Przyniosła kozaki do naprawy i wymyśliła, jak uratować szewca, który chciał zamykać swój zakład

TVN24 | Poznań

Autor:
aa/gp
Źródło:
TVN24
Mieszkańcy Żagania ruszyli do szewcaPiotr Synowiecki
wideo 2/5
Piotr SynowieckiMieszkańcy Żagania ruszyli do szewca

On na poważnie rozważał zamknięcie swojego zakładu, ona wpadła tylko na chwilę, by oddać do naprawy kozaki. Gdy usłyszała o planach szewca, postanowiła mu pomóc. Po apelu pani Małgorzaty w internecie mieszkańcy Żagania spakowali, co mieli do naprawy, i też ruszyli do szewca.

W Żaganiu (woj. lubuskie) na placu Słowiańskim jest mały zakład szewski. Od sześciu lat prowadzi go czeladnik Piotr Synowiecki. A właściwie to jeszcze go prowadzi, bo niedawno myślał o tym, by interes zwinąć. Powód? Brak klientów.

Piotr: W Żaganiu jestem już chyba jedynym szewcem. Był tu kiedyś jeszcze jeden rzemieślnik, ale się przebranżowił. Zajął się tapicerowaniem, więc od kilku lat buty naprawiam tu sam. Myślałem, że jak będę miał monopol na usługi, to będzie łatwiej, ale wcale nie jest. Zwłaszcza teraz.

Bo trwająca od wielu miesięcy pandemia, towarzyszące jej liczne obostrzenia i trudna sytuacja materialna coraz bardziej odbijają się na właścicielach również tych najmniejszych zakładów. Pan Piotr do pustych regałów na buty już niemal się przyzwyczaił.

Piotr: Najciężej było w marcu. Pusto, cicho. Musiałem zamknąć zakład na sześć tygodni. Ludzie bali się wyjść z domu, to i do szewca nie zaglądali. Dzięki pomocy rządowej udało się jakoś przetrwać. Liczyłem, że jeszcze nadgonię te straty w listopadzie, kiedy jest największy ruch. I wtedy zamknięto cmentarze i szkoły. Na ulicach znów zrobiło się pusto, u mnie też.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE>>>

Kozaczki na szpilce

Przyszłość zakładu wisiała na włosku. Zwłaszcza że większość klientów pana Piotra to seniorzy, a ci ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem starają się ograniczać wyjścia z domów. Ale nagle los się odmienił. Szewca odwiedziła jedna ze stałych klientek.

Małgorzata: Przyniosłam do naprawy moje ulubione kozaczki na szpilce. Fleki były już do wymiany. Zapytałam, jak długo będę musiała czekać na naprawę. Pan Piotr powiedział, że zaraz wszystko będzie gotowe. Zdziwiłam się, że tak szybko. Zapytałam, jak tam w pracy się układa. Sama prowadzę sklep z warzywami i bardzo ciężko teraz o klienta. Jakby ludzie od wiosny przestali jeść. Dosłownie. Okazało się, że i u pana Piotra jest ciężko.

Wieczorem Małgorzata długo zastanawiała się, jak mogłaby pomóc ostatniemu szewcowi w mieście.

Małgorzata: Wszystkim jest trudno. Trzeba być dla siebie dobrym. Mam do pana Piotra sentyment. Ze dwa lata temu, w niedzielę, specjalnie otworzył na chwilę zakład, żeby naprawić mi parę butów. To była sytuacja podbramkowa. Przyjechał, mimo że mieszka pod Żaganiem i opiekował się wtedy dziećmi. To świetny fachowiec i człowiek o dobrym sercu. Zawsze chciałam się odwdzięczyć za tamtą sytuację. Teraz miałam możliwość.

Jeszcze tego samego dnia spakowała wszystkie buty, które wymagały jakichś napraw. Ale czuła, że to wciąż za mało. Postanowiła poprosić o pomoc dla szewca w mediach społecznościowych.

Piotr: Normalnie miałem do naprawy 8-12 par butów dziennie. Dzięki pani Małgosi klienci sobie o mnie przypomnieli i zaczęli przynosić wszystko, co mają do naprawy. Teraz dziennie otrzymuję średnio 30 par obuwia. Przyszedł nawet pan, który powiedział, że od 30 lat nie był u szewca, ale przeczytał, że potrzebuję pomocy, więc i on coś przyniósł od siebie.

Półki znów wypełniły się butami Piotr Synowiecki

Małgorzata: Nie spodziewałam się aż takiego odzewu. Powiem pani, że ostatnio jak robiłam zakupy w sklepie, to zaczepiła mnie obca osoba, która kojarzyła mnie z tego postu. Usłyszałam, że to świetna inicjatywa. Dzięki mnie się dowiedziała, że w ogóle jest jeszcze jakiś szewc w mieście.

"Jestem wdzięczny"

Piotr: Nie myślę o tym, co będzie za pół roku. Skupiam się na tym, co teraz. Mam nadzieję, że pandemia ustąpi i wróci normalność, a wraz z nią i klienci. Jestem wdzięczny za to, co mieszkańcy Żagania dla mnie zrobili. Na razie mam zajęcie i oby tak zostało.

Jak mówi, zdaje sobie sprawę, że takich osób, które potrzebują pomocy, jest więcej i to w różnych branżach.

Piotr: Była u mnie z butami klientka, która jest krawcową, i powiedziała, że też ledwie przędzie. Naprawdę jest trudno. Do mnie los się teraz uśmiechnął. Warto się tak lokalnie zastanowić, jak można pomóc małym zakładom. Może gdzieś ktoś też spakuje siatkę z butami do naprawy i odwiedzi swojego najbliższego szewca. To na pewno byłaby wielka pomoc w tym trudnym czasie.

Autor:aa/gp

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: Piotr Synowiecki

Raporty: