Premium

Anna Reid: płaczu matek z Buriacji nie słychać w Moskwie

Zdjęcie: PAP/EPA/YURI KOCHETKOV

Tak długo jak Putin pozostanie przy władzy, będzie zagrażać Ukrainie i przebieg granic nie ma tu znaczenia – ocenia w rozmowie z Jackiem Stawiskim Anna Reid, brytyjska historyczka, autorka książek o Ukrainie i Rosji. – Ukraińcy już teraz zaczynają postrzegać swój kraj jako nowy, większy terytorialnie Izrael. Pojawiła się taka idea, dyskutuje się o niej coraz więcej, odwoływał się do niej prezydent Zełenski, mówiąc o państwie w stanie ciągłego oblężenia, wyposażonym w nowoczesne uzbrojenie, z gospodarką silnie związaną ze Stanami Zjednoczonymi, opartym technologicznie na sektorze informatycznym – wyjaśnia.

Anna Reid jest brytyjską dziennikarką i historyczką. W latach 90. była korespondentką prasy brytyjskiej w Kijowie. Studiowała historię Rosji na Uniwersytetach w Oksfordzie i Londynie. Jest autorką książek „Leningrad. Tragedia oblężonego miasta 1941-44”, „Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy 988-2015”. W prestiżowym kwartalniku „Foreign Affairs” właśnie ukazał się jej esej „Wojna Putina przeciwko historii. Tysiącletnia walka o Ukrainę”.

Jacek Stawiski: Pisze Pani w książce „Pogranicze” i eseju w „Foreign Affairs” o putinowskiej wojnie z historią, o ukraińskim narodzie i jego tożsamości. Czy jest Pani zaskoczona, że w XXI wieku historia, o której mogliby dyskutować naukowcy czy publicyści, stała się pretekstem do rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę?

Anna Reid: Czy jestem zaskoczona? Nie, zwłaszcza po tym, jak w czerwcu ubiegłego roku przeczytałam opublikowany przez Kreml artykuł na 7 tysięcy słów, pod którym podpisał się Władimir Putin. Rozpoczynał się od nawiązania do dziejów Rusi Kijowskiej i sięgał aż do współczesnej Rosji. Wydźwięk tego tekstu był tak niepokojący, że aż poczułam dreszcze. Wtedy nie przypisywano temu szczególnej wagi – ot, Kreml opublikował jakiś esej o historii. 

Rosja oczywiście myśli o sobie jak o wielkim mocarstwie, chce czuć się mocarstwem w Europie i Azji, i w tym kontekście inwazję na Ukrainę można interpretować jako próbę otwarcia imperium na Zachód. Po upadku Związku Sowieckiego Rosja utraciła swoje europejskie tereny, zatrzymując jednocześnie terytorium sięgające tysiące kilometrów na wschód, aż do Pacyfiku. Trzeba jednak pamiętać, że tam mieszka wiele narodów nierosyjskich – Tatarzy, Buriaci, Czukcze czy inni – i w rosyjskiej świadomości obszar ten nie odgrywa takiej roli jak stare europejskie tereny. Dla Rosjan ważne są historyczne nazwy jak Sewastopol czy Odessa. Odwołując się do nich, chcą znowu zasiąść przy „europejskim stole”, wśród innych mocarstw. To oczywiście bardzo anachroniczne myślenie, przypominające XIX wiek.

Anna ReidPako Mera / Writer Pictures / Forum

Czy to znaczy, że wojna rozpętana przez Rosję nie dotyczy tylko ukraińskiej tożsamości, ale także samej Rosji?

W społeczeństwie rosyjskim panuje głębokie przekonanie, że zaliczają się do niego wszystkie narody wschodniej Słowiańszczyzny – Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini. Nie tylko Putin, ale także zwykli obywatele powszechnie uważają, że Białorusini i Ukraińcy to tylko podgrupy plemienne Rosjan. Ich zdaniem różnice między tymi plemionami są sztuczne, podsycane przez tych okropnych Polaków, a ostatnio także przez Zachód. To oznacza, że Rosja zawsze prezentowała postawę rewanżystowską i wiadomo było, że w końcu rozpocznie wojnę odwetową. Pod innym przywództwem – jako państwo i społeczeństwo – prawdopodobnie poszłaby inną drogą, drogą unowocześnienia, jak Polska czy Czechy. Moim zdaniem to całkowicie uzasadnione twierdzenie.

Punktem zwrotnym w najnowszej historii Rosji był wybór dokonany przez Borysa Jelcyna – wskazanie człowieka KGB jako następcy na fotelu prezydenta. Każdy, kto miał do czynienia z Rosją w latach dziewięćdziesiątych, widział, że było to w sumie spokojne państwo, jeśli chodzi o obszar polityki zagranicznej. I w Rosji, i na Ukrainie zresztą, rządzący zajmowali się przede wszystkim dbaniem o gospodarkę i podnoszenie poziomu życia swoich obywateli. Ludzie cieszyli się wolnością konsumpcji, zakupów, swobody podróżowania. Oczekiwanie, że Rosja uspokoi się i ustabilizuje – jako normalna demokracja oparta na średniej klasie społecznej, aspirująca do współczesnego modelu życia, szanująca godność jednostki – było naprawdę uzasadnione. Mimo że czuła pewną nostalgię za dawnym imperium, podobnie zresztą jak Brytyjczycy czy Francuzi.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo