Przemoc seksualna w Indiach

3 stycznia 2013

Jak podaje "The Times of India", 33-latka podróżowała z maleńkim dzieckiem, została odurzona przez nieznanego jej mężczyznę i wciągnięta do samochodu. Po obudzeniu się na ławce na stacji kolejowej Nizammudin zdała sobie sprawę, że padła ofiarą napaści na tle seksualnym. Sprawę bada polski konsul z New Delhi.

33-letnia Polka została zgwałcona przez taksówkarza, który zaproponował, że ją zawiezie do Delhi, dokąd zmierzała z Mathury w stanie Uttar Pradeś w północnych Indiach - poinformowała w sobotę policja, cytowana na portalu dziennika "The Times of India".

Kolejny skandal wokół sprawy gwałtów w Indiach. Tym razem oburzenie wywołała wypowiedź szefa Centralnego Biura Śledczego, który powiedział, że "jeśli nie można powstrzymać gwałtu, trzeba się nim cieszyć". Aktywiści praw człowieka domagają się jego dymisji. On sam twierdzi natomiast, że jego wypowiedź została wyrwana z kontekstu.

- Drogie panie, czy myślicie, że gwałt spowodowany jest przez męskie żądze? To dałyście się zwieść przekonaniu, że kobiety to też ludzie - mówi z uśmiechem na twarzy bollywoodzka aktorka Kalkhi Koechlin w przewrotnym nagraniu, które jest częścią kampanii społecznej w Indiach. Utrzymany w sarkastycznym tonie film robi furorę w internecie. Jest odpowiedzią na uwagi tych, którzy twierdzą, że to kobiety prowokują mężczyzn.

Indyjski sąd uznał w czwartek pięciu mężczyzn za winnych zbiorowego gwałtu w Bombaju na młodej fotoreporterce, który pod koniec sierpnia wywołał w kraju kolejną falę oburzenia. Bombaj był uważany za najbezpieczniejsze dla kobiet miasto w Indiach.

Adwokat, który bronił czterech mężczyzn skazanych za gwałt w Indiach, może stracić prawo do wykonywania zawodu. Wszystko przez komentarze, na które pozwolił sobie w piątek, po ogłoszeniu wyroku. Miał m.in. powiedzieć, że "spaliłby swoją córkę żywcem", gdyby ta uprawiała przedmałżeński seks i wychodziła wieczorami z chłopakiem na randki. Jego wypowiedź wywołała w Indiach burzę.

Skazanie na karę śmierci sprawców brutalnego gwałtu i zabójstwa 23-latki po raz kolejny wywołało w Indiach pełną emocji debatę na temat bezpieczeństwa kobiet w tym kraju. Korespondentka BBC podkreśla jednak, że podczas gdy studentka została zaatakowana przez nieznajomych, 90 proc. ofiar przemocy seksualnej zna jej sprawców. Tematem tabu wciąż pozostaje fakt, że często są to członkowie rodzin ofiar. Aby złamać zmowę milczenia, dziennikarka zdecydowała się opowiedzieć własną poruszającą historię.

Nastolatek, który w grudniu 2012 roku w New Delhi uczestniczył w zbiorowym gwałcie na studentce, został skazany na trzy lata w zakładzie poprawczym. To maksymalna kara, jaką mógł dostać, bo w chwili popełnienia przestępstwa nie był pełnoletni. To pierwszy wyrok w sprawie głośnego gwałtu. Pozostałym czterem oskarżonym grozi kara śmierci.

- Gwałt nie jest końcem życia, ale chcę najsurowszych kar dla wszystkich oskarżonych - stwierdziła zgwałcona w Bombaju 23-letnia fotoreporterka, która po raz pierwszy zabrała głos w tej sprawie. Tymczasem indyjska policja w niedzielę rano poinformowała, że aresztowała ostatnich dwóch spośród pięciu podejrzanych o gwałt mężczyzn.