Po śmiertelnym ataku wójt chce odstrzału niedźwiedzia. Ale najpierw odłów i monitoring
Do śmiertelnego ataku niedźwiedzia doszło 23 kwietnia w Płonnej w gminie Bukowsko, około półtora kilometra w głąb lasu. Teren ten, położony w pobliżu szczytu wzniesienia, gdzie gęsty las przechodzi w młodnik, jest stałym siedliskiem niedźwiedzi.
58-latka z 27-letnim synem szukała w lesie poroży jeleni. Na chwilę się rozstali. Około godziny 10.30, podczas rozmowy telefonicznej, mężczyzna usłyszał krzyk matki "niedźwiedź". Gdy po kilkunastu minutach odnalazł matkę, była już nieprzytomna. Strażacy odstąpili od reanimacji ze względu na rozległe obrażenia głowy, a lekarz stwierdził zgon. Sekcja zwłok potwierdziła, że kobieta zmarła w wyniku ataku niedźwiedzia.
Wójt chce odstrzału niedźwiedzia, ma zgodę na płoszenie
Cztery dni po ataku, 27 kwietnia, wójt gminy Bukowsko Marek Bańkowski wystąpił do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z wnioskiem o odstrzał niedźwiedzia.
- Ten osobnik stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi oraz dla zwierząt hodowlanych. We wniosku nawiązaliśmy też do tragicznego zdarzenia z 23 kwietnia, kiedy niedźwiedź zabił kobietę. Dlatego uznaliśmy, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie jego eliminacja - powiedział nam Jacek Gomułka, kierownik Referatu Inwestycji, Planowania Przestrzennego, Spraw Komunalnych i Ochrony Środowiska.
Tego samego dnia urzędnicy z Bukowska złożyli też wniosek do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie o wydanie zgody na "płoszenie i niepokojenie niedźwiedzia brunatnego". Uzyskali ją 29 kwietnia.
6 maja Urząd Gminy na swojej stronie internetowej i w mediach społecznościowych opublikował komunikat, w którym informował, że "istnieje możliwość płoszenia niedźwiedzi w sytuacji zagrożenia ludzi, zwierząt domowych oraz hodowlanych".
Czytamy w nim, że "płoszenie można realizować w pobliżu zabudowań i siedzib ludzkich, szkół, dróg, ciągów komunikacyjnych, obiektów infrastruktury krytycznej oraz miejsc, pastwisk, na których przebywają ludzie, zwierzęta domowe, hodowlane".
Płoszyć niedźwiedzie mogą policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej i Straży Leśnej oraz mieszkańcy gminy za pomocą m.in.: petard, pistoletów hukowych, broni gazowej z użyciem gazu pieprzowego i gumowych kul, broni do paintballa z użyciem kul gumowych, klaksonów samochodowych, ręcznych miotaczy gazu, latarek oraz - ale na to trzeba mieć już stosowne pozwolenie - broni gładkolufowej z amunicją niepenetracyjną.
Jak podano w komunikacie, podczas prowadzonych czynności zwierzęta nie mogą doznać żadnego uszczerbku ani ponieść śmierci.
- Zgodę na płoszenie dostaliśmy, ale nasze stanowisko się nie zmienia - płoszenie niewiele daje. Przepłaszamy niedźwiedzia z jednej wioski do drugiej. My na chwilę mamy problem z głowy, ale mają go inni samorządowcy - mówi w rozmowie z tvn24.pl Jacek Gomułka z Urzędu Gminy w Bukowsku.
Wójt zawnioskował też o odłów zwierzęcia.
Rusza specjalna grupa, chcą odłowić niedźwiedzia z Płonnej
Śmiertelny atak niedźwiedzia w Płonnej ponownie wywołał dyskusję o bezpieczeństwie mieszkańców i turystów w Bieszczadach oraz Beskidach, a także o sposobach reagowania na coraz częstsze spotkania ludzi z dzikimi zwierzętami.
Z danych Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie wynika, że od początku 2025 roku na terenie gminy odnotowano dziewięć "zdarzeń" z udziałem niedźwiedzi (choć nie ma pewności, że wszystkie przypadki zostały zgłoszone). Większość z nich dotyczyła miejscowości Wola Sękowa.
- Jeśli chodzi o szkody spowodowane przez niedźwiedzie w gminie Bukowsko w 2025 roku, było ich sześć, na łączną kwotę blisko 13 tysięcy złotych, głównie w pasiekach. Rok wcześniej odnotowaliśmy dwie szkody - mówi Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ w Rzeszowie.
Na pytanie, ile wniosków dotyczących płoszenia niedźwiedzi z terenu gminy Bukowsko wpłynęło w tym czasie do rzeszowskiego RDOŚ, Lis odpowiada krótko: - Jeden, 27 kwietnia, po zdarzeniu w Płonnej. 29 kwietnia wójt miał już zezwolenie.
Jak przekazała nam Joanna Niedźwiecka, rzeczniczka prasowa Generalnej Dyrekcja Ochrony Środowiska, wniosek wójta o odstrzał niedźwiedzia GDOŚ skierowała do rzeszowskiego oddziału do "zaopiniowania".
Zgodnie z przepisami zgodę na odstrzał niedźwiedzia można uzyskać dopiero po "wyczerpaniu" innych możliwości. Pozostaje pytanie, kto miałby odstrzelić niedźwiedzia i w jaki sposób można będzie potwierdzić, że to właśnie ten osobnik śmiertelnie ranił kobietę. Zwierzę na ten moment nie ma obroży telemetrycznej, co uniemożliwia jego śledzenie.
Rusza "projekt niedźwiedzi"
Zanim Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wyda zgodę na ewentualny odstrzał, służby zaangażowane w specjalny "projekt niedźwiedzi" realizowany przez rzeszowską RDOŚ, który właśnie rusza, spróbują odłowić zwierzę i wyposażyć je w obrożę telemetryczną. Dzięki temu będzie można monitorować jego przemieszczanie się, a w razie potrzeby, gdy zbliżałby się do siedzib ludzkich, płoszyć go przy użyciu broni gładkolufowej z amunicją gumową.
- Planujemy pilotażowo odłowić w sumie 18 niedźwiedzi, wyposażyć je w obroże telemetryczne i monitorować ich aktywność. Czekamy również na zmianę przepisów dotyczących użycia broni gładkolufowej i amunicji gumowej, co pozwoli skuteczniej odpłaszać osobniki wchodzące w konflikt z ludźmi. W ramach tych działań planujemy odłów niedźwiedzia z Płonnej - to wyjście naprzeciw prośbie wójta gminy. Nie mamy jednak pewności, czy uda się schwytać właśnie tego osobnika, który odpowiada za atak. Z miejsca zdarzenia i z ciała ofiary pobrano materiał genetyczny, co umożliwi późniejsze porównanie go z genotypem odłowionego zwierzęcia - informuje Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ w Rzeszowie.
Pod ścisłą ochroną
Według szacunków w południowo-wschodniej Polsce, głównie w Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu Przemyskim, bytuje blisko 200 niedźwiedzi. To 90 procent polskiej populacji.
Od 1952 roku te drapieżniki w naszym kraju objęte są ścisłą ochroną gatunkową. Oznacza to, że nie można ich zabijać, ranić, łapać, płoszyć i niepokoić, niszczyć ich siedlisk, przetrzymywać w niewoli ani handlować nimi lub ich pogłowiem, skórami, czy tłuszczem. Każde naruszenie tych zakazów jest karalne - może grozić grzywna, ograniczenie wolności, a nawet do pięciu lat więzienia.