Napięcie USA - Iran

27 czerwca 2019

Jak przekazał w środę generał dywizji Tomasz Piotrowski, "nie jest w tej chwili rozważana ewakuacja żołnierzy" polskich z Iraku. Polski Kontyngent Wojskowy zajmuje się tam szkoleniem irackich żołnierzy w obsłudze i naprawach poradzieckiego sprzętu i uzbrojenia oraz doradztwem siłom irackim i jordańskim zwalczającym tzw. Państwo Islamskie.

- Jeśli Amerykanie są mądrzy, na tym etapie nie zrobią nic więcej - powiedział w środę prezydent Iranu Hasan Rowhani. Skomentował w ten sposób irański ostrzał rakietowy irackiej bazy lotniczej Al-Asad oraz lotniska wojskowego w Irbilu w irackim Kurdystanie, gdzie stacjonują między innymi amerykańscy żołnierze.

Do ataku na irackie bazy z amerykańskimi żołnierzami na terenie Iraku Iran użył swych najnowszych rakiet balistycznych Fateh-313 (Zdobywca-313) - podała w środę irańska agencja FarsNews. Dwie bazy, Al Asad oraz lotnisko wojskowe w Irbilu, zostały w nocy z wtorku na środę ostrzelane pociskami, wystrzelonymi z terytorium Iranu.

Atak Iranu na bazy wojskowe w Iraku, w których stacjonują między innymi żołnierze USA, komentują światowi politycy. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaapelowała o dialog w sprawie Iranu, zaprzestanie używania broni oraz deeskalację napięć. Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg wezwał Teheran do "powstrzymania dalszej przemocy". Szef brytyjskiej dyplomacji Dominic Raab potępił atak i podkreślił, że "wojna na Bliskim Wschodzie będzie służyć jedynie Daesh", czyli tak zwanemu Państwu Islamskiemu. Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas zaapelował do wszystkich stron konfliktu o powściągliwości.

Atak sił irańskich na cele w Iraku to policzek wymierzony Stanom Zjednoczonym - oświadczył w środę najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu ajatollah Ali Chamenei. Prezydent Hasan Rowhani stwierdził, że USA mogą "odciąć rękę" Iranowi, zabijając generała Kasema Sulejmaniego, ale Iran odpowie Ameryce "odcięciem jej nogi" w regionie. Odpowiedzialność za ostrzał rakietowy dwóch irackich baz z amerykańskimi żołnierzami wziął na siebie irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zażądał od Waszyngtonu, by natychmiast wycofał wojska z regionu, "jeśli nie chce więcej zabitych żołnierzy". Korpus wziął odpowiedzialność za atak na dwie bazy w Iraku z amerykańskimi żołnierzami. Irańskie media państwowe twierdzą, że w atakach zginęło "co najmniej 80 amerykańskich terrorystów". Informacja ta nie została potwierdzona przez inne źródła.

"Wszystko jest w porządku! Pociski wystrzelono z Iranu na dwie bazy wojskowe w Iraku. Trwa obecnie szacowanie ofiar i strat" - oświadczył w mediach społecznościowych amerykański prezydent Donald Trump. Zapowiedział, że w środę rano czasu amerykańskiego (po południu czasu polskiego) wyda oświadczenie w sprawie ataku rakietowego Iranu na bazy w Iraku. W tej sprawie w Białym Domu odbyła się narada, w której - jak podała CNN - uczestniczyli szef Pentagonu Mark Esper, sekretarz stanu Mike Pompeo oraz wiceprezydent USA Mike Pence.

Minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif oświadczył w środę, że Iran - atakując bazy lotnicze z amerykańskimi żołnierzami w Iraku, w Al Asad i Irbilu - "podjął proporcjonalne środki w samoobronie". Podkreślił, że jego kraj nie szuka eskalacji konfliktu ani wojny.

Nasza polityka wobec Iranu polega na ochronie ojczyzny i bezpieczeństwa naszych obywateli - podkreślił we wtorek amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo. Oskarżył Iran o torpedowanie rozmów pokojowych w Afganistanie i ostrzegł, że jeśli Iran "dokona złego wyboru", prezydent USA odpowie "w sposób zdecydowany i poważny". Powiedział też, że irański generał Kasem Sulejmani nie składał w Bagdadzie wizyty dyplomatycznej, gdy zginął w ataku amerykańskiego lotnictwa.

W ramach "Marszu słoni" w poniedziałek armia Stanów Zjednoczonych poderwała w powietrze 52 myśliwce F-35 Lightning II. Samoloty wystartowały z lotniska bazy wojskowej Hill w stanie Utah w ciągu 10 minut - podało dowództwo 388. skrzydła US Air Force.

- Jeśli nie nastąpi jakiś nadzwyczajny zwrot wydarzeń, to będziemy mieli na Bliskim Wschodzie do czynienia z kolejnym bardzo ostrym konfliktem - przewidywał we "Wstajesz i wiesz" Krzysztof Płomiński, były ambasador Polski w Iraku i Arabii Saudyjskiej. Ocenił, że sytuacja na Bliskim Wschodzie to "tygiel, w którym wszystko się gotuje, do którego wrzucono granat, który pewnie lada moment wybuchnie".