|

Podróż po nowy dowód zajęła mu niemal dwa lata

Pan Przemysław ze swoim psem
Pan Przemysław ze swoim psem
Źródło: Martyna Sokołowska/tvn24.pl
Kiedy czuję, że za długo siedzę w jednym miejscu, pakuję plecak i ruszam dalej. Tak ułożyło mi się życie i to jest mój wybór. Krzywdy nikomu nie robię - mówi 41-letni Przemysław. Z Francji przywędrował pieszo na Podkarpacie, by wyrobić dowód osobisty. Zimą dotarł do niewielkiej wsi Futoma i zamieszkał w starym, opuszczonym domu. W drodze jest od 27 lat. Artykuł dostępny w subskrypcji

- Na początku był trochę wycofany, zamknięty w sobie. Z czasem jednak oswoił się z sytuacją - odwiedzały go różne media, przychodzili też inni ludzie. Teraz jest dużo bardziej otwarty - mówi Małgorzata Drewniak, sołtys Futomy.

Podróż do Futomy zajęła mu prawie dwa lata. Szedł pieszo - ponad tysiąc kilometrów. Nocował pod gołym niebem, najczęściej w lasach, w obozowiskach, które sam budował z tego, co znalazł. Czasem w opuszczonych budynkach. W drodze towarzyszył mu owczarek border collie o imieniu Spejson.

O 41‑letnim mężczyźnie zrobiło się głośno po tym, jak policjanci z komisariatu w Dynowie podczas kontroli pustostanów w czasie największych mrozów natknęli się na niego i jego psa. Zaproponowali mu schronienie, ale odmówił - nie chciał rozstać się ze swoim czworonogiem. Wkrótce ich historia obiegła media.

- Nie zależało mi na rozgłosie - mówi. - Chciałem tylko wyrobić ten kawałek "plastiku" - dodaje, wciąż wyraźnie onieśmielony swoją nagłą "sławą".

Kiedy medialna wrzawa nieco ucichła, pojechałam do Futomy, by wysłuchać jego historii.

Czytaj także: