia, gdzie gęsty las przechodzi w młode nasadzenia, stanowi stałe siedlisko niedźwiedzi.
Tego dnia kobieta wraz z 27-letnim synem wybrała się do lasu w poszukiwaniu poroży. Dla wielu mieszkańców regionu to sposób na dodatkowy zarobek. Zbieranie poroży jest legalne, jednak podlega określonym przepisom - między innymi obowiązuje zakaz wchodzenia na tereny młodników o wysokości do czterech metrów.
Około godziny 10.30 mężczyzna rozmawiał z matką przez telefon, kiedy usłyszał jej krzyk: "niedźwiedź", połączenie zostało przerwane. Kolejnych kobieta już nie odebrała. 27-latek znalazł matkę po kilkunastu minutach. Kobieta była nieprzytomna. Przybyli na miejsce strażacy ze względu na rozległe obrażenia głowy odstąpili od czynności ratunkowych, lekarz stwierdził zgon. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zmarła w wyniku ataku niedźwiedzia.
Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, co jest standardową procedurą w takich przypadkach.
Według oceny pracowników Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, którzy jeszcze tego samego dnia byli na miejscu zdarzenia silny wiatr mógł sprawić, że zwierzę nie usłyszało ani nie wyczuło zbliżającej się kobiety, co doprowadziło do agresji niedźwiedzia.
Pod ścisłą ochroną
Obecnie w południowo-wschodniej Polsce, głównie w Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu Przemyskim bytuje blisko 200 niedźwiedzi. To 90 procent polskiej populacji.
Jak szacuje Bartosz Pirga na Podkarpaciu bytuje około stu, 120 osobników.
Od 1952 roku te drapieżniki w naszym kraju objęte są ścisłą ochroną gatunkową. Oznacza to, że nie można ich zabijać, ranić, łapać, płoszyć i niepokoić, niszczyć ich siedlisk, przetrzymywać w niewoli ani handlować nimi lub ich pogłowiem, skórami, czy tłuszczem. Każde naruszenie tych zakazów jest karalne - może grozić grzywna, ograniczenie wolności, a nawet do pięciu lat więzienia.
Choć z natury te drapieżniki są płochliwe i unikają kontaktu z ludźmi, w ostatnich latach coraz częściej można je zauważyć w pobliżu siedzib ludzkich. Szczególnie aktywne są wiosną, kiedy wybudzone z zimowego snu są głodne.
Spotkanie z niedźwiedziem najczęściej zdarza się poza szlakami. W takiej sytuacji nie wolno wpadać w panikę. Należy ocenić, czy zwierzę jest samo, czy z młodymi - obecność niedźwiedzicy z młodymi jest szczególnie niebezpieczna. Najlepiej powoli się wycofać, unikając kontaktu wzrokowego. Gdy niedźwiedź spróbuje atakować, należy położyć się na ziemi twarzą do podłoża, osłonić głowę - najlepiej plecakiem - i pozostać nieruchomo, aż zwierzę odejdzie.