Mysłowice. Zapłon metanu

7 października 2014

- Trzeba zamknąć niebezpieczne kopalnie i złamać zmowę milczenia załogi oraz przełożonych w kwestii bezpieczeństwa - stwierdził w "Faktach po Faktach" były wiceminister gospodarki w rządzie PiS Paweł Poncyljusz, w reakcji na poniedziałkowy wypadek w kopalni Mysłowice-Wesoła. - Gdybyśmy sprywatyzowali górnictwo, tych problemów by nie było - ocenił z kolei wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz z PO.

W kopalni Mysłowice-Wesoła akcja poszukiwania górnika zaginionego po poniedziałkowym wypadku wciąż napotyka na przeszkody. Aby ratownicy mogli kontynuować pracę, konieczne jest zbudowanie specjalnej tamy przeciwwybuchowej. Tymczasem pogarsza się stan czterech innych górników, którzy są w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. W sumie hospitalizowanych jest tam już 19 osób.

- Ja jeszcze mam nadzieję, że wróci. Żyję tą nadzieją. I wiem, że on przyjdzie - mówi Krystyna Jankowska, matka poszukiwanego górnika. W kopalni Mysłowice-Wesoła we wtorek wieczorem ratownicy podjęli działania techniczne, które mają umożliwić im bezpieczne dotarcie do poszkodowanego. - Jakkolwiek by nie było źle, my zawsze szukamy żywego człowieka - zapewnił szef sztabu akcji ratunkowej Grzegorz Standziak.

Atmosfera w rejonie katastrofy w kopalni Mysłowice-Wesoła jest wybuchowa i niezdatna do oddychania, poszukiwany górnik mógł jednak schować się w przewodzie wentylacyjnym, który doprowadza świeże powietrze - poinformował we wtorek Mirosław Koziura, prezes Wyższego Urzędu Górniczego. Służby wytypowały prawdopodobne przyczyny wypadku: pożar endogeniczny, czyli samozapalenie się węgla lub roboty strzałowe (z wykorzystaniem materiałów wybuchowych), które były prowadzone w rejonie katastrofy.

Metan - bezwonny, bezbarwny i śmiertelny gaz. Z powodu siły, z jaką eksploduje, często bywa porównywany do dynamitu. Jednak jest o tyle bardziej niebezpieczny, że występuje pod ziemią. Górnicy wiedzą, że może wybuchnąć w każdej chwili.

- Zrobili z nas durniów, idiotów - denerwują się wzburzone rodziny górników, którzy w poniedziałek wieczorem byli pod ziemią w kopalni Mysłowice-Wesoła. Przyszli zamanifestować oburzenie. - Jeśli mój syn zginie, a nikt nie zostanie ukarany, ja pójdę siedzieć dożywocie - mówi Franciszek Jankowski, ojciec poszukiwanego od nocy górnika. - A nie mam nadziei. On był kombajnistą, mógł być w największym punkcie zagrożenia. Najlepszy pracownik na kopalni i tak zostanie tam na dole jako najlepszy - dodaje.

Zastępy ratowników w kopalni Mysłowice-Wesoła prowadzą pod ziemią działania techniczne, które mają umożliwić im bezpiecznie dotarcie do ostatniego z górników. Prace te będą trwały co najmniej do jutra rana. W rejonie poszukiwań utrzymuje się wysokie zadymienie.Cały czas monitorowany jest skład powietrza z uwzględnieniem zawartości tlenków węgla i metanu.