Msza w Ostrawie po tragedii, która "dotknęła miasto"

TVN24


W środowej mszy za sześć ofiar wtorkowej strzelaniny w Ostrawie uczestniczyło ponad 200 osób. Nabożeństwo odbyło się w kaplicy szpitala, w którym doszło do tragedii. Ołtarz ustawiono w atrium kliniki.

Biskup pomocniczy diecezji ostrawsko-opawskiej Martin David modlił się o zdrowie dla trzech rannych osób oraz w intencji ofiar, które zostały zastrzelone w szpitalu we wtorek. Na nabożeństwo podczas mszy w kaplicy szpitala w Ostrawie (Czechy) przyszło ponad 200 osób.

Krytyczny stan jednej z rannych

- Gdy przed jakimś czasem planowaliśmy tradycyjną adwentową mszę świętą, nie wiedzieliśmy, do jakich rozmiarów się rozrośnie, że stanie się mszą za dusze wszystkich ofiar tragedii – powiedział biskup David. Podkreślił, że tragedia odcisnęła się na życiu wszystkich. - Dotknęła szpital, życie rodzin ofiar, życie tego miasta i kraju – mówił.

Stan kobiety rannej w strzelaninie pogorszył się i określany jest jako krytyczny. Dyrektor szpitala Jirzi Havrlant zapowiedział, że lekarze nie będą udzielać dalszych informacji o stanie jej zdrowia. Jest pod opieką specjalistów anestezjologów i chirurgów. Dyrektor placówki powiedział również, że stan pozostałych dwóch rannych jest stabilny i nie zagraża ich życiu. Lekarze zaapelowali o oddawanie krwi grupy 0 Rh-, która była wykorzystywana przy operacjach i nadal jest potrzebna w szpitalu.

Strzelanina w szpitalu w Ostrawie
Twitter/@PolicieCZ

Uroczystości żałobne w Ostrawie

Wieczorem na placu Masaryka, w centrum Ostrawy, miało odbyć się coroczne śpiewanie kolęd, które wspólnie z miastem organizuje redakcja regionalnej gazety "Moravskoslesky dennik". - Ponieważ ludzie są przyzwyczajeni do śpiewania kolęd na Placu Masaryka i zawsze licznie w tym uczestniczą, zdecydowaliśmy, że nie odwołamy imprezy, ale zmienimy program – powiedział redaktor naczelny gazety Alesz Uher. Na placu zabrzmiały cztery smutne i melancholiczne melodie czeskich kompozytorów. Zapłonęły znicze, a na początku spotkania milczano przez minutę.

O wtorkowej tragedii w Ostrawie przypomina czarna flaga wywieszona na budynku miejskiego ratusza. - Zdarzenie należy i będzie należeć do najtragiczniejszych w nowożytnej historii miasta – powiedział burmistrz Ostrawy Tomasz Macura. Miasto wyłożyło księgę kondolencyjną, do której można się wpisywać do 23 grudnia. Później zostanie przekazana do archiwum szpitala.

Radni uchwalili jednorazową pomoc dla rodzin ofiar i osób poszkodowanych. Rodziny dostana po 100 tys. koron (około 4 tys. euro) a ranni po 50 tys. koron. Pomoc ze strony rządu zadeklarował we wtorek premier Andrej Babisz.

Wśród ofiar trzech policjantów

Po zidentyfikowaniu ofiar okazało się, że trzy z nich to funkcjonariusze służby więziennej. Ich obecność w szpitalu była przypadkowa, nie byli na służbie. Wśród tej trójki jest ojciec dziewczynki, który w momencie strzelaniny zasłonił ją własnym ciałem. Kierownictwo służby więziennej rozpoczęło zbiórkę pieniędzy dla rodzin ofiar.

Policja, która prowadzi śledztwo w sprawie tragedii, przystąpiła także do intensywnego poszukiwania osoby, która umieściła w internecie zdjęcie pokazujące ofiary strzelaniny. Widać na nim leżącego na plecach mężczyznę, którego głowa znajduje się w kałuży krwi. Widoczne są także inne ciała, również we krwi. Widać też poprzewracane krzesła, kurtki, palta i torby.

Policja przypuszcza, że zdjęcie mogło zostać zrobione z ekranu monitoringu w poczekalni przez pracownika szpitala, a śledczy nie wykluczają, że fotografia została cyfrowo wykradziona z bazy monitoringu. Już we wtorek policja apelowała o wycofanie podobnych zdjęć i nierozpowszechnianie ich w sieci.

Policja powtórzyła przeprosiny związane z umieszczeniem na jej profilu na Twitterze zdjęcia osoby, która nie miała nic wspólnego ze strzelaniną. Mężczyznę w czerwonej kurtce wskazano jako sprawcę. Okazało się jednak, że to pochodzący ze Słowacji doktorant pobliskiej wyższej szkoły górniczej. Uczelnia zaoferowała mu pomoc psychologiczną i prawną.

Strzelanina w szpitalu

Do strzelaniny w szpitalu w Ostrawie doszło we wtorek rano w poczekalni oddziału traumatologii. Sprawca strzelał z bliska, z broni krótkiej. Zastrzelił na miejscu pięć osób, szósta ofiara ataku zmarła na sali operacyjnej.

Napastnik zbiegł z miejsca zbrodni i później popełnił samobójstwo. Według prasy to 42-letni technik budowlany, który od połowy października chorował. Twierdził, że jest poważnie chory i miał skarżyć się, że nikt się nim nie zajmuje. Policja nie poinformowała oficjalnie o motywach wtorkowej strzelaniny.

Autor: mart/adso / Źródło: PAP