Premium

"My, Polacy, wiedzieliśmy, że nie można dawać byle czego, bo sami na sobie przeżyliśmy otrzymywanie pomocy, która była różna".

- Byliśmy atakowani za to, że nie pomagamy w Polsce, ale poza granicami, a przecież Polska też pomocy potrzebowała. Ja na to odpowiadałam: "To prawda, że nie jesteśmy bogaci, ale mamy się czym podzielić" – początki pomocy humanitarnej niesionej przez Polaków w rozmowie z Anitą Werner wspomina Janina Ochojska, założycielka Polskiej Akacji Humanitarnej. 

I ludzie się dzielili.

A zaczęło się od specjalnego koncertu zespołu Gawęda, który odbył się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, a który poświęcony został byłej Jugosławii. Biletami na ten koncert były mąka, kasza, cukier albo czekolada. Została stworzona lista produktów, które można było przynieść

I ludzie przynieśli. Trzy i pół tony. 

Polska Akcja Humanitarna (przez pierwsze dwa lata działająca jako Polska Fundacja EquiLibre) powstała w odpowiedzi na wojnę na Bałkanach. Konwoje jechały do oblężonego Sarajewa bez łączności między ciężarówkami, wolontariusze bez kamizelek kuloodpornych.

- Drugi konwój wyjechał pod koniec lutego 1993 roku i został ostrzelany przy wyjeździe z Sarajewa. Zginęła wtedy Chantal Godinot, francuska wolontariuszka, matka czwórki dzieci, a dwóch naszych kierowców zostało rannych. Pamiętam, że później zastanawialiśmy się nad tym, co dalej – czy jest zbyt niebezpiecznie i nie będziemy kontynuować, czy właśnie należy to robić, bo jeśli przestaniemy, to okaże się, że snajperzy, którzy ostrzelali konwój, mieli rację, i strzałami można zatrzymać pomoc humanitarną – wspomina Janina Ochojska.

Nie przestali jeździć. 

Ochojska zawsze o kulach.

Ze swojej niepełnosprawności – twierdzi - też czerpała siłę. Serbów na posterunkach pytała: "Kaleki nie przepuścicie?". Tłumaczyłam, że jadę do takich samych jak ja. To ułatwiało i nas przepuszczali.

A co jest i zawsze było najtrudniejsze w pomaganiu?

- Najtrudniejszy jest wybór między pomaganiem a niepomaganiem. Zawsze tłumaczyłam osobom jadącym na misję, że pomagając, najbardziej zastanawiamy się nad tą grupą, której nie pomożemy. Ten wybór: komu nie pomożemy – to jest właśnie pomaganie. Nie da rady pomóc wszystkim, dlatego trzeba dokonywać trudnych wyborów – mówi Ochojska.

O tych najtrudniejszych wyborach, o misji, w której sama została ranna, o pomaganiu teraz Ukraińcom, o tym, jak w Afganistanie zareagowano na koce z Polski i jak spotkała w windzie Jarosława Kaczyńskiego – Janina Ochojska opowiada Anicie Werner.  

Myśli pani, że gdzieś w niebie, o którym jako astronomka dużo pani wie, jest Bóg?

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo