Programy

21 lat życia w wegetacji przez błędną diagnozę

Programy

Aktualizacja:
TVN2421 lat życia w wegetacji

21 lat żyła na granicy wegetacji. Wszystko przez źle postawioną diagnozę, która żadnemu kolejnemu lekarzowi nie wydała się podejrzana. W końcu pani Ewa trafiła na specjalistę, dla którego brak postępów w leczeniu był wystarczającym powodem do spojrzenia na jej zdrowie z innej strony. Teraz szuka biegłego, który będzie w stanie uznać, że 21 lat było rzeczywiście czasem zmarnowanym.

Ewa Mańkowska ma 29 lat i waży 40 kilogramów. 10 lat temu ważyła 28 kilogramów i była na granicy śmierci. W szkole podstawowej przestała chodzić. W szkole średniej - posłuszeństwa odmówiły ręce, potem opadła głowa. Nie mogła mówić, wreszcie przestała jeść

To było dziwne - tłumaczy pani Ewa - bo lekarze orzekli dziecięce porażenie mózgowe, ale objawy nie pasowały do choroby. - Dziecięce porażenie mózgowe ma to do siebie, że jest to uszkodzenie, które pod wpływem rehabilitacji powinno się cofać - mówi kobieta.

A Ewa w chorobie się zapadała. Napięciom ciała z czasem zaczął towarzyszyć ogromny ból. - Maturę zdawałam w szpitalu - wspomina.

"Chciałam nawet usłyszeć, że umrę"

Mama ze mną wszędzie bywała, żeby w końcu ktoś powiedział, co mi jest. Chciałam nawet usłyszeć, że umrę za trzy miesiące, że nie mam porażenia mózgowego, bo obraz choroby do tego nie pasuje i wiem na czym stoję Ewa Mańkowska

Leczyło ją wielu lekarzy. Co najmniej trzydziestu. - Mama ze mną wszędzie bywała, żeby w końcu ktoś powiedział, co mi jest - mówi Ewa. I dodaje:- Chciałam nawet usłyszeć, że umrę za trzy miesiące, że nie mam porażenia mózgowego, bo obraz choroby do tego nie pasuje i wiem na czym stoję.

Po 21 latach znalazła się lekarka, która postanowiła postawić inną diagnozę. "To nie zespół piramidowy, a zespół pozapiramidowy. Organizm nie produkuje dopaminy" - orzekła.

Ewa dostała tabletkę. Zaledwie po dwóch połówkach zaczęła wracać do zdrowia.

Problem z biegłymi

Czy aż tylu lekarzy mogło się tak bardzo pomylić? Może popełnili grzech zaniedbania? Ewa trafiała do najlepszych placówek w kraju, ale rzadko najlepsi specjaliści docierali do niej osobiście.

Teraz ubiega się o odszkodowanie. Tyle, że pojawił się nowy problem - sądowych biegłych.

Skoro tylu lekarzy nie potrafiło wskazać przyczyn choroby - biegli muszą być od nich lepsi. A zbyt często nie są. - W sprawie pani Mańkowskiej co prawda na początku dwóch biegłych podjęło się wydania opinii, ale jeden z nich po otrzymaniu pytań stron i sądu stwierdził, że nie jest kompetentny, żeby na nie odpowiedzieć. Co więcej zawarł konkluzję, że to jest szpital o wysokiej renomie i na pewno leczył dobrze - mówi Jolanta Budzowska, adwokat Ewy Mańkowskiej.

Drugi biegły ma blisko 70 lat i nie śledzi na bieżąco rozwoju medycyny. Wydał dwie sprzeczne opinie.

To problem nieodosobniony - tłumaczy adwokat - biegli zarabiają mało, ich praca wymaga ogromnego nakładu czasu, poza tym przeważnie pracują w zawodzie lekarza, pozostają więc w relacji zależności względem sądzonych lekarzy.

O biegłych z zagranicy mowy być nie może, bo to proces cywilny. Zresztą tłumaczenie przysięgłe akt medycznych kosztowałoby setki tysięcy złotych.

Adwokat postanowiła więc złożyć skargę na przewlekłość postępowania sądowego. - Jeżeli nie będzie zmian systemowych w zakresie biegłych sądowych, to pacjenci nie będą mieli wyjścia - zaznacza Budzowska.

Skarga na biegłych otwiera drogę do kolejnej - już do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

mac/fac

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości