Afera taśmowa

15 czerwca 2014

Prokuratorskie dokumenty dotyczące afery taśmowej wskazują na kontakty między środowiskiem PiS-u a Markiem Falentą i być może kelnerami - stwierdziła w "Tak jest" Joanna Mucha (PO). Z kolei Bartosz Kownacki (PiS) przekonywał, iż "insynuowanie, że zrobiło to PiS przekracza wszystkie granice".

Afera podsłuchowa to afera Platformy Obywatelskiej, Prawo i Sprawiedliwość nie ma z nią nic wspólnego - stwierdziła wiceprezes PiS Beata Szydło. To reakcja na publikację tygodnika "Newsweek", z której ma wynikać, że "w aferze taśmowej tropy prowadzą do PiS", a "prokuratura robi wszystko, by tego nie zbadać". Politycy PO, komentując ten artykuł, mówili w poniedziałek o aferze podsłuchowej jako o "pełzającym zamachu stanu".

Zorganizowana grupa przestępcza miała zlecać i nagrywać ludzi biznesu, finansów i polityków w znanych warszawskich restauracjach. Śledztwo w tej sprawie, do tej pory szerzej nieznane, prowadzi prokurator, która kilkanaście dni temu oskarżyła biznesmena Marka Falentę i kelnerów o nielegalne nagrywanie.

Kelnerzy na zlecenie Marka Falenty co najmniej 16 razy nagrali Jana Kulczyka – wynika z treści aktu oskarżenia ws. afery taśmowej, do którego dotarli dziennikarze śledczy tvn24.pl. Z dokumentu przygotowanego przez prokuratorów wynika, że zarejestrowali też siedmiu innych milionerów, m.in. Zygmunta Solorza-Żaka, Leszka Czarneckiego i Michała Sołowowa. Śledczy uważają, że oskarżeni głównie nagrywali spotkania osób ze świata biznesu, spółek skarbu państwa i instytucji mających wpływ na gospodarkę.

Prokuratura oskarży biznesmena Marka Falentę o zlecenie nielegalnego nagrywania polityków, biznesmenów i urzędników w dwóch znanych warszawskich restauracjach. Przed sądem staną też szwagier Falenty oraz sommelier i menedżer z tych restauracji, którzy mieli rejestrować z ukrycia spotkania VIP-ów. Prokuratura jednocześnie umorzyła wątek byłych dziennikarzy tygodnika "Wprost", którzy ujawnili nagrania i ich treść.

Służby w tej chwili są tak skompromitowane, że chyba trzeba zacząć od zera. Nie wyobrażam sobie posiadania ochroniarza z tych służb - powiedział w "Faktach po Faktach" Witold Waszczykowski z PiS. Skomentował w ten sposób doniesienia "GW", jakoby kilku byłych funkcjonariuszy służb specjalnych dysponowało nielegalnymi nagraniami, w tym rozmowy Donalda Tuska z Janem Kulczykiem.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaprzeczyła, by jej oficerowie byli związani z oferowaniem nagrań z nielegalnych podsłuchów, o czym napisała czwartkowa "Gazeta Wyborcza", powołując się na tajne akta śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej.

- Służby tolerowały działalność skierowaną przeciwko własnemu państwu - powiedział Leszek Miller w "Faktach po Faktach". Skomentował w ten sposób doniesienia "Gazety Wyborczej" o tym, że Marek Falenta, który jest głównym podejrzanym w aferze podsłuchowej, był współpracownikiem trzech służb specjalnych: ABW, CBA i policyjnego CBŚ.

- To szokujące informacje, że jedna osoba może być informatorem trzech służb. Od ośmiu lat nie ma nad nimi żadnej koordynacji - powiedział Marek Opioła z PiS, członek sejmowej speckomisji, komentując doniesienia, że Marek Falenta, główny podejrzany w aferze podsłuchowej, był współpracownikiem ABW, CBA i policyjnego CBŚ, a one nic o tym nie wiedziały. - Falenta sprawnie korzystał ze swojej wiedzy, aby realizować swoje interesy - ocenił z kolei Stanisław Wziątek z SLD.

- W czasie naszego krótkiego spotkania (z Ryszardem Kaliszem) nie padły z moich ust jakiekolwiek podejrzenia dotyczące ministra Siemoniaka. Jedyne słowa, które mogły paść, to jakaś ogólna ocena sytuacji w resorcie obrony - mówi "Rzeczpospolitej" gen. Janusz Nosek. W czasie tej rozmowy - według publikacji tygodnika "Do Rzeczy" - ówczesny szef SKW miał mówić o korupcji na szczytach władzy.