"Lala" i "Ryba" przed sądem. To oni mieli udawać policjantów i porwać Ziętarę

Poznań

Aktualizacja:
W poznańskim sądzie rusza proces "Lali" i "Ryby"Superwizjer TVN
wideo 2/11

Mirosław R. i Dariusz L., udając policjantów, mieli zwabić Jarosława Ziętarę do samochodu przypominającego radiowóz, a potem przekazać dziennikarza osobom, które go zamordowały. We wtorek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces byłych pracowników Elektromisu.

Jarosław Ziętara pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", tygodnikiem "Wprost" i "Gazetą Poznańską". Ostatni raz Ziętarę widziano 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji "Gazety Poznańskiej". W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Od uprowadzenia do zabójstwa

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Śledztwo dwukrotnie umarzano.

W 2011 r. członkowie Społecznego Komitetu "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary" i redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i ponowne śledztwo w tej sprawie. Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.

Udawali policjantów

Akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary skierował do poznańskiego Sądu Okręgowego Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Jak podała PK, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, że oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą. Trzecim z "funkcjonariuszy", który miał brać udział w porwaniu dziennikarza, miał być "Kapela". W 1993 roku zginął - postrzelił się, choć pojawiały się teorie, że samobójstwo zostało upozorowane, bo "Kapela" miał mieć wyrzuty sumienia i obawiano się, że "pęknie" z powodu tego, co się stało z Ziętarą.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, motywem zbrodni była praca Jarosława Ziętary jako dziennikarza i jego zawodowe zainteresowania dotyczące afer gospodarczych, w których dochodziło do przenikania się świata przestępczego ze światem biznesu oraz polityki, a co za tym idzie - obawa o ujawnienie przez dziennikarza opinii publicznej szczegółów sprzecznej z prawem albo odbywającej się na granicy prawa działalności.

Oskarżeni, obecnie 60-letni Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalność pozostawała w zainteresowaniu zawodowym Jarosława Ziętary - ustaliła PK.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanego im czynu i złożyli wyjaśnienia sprzeczne z ustaleniami śledztwa. Odpowiadają z wolnej stopy. Grozi im kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

"Ryba" twierdzi, że był wtedy gdzieś indziej

Mirosław R. nie przyznał się w sądzie do zarzucanych mu czynów. W składanych wyjaśnieniach podkreślił, że "nigdy w życiu nie popełnił żadnego przestępstwa". - Nie znałem Jarosława Ziętary nigdy w życiu z nim nie rozmawiałem i nie widziałem go. Nie miałem żadnego powodu, żeby go porywać, nie brałem udziału w żadnym porwaniu. Nie mam wiedzy, czy w ogóle doszło do jakiegoś porwania. Nigdy nie dostałem od nikogo żadnego polecenia czy sugestii, by porwać dziennikarza - mówił.

Jak dodał, nie ma żadnej wiedzy czy Jarosław Ziętara został zamordowany. - Nie wiem, czy żyje czy nie żyje. Nic nie wiem. Nie mam nic wspólnego z tą sprawą, jestem niesłusznie oskarżony - zeznawał.

Mirosław R. mówił, że 1 września 1992 roku kiedy doszło do porwania dziennikarza był "w zupełnie innym miejscu Poznania" i odprowadzał swojego syna do szkoły na rozpoczęcie roku szkolnego.

Mirosław R. mówił w sądzie, że był zaskoczony zatrzymaniem w tej sprawie, dodał, że został wtedy dotkliwie pobity. Wskazał też, że wyraził zgodę na badanie wariografem, bo "nic nie wie o tej sprawie, więc nie miał nic do ukrycia". Wskazał również, że został oczerniony przez organa ścigania, a fałszywe oskarżenia doprowadziły do "załamania jego życia".

Drugi z oskarżonych Dariusz L. również nie przyznał się do winy. - Z całą stanowczością chcę podkreślić, że nie mam z tą sprawą nic wspólnego. Nigdy nie widziałem pana Ziętary - mówił.

We wtorek sąd przesłuchał również brata Jarosława Ziętary - Jacka, który jest oskarżycielem posiłkowym w sprawie. Jak mówił, nie ma większej wiedzy na temat sprawy niż ta, o której mówił w poprzednich protokołach i w trakcie procesu przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi oskarżonemu o podżeganie do zabójstwa jego brata. Sąd odczytał jego poprzednie zeznania, w którym mówił m.in. o telefonach od nieznajomych osób. Dzwonili oni do jego sąsiadów, ponieważ obawiali się, że jego telefon jest na podsłuchu.

W poprzednich zeznaniach Ziętara mówił też m.in. o wizycie, jaką wraz z ojcem odbyli w redakcji "Gazety Poznańskiej" kilka dni po zaginięciu jego brata, oraz o wizycie u jasnowidza, który miał pomóc w poszukiwaniu dziennikarza.

Kolejna rozprawa odbędzie się na początku lutego.

Brat Jarosława Ziętary o procesie TVN 24

Kolejny proces

W czerwcu 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Proces w tej sprawie rozpoczął się w styczniu 2016 r. i nadal się toczy. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Mirosław R. i Dariusz L. byli świadkami w procesie byłego senatora. Składając zeznania w styczniu 2016 roku, twierdzili, że nie mają "nic wspólnego ze sprawą dziennikarza".

W wydziale zamiejscowym PK w Krakowie prowadzone jest nadal odrębne postępowanie dotyczące bezpośrednich sprawców zabójstwa Jarosława Ziętary, w tym ustalenia miejsca ukrycia szczątków jego zwłok i ich identyfikacji.

Autor: FC/gp / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24