Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie zakończyła śledztwo i 30 marca przesłała akt oskarżenia do sądu - dowiedział się portal tvn24.pl. Oskarżone są dwie osoby: 21-letni drużynowy Marek G. oraz 19-letni Igor K. - ratownik WOPR.
- Zarzuty się nie zmieniły. Obaj mężczyźni będą odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci i narażenie na bezpośrednie bezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo śmierci - poinformowała Magdalena Kasprzak, szefowa wolsztyńskiej prokuratury.
Za przestępstwo nieumyślnego spowodowania śmierci grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Na pytanie, czy oskarżeni przyznali się do winy, prokuratorka odpowiedziała, że nie kwestionowali swojego udziału w zdarzeniu. Wiadomo, że Marek G. pod koniec śledztwa przyznał się do tego, że nie zapewnił pokrzywdzonemu należytego bezpieczeństwa, a Igor K. potwierdził swój udział w zdarzeniu, ale nie przyznał się do zawinienia.
- Mogę powiedzieć, że obaj wyrazili skruchę. Przeprosili też rodziców pokrzywdzonego i pojednali się z nimi - dodała Kasprzak.
Chłopak nie miał bojki ani liny. W łódce nie było wioseł
Do tragedii doszło w nocy z 23 na 24 lipca w miejscowości Wilcze w gminie Wolsztyn nad jeziorem Ośno, gdzie odbywał się obóz Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej okręgu dolnośląskiego.
Około godziny 1 podczas zdawania kolejnej próby harcerskiej na wyższy stopień 15-latek zniknął pod wodą. Próba polegała na przepłynięciu jeziora wpław (500 metrów) i rozpaleniu ogniska na drugim brzegu. Chłopak płynął w pełnym ubraniu, w bluzie, w spodniach, w butach. Na głowie miał latarkę - czołówkę, dzięki której z pomostu obserwowali go drużynowy i ratownik. Ale jak zwraca uwagę prokuratorka, latarka nie spełniła właściwie swojej funkcji, bo nad jeziorem była wtedy mgła.
Już na początkowym etapie śledztwa, policja wskazywała, że nie zachowano podstawowych zasad bezpieczeństwa.
- Oskarżeni nie zapewnili prawidłowej asekuracji 15-latkowi. Pewne kroki z ich strony zostały podjęte, ale były one w sposób oczywisty niewystarczające i niezaplanowane - mówi prokurator Kasprzak i wylicza: - Chłopak nie miał bojki ani żadnej liny, która by go łączyła z osobami, które miały ewentualnie mu udzielić pomocy. A łódka, z której mieli skorzystać nawet nie miała wioseł.
Śledczy ustalili też, że w momencie, gdy harcerz wszedł do wody i rozpoczął próbę, dowódca i ratownik nie ruszyli bezpośrednio za nim i nie zabezpieczali go. Obaj początkowo byli na pomoście. - Dopiero po pewnym czasie, gdy usłyszeli niepokojące odgłosy ze strony pokrzywdzonego, zaczęli płynąć w jego kierunku. Już wtedy mieli problemy, żeby w sposób sprawny do niego dotrzeć. Mieli też problemy ze zlokalizowaniem miejsca, w którym 15-latek znalazł się pod wodą. Ratownik wyskoczył z łódki i podjął próbę znalezienia chłopaka - przekazała szefowa wolsztyńskiej prokuratury.
Szukali go przez kilka godzin
Kiedy nie udało się odnaleźć nastolatka, oskarżeni poinformowali kadrę obozu i służby. Straż pożarną wezwano o godzinie 1.15. W sumie pracowało tam osiem zastępów, w tym Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Kościana, strażacy ze Specjalistycznej Grupy Sonarowej z Poznania i jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej z Wroniawy z bezzałogowymi statkami powietrznymi.
Ośno, zwane inaczej Wuszno to płytkie, muliste jezioro. Głębokość sięga do trzech metrów. Ciemność utrudniała akcję strażaków.
Nurkowie wyciągnęli ciało chłopca na brzeg o 5.30. Znajdowało się około 20-30 metrów od brzegu, na głębokości około dwóch metrów.
Miał przepłynąć na drugi brzeg jeziora
Tuż po tragicznej śmierci chłopaka pojawiały się pytania o to jaki dystans miał do przepłynięcia. Pojawiały się różne dane - od 250 metrów do niemal kilometra. - Kwestia długości tego odcinka miała dla nas drugorzędne znaczenie. To, co było istotne to fakt, że niewątpliwie 15-latek miał przepłynąć na drugi brzeg jeziora, czyli nie wzdłuż brzegu, a na przeciwległy brzeg, czyli tam, gdzie już ewidentnie nie miał gruntu - tłumaczyła Kasprzak.
Podczas śledztwa prokuratura przyjrzała się również temu jak zorganizowano obóz. Magdalena Kasprzak, powiedziała, że były zastrzeżenia, co do prawidłowości funkcjonowania obozu, ale nie było podstaw, żeby komuś przedstawić w związku z tym jakieś zarzuty.
Wobec Marka G. stosowany jest dozór policji, poręczenie majątkowe. Prokurator nakazał mu także powstrzymywanie się od działalności związanej ze sprawowaniem opieki nad małoletnimi oraz związanej z wykonywaniem funkcji drużynowego harcerskiego.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Wolsztyn112