"Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia. Mówią i piszą o mnie do tej pory w całej Polsce, a filmik z telefonu przebije wszystko" - tak Łukasz Sz., pisał o sobie do drugiego oskarżonego w tej sprawie, który jeszcze czeka na swój proces.
Prokuratura oskarżyła go o 21 przestępstw, w tym znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad strusiem Zenkiem z "Traperskiej Osady" pod Poznaniem. Skatowane przez Sz. zwierzę nie przeżyło. Jak wskazywała Fundacja Viva!, z ujawnionej korespondencji oskarżonego wynika, że szedł do zagrody z zamiarem zgwałcenia strusia.
Inne zarzucane mężczyźnie przestępstwa to m.in. posiadanie znacznych ilości narkotyków, handel narkotykami, zniszczenie mienia i groźby karalne. Podczas procesu Sz. nie przyznał się tylko do jednego zarzutu - do podpalenia siana.
Surowsza kara niż chciała prokuratura
Proces Sz. zakończył się 17 lutego, dziś (2 marca) Sąd Okręgowy w Poznaniu ogłosił wyrok. Sąd nie miał wątpliwości, co do winy oskarżonego i skazał Sz. na karę siedmiu lat więzienia. Zasądzono również zakaz posiadania zwierząt na okres 15 lat. Ponadto oskarżony ma przekazać pięć tysięcy złotych na rzecz poznańskiego schroniska i 20 tysięcy złotych dla właściciela zwierzęcia.
W ustnym uzasadnieniu sędzia wskazywał, że oskarżony zabił zwierzę ze szczególnym okrucieństwem. - To zasługuje na szczególne potępienie w postaci wymierzenia mu surowej kary - powiedział w poniedziałek sędzia Robert Grześ.
Sąd w uzasadnieniu podkreślił, że chociaż uwaga opinii publicznej skoncentrowana była na doprowadzeniu do śmierci strusia Zenka to jednym z podstawowych zarzutów w tej sprawie było udzielanie substancji psychotropowej i środków odurzających osobie małoletniej. - Należy przyjąć, że oskarżony jest osobą głęboko zdemoralizowaną, niemającą żadnego szacunku dla porządku prawnego. Dopuszczał się różnego rodzaju czynów wynikających z poczucia bezkarności. Dlatego też sąd zdecydował się wymierzyć oskarżonemu karę łączną w wysokości aż 7 lat. To jest nieco wyżej, niż zaproponowała pani prokurator - powiedział sędzia Robert Grześ.
Prokuratura chciała kary łącznej sześciu lat pozbawienia wolności.
Z kolei oskarżycielka posiłkowa wnosiła o pięć lat pozbawienia wolności. Ponadto domagała się 30 tys. zł nawiązki, 15 lat zakazu posiadania zwierząt oraz orzeczenie obowiązku naprawienia szkody w postaci zwrotu kosztów utrzymania strusia jego właścicielowi.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrona nie wyklucza apelacji.
"To trzeba zatrzymać"
Mecenas Katarzyna Topczewska, które reprezentuje fundację Viva! i opiekunów strusia, nie ukrywała, że takie orzeczenie sądu jest satysfakcjonujące. - Nie znam wyższej kary, która by zapadła za przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. Uważam, że jest to bardzo dobry wyrok, odpowiednio surowy, mądry. Sąd docenił wagę tego przestępstwa. Tutaj nie było widać żadnego żalu, żadnej skruchy u oskarżonego. Nigdy nie spotkałam się z tak obrzydliwymi motywami. Co jest wyjątkowo bulwersujące, oskarżony jest dalej z tego dumny - powiedziała.
Oskarżycielka posiłkowa ponownie podkreśliła jak ważne jest, żeby "takie okrutne czyny i bestialstwo spotkało się z adekwatną reakcją wymiaru sprawiedliwości".
- To trzeba zatrzymać. Tak, żeby on nie był przykładem dla innych, którzy mogą mieć podobne zamiary.(…) Mam nadzieję, że Poznań stanie się dobrym przykładem dla sądów w całej Polsce - dodała.
Jarosław Tylkowski, właściciel "Traperskiej Osady" powiedział, że nikt nie cofnie czasu i nie przywróci życia Zenkowi, ale jest zadowolony z wyroku jaki zapadł.
"Z tej sali musi wyjść jasny sygnał do społeczeństwa"
Mowy końcowe strony wygłosiły 17 lutego. - Oskarżony bez żadnych powodów dopuścił się bestialstwa, nie można tego inaczej nazwać, w postaci zamachu na życie zwierzęcia bezbronnego i niespodziewającego się ze strony człowieka jakiejkolwiek krzywdy. (...) Dla oskarżonego była to zabawa. Dla strusia walka o życie, w której nie miał z człowiekiem jakichkolwiek szans - powiedziała prokuratorka Beata Trawczyńska.
Mecenas Katarzyna Topczewska, podkreślała podczas procesu, ta sprawa jest szokująca nie tylko przez to, co oskarżony zrobił, ale i przez to, co planował i, co zapowiadał w korespondencji z drugim oskarżonym. Podkreśliła również, że społeczeństwo oczekuje, aby sądy - wymierzając karę - w pełni wykorzystywały możliwości, jakie daje im ustawa o ochronie zwierząt.
- Z tej sali musi wyjść jasny sygnał do społeczeństwa, że takie bestialstwo, takie okrucieństwo jak zaatakowanie niewinnej istoty w jej własnym domu, z zamiarem zrobienia jej tak potwornej, obrzydliwej krzywdy musi spotkać się z adekwatną reakcją wymiaru sprawiedliwości - apelowała Topczewska.
Obrońca oskarżonego przypomniał jedynie, że mężczyzna sam przyznał się do winy. - Jego postawa pokazuje, że zrozumiał zło swojego działania - powiedział mecenas Maciej Relewicz i zawnioskował o łączną karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.
Głos zabrał również obecny wtedy Łukasz Sz. - Ja chciałem za wszystko przeprosić, pomimo to, że tego po mnie nie widać, to jest mi naprawdę głupio i żal - podsumował.
Wdarł się na wybieg i skatował strusia
Do dramatycznych wydarzeń doszło 11 stycznia tego roku. Łukasz Sz. pojawił się na terenie Osady Traperskiej w Bolechówku pod Poznaniem z dwoma kolegami. Miał ze sobą nożyce do cięcia metalu i to za ich pomocą dostał się do zagrody.
Po wdarciu się na teren agroturystyki Łukasz Sz. znęcał się nad strusiem. Jak orzekli biegli, zwierzę było uderzane z wielką siłą, co doprowadziło do powstania u strusia obrażeń wielonarządowych, wewnętrznych. I to tak poważnych, że prowadziły one do wewnętrznego krwotoku.
Jak wynika z informacji przekazanych przez Fundację Międzynarodowych Ruch na Rzecz Zwierząt Viva!, oskarżony miał bić strusia tępym narzędziem, kopać, ciągnąć za skrzydła i szyję, doprowadzając m.in. do przerwania ciągłości przełyku. Zwierzę padło po dwóch dniach męczarni.
Autorka/Autor: Aleksandra Arendt-Czekała
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24