Rzucił się na profesora z tasakiem. Student już usłyszał zarzut

Poznań

Aktualizacja:
TVN 24 PoznańDo ataku doszło na Wydziale Chemii na poznańskim Morasku

Student, który uderzył w głowę "tasakiem wielkości męskiej dłoni" wykładowcę, krzycząc, że go zabije, usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi mu nawet dożywocie. Ranny profesor czuje się dobrze, choć mocno przeżył to co się stało. - Dociera do mnie fakt, że mogłem bez powodu stracić życie - mówi.

30-letni napastnik po zatrzymaniu trafił najpierw na obserwację psychiatryczną.

- Koniecznym było uzyskanie opinii od lekarza, która pozwoliłaby nam na wykonanie z nim czynności. Zgodnie z nią, zatrzymany nie może być osadzony w warunkach policyjnej izby zatrzymań, ale można z nim przeprowadzić czynności procesowe - wyjaśnia Magdalena Mazur-Prus z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Grozi mu dożywocie

We wtorek po południu poznańska prokuratura zdecydowała się przedstawić mu zarzut usiłowania zabójstwa. Studentowi III roku Wydziału Chemii grozi teraz nawet kara dożywotniego więzienia.

Jak dodaje Mazur-Prus, Łukasz P. nie przyznaje się, by chciał zabić profesora i składa obszerne ale niespójne wyjaśnienia. Prokurator wnioskuje o tymczasowe aresztowanie 30-latka. Wniosek w tej sprawie jeszcze we wtorek ma trafić do sądu.

Prokuratura o zarzucie dla Łukasza P.TVN 24 Poznań

Krzyczał: "zabiję cię!"

Według policji mężczyzna zaatakował profesora Wydziału Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu około godz. 13:30 w sali w budynku uczelni przy ulicy Umultowskiej.

Napastnikiem okazał się jeden ze studentów III roku chemii. Jak mówi prof. Lech Celewicz, student przyszedł do niego, by pobrać materiały do pracy licencjackiej. Wykładowca polecił mu wrócić za pół godziny, ponieważ była u niego w tym czasie magistrantka. Student wrócił po 5 minutach, z "tasakiem wielkości męskiej dłoni". - Rzucił się na mnie, krzycząc: "zabiję cię!". Celował w głowę, zasłaniałem się - relacjonuje profesor.

Studentka obecna w gabinecie próbowała odciągnąć napastnika, nie miała siły, więc wybiegła wzywać pomoc. Gdy do pokoju weszło kilka osób, by pomóc wykładowcy, mężczyzna uciekł.

Student zaatakowal maczetą profesoraTVN 24

Zatrzymali go pracownicy wydziału

- Dwójka pracowników wydziału podążała śladem osoby, która dokonała tego czynu. Przytrzymała go i wezwała policję - mówi Dominika Narożna, rzecznik prasowy UAM.

Napastnika zatrzymali na pętli tramwajowej na os. Sobieskiego kierownik budynku wraz z innym pracownikiem wydziału. 30-latek zdążył wsiąść do jednego z tramwajów. Tam przejęli go policjanci.

W tym czasie studenci i pracownicy Wydziału Chemii udzielili pomocy rannemu profesorowi. Wykładowca był cały we krwi. - Ręcznikami tamowałem sobie krwotok. Miałem na czole dwie rany cięte. Gdyby nie pomoc magistrantki i to, że się zasłaniałem, mógłbym stracić życie - mówi prof. Celewicz.

Policjanci, którzy zostali wezwani na miejsce, zabezpieczyli jego zakrwawione koszulę, marynarkę i krawat.

"Dociera do mnie, że bez powodu mogłem stracić życie"

Poszkodowany profesor trafił do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Lutyckiej w Poznaniu. Po udzieleniu pomocy, założeniu pięciu szwów oraz prześwietleniu głowy i ręki wykładowca opuścił placówkę. Na głowie ma założone szwy i opatrunek. - Najbardziej mnie zdumiewa mnie fakt, że ja mu nie dałem żadnych powodów, nie sprowokowałem niczym - mówi prof. Celewicz.

Jego stan nie jest poważny, nie było też zagrożenia życia. - Czuję się dobrze, ale dociera do mnie fakt, że mogłem bez powodu stracić życie - mówi.

"Sprawiał wrażenie zagubionego, może chorego"

Mężczyzna, według wykładowcy, postrzegany był jako konfliktowy. Profesor już wcześniej miał zwrócić uwagę na dziwne zachowanie studenta. - Sprawiał wrażenie zagubionego, może chorego. Nie mi jednak to oceniać. Pamiętam, że kiedyś, jak prowadziłem wykład, wszedł na salę, posiedział 5 minut, wyszedł i znów wrócił - mówi prof. Celewicz.

Jak ustalił reporter TVN 24 Aleksander Przybylski, 30-latek kiedyś miał zdemolować dziekanat. Zanim zaczął studiować na Wydziale Chemii, studiował farmację na Uniwersytecie Medycznym. Z tych studiów miał być wyrzucony. O możliwość pisania pracy licencjackiej pytał prof. Celewicza już dwa lata temu. Ostatnio przebywał na urlopie dziekańskim.

Był już karany

Łukasz P. był już znany organom ścigania. W grudniu 2013 r. został skazany za uporczywe nękanie czyli stalking. - Orzeczono wobec niego karę pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok i zakaz zbliżania się do osoby pokrzywdzonej. Wyrok ten został już wykonany - wyjaśnia Mazur-Prus.

Autor: fc, mw/ja,i / Źródło: TVN24, RMF FM

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24