Premium

Witajcie w Polsce - na arenie ciężkich starć w atmosferze

Zdjęcie: Shutterstock

Położenie Polski między oceanem a wielką masą lądu nadało klimatowi naszego kraju pewną specyficzność, tak zwaną przejściowość. Z nią wiąże się kontrastowość, widoczna zwłaszcza wiosną lub jesienią. Wystarczy wtedy odbyć podróż z Suwałk do Wrocławia, by na własne oczy uświadomić sobie, jak bardzo klimatycznie odmienne są poszczególne regiony.

Jest 21 kwietnia 2022 roku. Wyjeżdżam o poranku ze Skierniewic leżących w centrum Polski. Jest zimno, temperatura wynosi sześć stopni Celsjusza, pada deszcz, więc odczuwalna to jakieś trzy stopnie. Szczękam zębami i zastanawiam się, gdzie jest wiosna. Za chwilę majówka, a drzewa wokół gołe, tylko na nielicznych gałęziach drżą w deszczu rachityczne listki. Kwiecień w tym roku jest wyjątkowo nieprzyjemny.

Podróżuję na południowy zachód. Po drodze, gdzieś za Ostrowem Wielkopolskim, na drzewach jest więcej liści, a pola są zazielenione. Po godzinie 12 wysiadam z pociągu we Wrocławiu, a pół godziny później z tramwaju numer 9 przy skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Wyszyńskiego. Przede mną rozciąga się widok na drzewa Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Większość jest zielona lub obsypana białymi i różowymi kwiatami. Ta zieleń jest tak cudna, że zachowuję się jak japoński turysta i muszę ją sfotografować. Choć w zawodzie meteorologa pracuję od ponad 20 lat i jestem świadoma różnic klimatycznych między poszczególnymi regionami Polski, to jednak doświadczenie na własnej skórze tak dużej zmiany w pejzażu, w ciągu zaledwie kilku godzin, jest jak podróż z jednej strefy klimatycznej do drugiej.

Takie różnice klimatu są widoczne w naszym kraju właśnie wiosną. Okres wegetacyjny w Polsce, czyli ta część roku, podczas której roślinność może się rozwijać dzięki dostatecznej ilości wilgoci i ciepła, rozpoczyna się, gdy średnia dobowa temperatura powietrza utrzymuje się powyżej pięciu stopni. Najszybciej, bo przed 25 marca, roślinność budzi się do życia na Dolnym Śląsku, Ziemi Lubuskiej oraz w okolicach małopolskiego Tarnowa. Na Nizinie Wrocławskiej okres wegetacyjny jest jednym z najdłuższych w kraju i trwa średnio 250 dni, natomiast najpóźniej zaczyna się na Pojezierzu Mazurskim oraz w górach, bo po 15 kwietnia. W przypadku Suwałk, uznawanych za polski biegun zimna, wegetacja trwa tylko 150-160 dni.

Skąd tak duże różnice? Otóż stąd, że Polska, ten mały fragment ziemskiego globu, jest areną ciężkich starć w atmosferze.

Młot oceanu, kowadło kontynentu

Wszystko zaczęło się dawno temu, gdy formował się klimat Europy.

"Na początku nie było Europy. Przez pięć milionów lat był tylko długi, pełen zatok półwysep bez nazwy, osadzony na froncie największej na świecie masy lądu, niby rzeźbiona figura na dziobie okrętu. (…) Na zachodzie rozciągał się nieprzebyty jeszcze ocean. Na południu leżały dwa otoczone lądem i połączone ze sobą morza, usiane wyspami, pełne zatok i własnych półwyspów. Na północy ogromna polarna czapa lodowa pokrywała morze i ląd, rosnąc i kurcząc się na przemian na przestrzeni stuleci jak monstrualna, zlodowaciała meduza" - opisywał brytyjski historyk Norman Davies.

Między tym nieprzebytym oceanem a masą lądu, między Atlantykiem i Azją, kształtowany był właśnie nasz kawałek ziemi. Geograficznie Polska trwa więc w mocnym uścisku wielkiej wody z wielkim lądem, a geopolitycznie pozostaje między Zachodem a Wschodem, w kleszczach historii pisanej raz pod wpływem jednej, raz drugiej strony świata. 

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo