Wenezuela protestuje

1 kwietnia 2014

Co najmniej jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne podczas niedzielnego, zorganizowanego przez opozycję wenezuelską, nieoficjalnego referendum o przyszłości kraju i obecnego prezydenta Nicolasa Maduro. Kraj wciąż pogrąża się w kryzysie gospodarczym i politycznym.

Zakończyła 9-godzinna blokada parlamentu w Caracas w Wenezueli, do której doszło po wtargnięciu do budynku bojówkarzy popierających prezydenta Nicholasa Maduro. 350 osób: deputowanych, dziennikarzy i gości opuściło już gmach. Siedem osób zostało rannych.

Już co najmniej 80 osób zginęło w trwających od początku kwietnia w Wenezueli antyrządowych protestach. Jak podała w sobotę prokuratura, w mieście Barquisimeto w piątkowych starciach z policją śmierć poniosły cztery osoby.

Wygląda na to, iż Rosja zmienia stanowisko w sprawie Korei Północnej oraz międzynarodowych sankcji na ten kraj - powiedział sekretarz stanu USA Rex Tillerson. W środę stawił się on na przesłuchaniu przed komisją spraw zagranicznych Izby Reprezentantów.

Prezydent Boliwii ostrzegł przed wspieranym z zewnątrz puczem w Wenezueli. - Tam już właściwie trwa zamach stanu - powiedział Evo Morales w wywiadzie dla niemieckiej agencji dpa. Oskarżył USA, że wspierają opozycję, by przejąć kontrolę nad wenezuelską ropą.

Po dwóch miesiącach demonstracji ulicznych, w których przeciwnicy rządu Nicolasa Maduro domagają się jego ustąpienia i nowych wyborów, prezydent Wenezueli ogłosił, że chce dokonać zmiany konstytucji. Projekt wywołał opór nawet wśród jego współpracowników.

Już 60 osób zginęło w trwających od początku kwietnia w Wenezueli antyrządowych protestach. Jak podała prokuratura, w szpitalu w mieście Lecheria zmarł w niedzielę młody mężczyzna, który został rannych w starciach z policją podczas sobotniej demonstracji.