- Na początku był trochę wycofany, zamknięty w sobie. Z czasem jednak oswoił się z sytuacją - odwiedzały go różne media, przychodzili też inni ludzie. Teraz jest dużo bardziej otwarty - mówi Małgorzata Drewniak, sołtys Futomy.
Podróż do Futomy zajęła mu prawie dwa lata. Szedł pieszo - ponad tysiąc kilometrów. Nocował pod gołym niebem, najczęściej w lasach, w obozowiskach, które sam budował z tego, co znalazł. Czasem w opuszczonych budynkach. W drodze towarzyszył mu owczarek border collie o imieniu Spejson.
O 41‑letnim mężczyźnie zrobiło się głośno po tym, jak policjanci z komisariatu w Dynowie podczas kontroli pustostanów w czasie największych mrozów natknęli się na niego i jego psa. Zaproponowali mu schronienie, ale odmówił - nie chciał rozstać się ze swoim czworonogiem. Wkrótce ich historia obiegła media.
- Nie zależało mi na rozgłosie - mówi. - Chciałem tylko wyrobić ten kawałek "plastiku" - dodaje, wciąż wyraźnie onieśmielony swoją nagłą "sławą".
Kiedy medialna wrzawa nieco ucichła, pojechałam do Futomy, by wysłuchać jego historii.