Najpierw zepsuli auto, potem chcieli naprawiać. Za 500 zł. Mechanicy-oszuści znów w rękach policji

Poznań

TVN 24 ŁódźTa sztuczka w Łodzi im nie wyszła

O tej dwójce zrobiło się głośno kiedy na jednym z łódzkich parkingów najpierw celowo uszkodzili samochód przypadkowej kobiecie, a następnie pomogli w jego uruchomieniu. Nie za darmo rzecz jasna, zażądali za to 500 złotych. Kobieta zachowała zimną krew i wezwała policję. Okazuje się, że to nie koniec kłopotów pseudomechaników, na policję zaczęły zgłaszać się osoby z Poznania, które zostały przez nich oszukane w ten sam sposób.

Przypomnijmy sytuację z Łodzi i to, jak oszuści wpadli w ręce policji. W połowie maja na parkingu pod jednym z sklepów kobieta nie mogła odpalić swojego samochodu. Wtedy podszedł do niej mężczyzna i zaproponował pomoc. Jak stwierdził, jest właśnie ze swoim dziadkiem, który potrafi naprawiać samochody. Kobieta zgodziła się, a starszy z mężczyzn podniósł maskę pojazdu i zaczął wymieniać części. Po około 20 minutach okazało się, że samochód kobiety jest ponowie sprawny. Wtedy też łodzianka usłyszała, że za naprawę auta jest winna mężczyznom 500 złotych.

Kobieta zaprotestowała uważając, iż jest to zbyt duża kwota za taką naprawę. Mężczyźni jednak nie odpuszczali. Poinformowała ich więc, że nie ma przy sobie takiej gotówki i musi iść do bankomatu. Gdy tylko się oddaliła, zadzwoniła do męża oraz na policję. Podejrzewając podstęp, poprosiła ochronę obiektu, by pokazała jej nagranie monitoringu obejmujące miejsce zaparkowania jej auta. Wtedy też się okazało, że gdy poszła do sklepu, jeden z mężczyzn otworzył maskę w jej seicento i najprawdopodobniej je unieruchomił.

Ochrona uniemożliwiła ucieczkę mężczyznom i przekazała ich w ręce przybyłych na miejsce policjantów. Sprawcy nie przyznawali się do usiłowania oszustwa. W rozmowie z funkcjonariuszami twierdzili, że chcieli tylko pomóc kobiecie. Nie wiedzieli jednak, że całe zdarzenie zarejestrował sklepowy monitoring. Mężczyźni zostali zatrzymani. Jak się okazało, był to 43-letni mieszkaniec Gniezna oraz jego 73-letni kompan.

Będzie fala oszukanych

Obaj mężczyźni zostali wtedy zatrzymani i usłyszeli zarzuty oszustwa, za co grozi im do 8 lat więzienia. Po wykonaniu czynności wypuszczono ich do domu. Sprawa kilka dni później przewinęła się w ogólnopolskich mediach po tym jak policja opublikowała nagranie z monitoringu.

Od tamtego czasu na terenie Poznania i okolic zgłosiło się trzech poszkodowanych w ten sposób. Wszystkie te osoby potwierdziły tożsamość oszustów z Gniezna. W związku z tym obaj ponownie zostali zatrzymani, tym razem we własnych mieszkaniach. Obaj usłyszeli kolejne zarzuty oszustwa. Znów ich wypuszczono, ponieważ nie ma podstaw aby ich tymczasowo aresztować. Jak przyznaje policja, tymczasowy areszt byłby zbyt surowym środkiem w tym przypadku.

Funkcjonariusze nie wykluczają, że podejrzani mogli działać na terenie kilku województw. Liczą na to, że zgłoszą się kolejne osoby. A więcej zgłoszeń od poszkodowanych - równa się więcej kłopotów dla oszustów.

Przy okazji poznańska policja tłumaczy również w jaki sposób mieli działać mężczyźni.

- Podejrzani wybierali na parkingach przed centrami handlowymi starsze auta. Następnie m.in. dzięki możliwości otworzenia maski auta bez kluczyków unieruchamiali pojazd. Gdy właściciel samochodu wracał na parking i orientował się, że auto jest niesprawne, pojawiała się osoba oferująca pomoc. Następnie na oczach właściciela "mechanik" wymieniał "uszkodzoną" część na taką samą - również sprawną. Naprawa kosztowała z reguły kilkaset złotych - tłumaczy Maciej Święcichowski z biura prasowego wielkopolskiej policji.

U jednego z mężczyzn zabezpieczono torbę z narzędziami, którymi miał dokonywać napraw unieruchomionych pojazdów:

To narzędzia, jakie wozili ze sobą oszuści | KWP Poznań

Autor: ib / Źródło: TVN24 Poznań/PAP

Źródło zdjęcia głównego: policja