Wojna w Jemenie

26 marca 2015

Bliski Wschód jest jak XVII-wieczna Europa, zaplątana w spory polityczne i wyznaniowe, które mogą potrwać kolejne choćby 30 lat, a obecny konflikt w Jemenie jest tego najnowszym przykładem - pisze szef think tanku CFR Richard Haass w "Financial Times".

Szefowie dyplomacji państw Ligi Arabskiej, którzy w czwartek spotkali się w Egipcie w Szarm el-Szejk, przyjęli projekt rezolucji zezwalającej na powołanie wspólnych sił szybkiego reagowania - poinformowała egipska telewizja państwowa.

Siły lojalne wobec prezydenta Jemenu Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego odbiły międzynarodowe lotnisko w Adenie na południu kraju po ciężkich walkach z siłami szyickiej rebelii Huti. Operację w Jemenie rozpoczęła w nocy Arabia Saudyjska z sojusznikami. Zamknięto też jemeńskie porty, z których eksportuje się ropę, ok. 1,5 mln baryłek rocznie, głównie do Chin.

Arabia Saudyjska i jej sojusznicy z Zatoki Perskiej rozpoczęli operację wojskową w Jemenie, w tym naloty na cele szyickich rebeliantów z ruchu Huti, którzy prowadzą ofensywę na Aden na południu i kontestują legalność władzy prezydenta. Według telewizji Al-Arabija w operacji ma wziąć udział 100 saudyjskich samolotów i 150 tys. żołnierzy z tego kraju.

Co najmniej 142 osoby zginęły, a 351 zostało rannych w piątek w trzech samobójczych zamachach bombowych na dwa meczety w stolicy Jemenu, Sanie - podało jemeńskie ministerstwo zdrowia, na które powołuje się AFP. Do ataków przyznało się Państwo Islamskie, Biały Dom nie potwierdza jednak, że to rzeczywiście bojownicy tej organizacji stoją za piątkowymi zamachami.