Radni PiS zrównali osiem gwiazdek z atakami na Ukraińców i przypomnieli o Wołyniu. Przegrali 27:1
"Ze szczególnym niepokojem obserwujemy przypadki agresji i brutalnych zachowań wobec osób pochodzenia ukraińskiego, do których dochodzi w przestrzeni publicznej, również na ulicach naszego miasta. Nie ma naszej zgody na przemoc fizyczną oraz psychiczną, na zastraszanie ani poniżanie kogokolwiek ze względu na narodowość, pochodzenie czy język. Bezpieczeństwo na ulicach Poznania jest prawem każdego człowieka" - tak brzmi fragment stanowiska Rady Miasta Poznania, który poddano we wtorek pod głosowanie.
"Nie mówimy, że grozi nam rzeź wołyńska"
Jej treść oburzyła radnych klubu Prawa i Sprawiedliwości (do klubu należą także radni, którzy dołączyli do Rozwoju Plus).
- Nie zgadzamy się z tym, że obserwujemy jakąś szczególną falę nienawiści i pogardy do osób narodowości ukraińskiej przebywających w Polsce - protestował radny Przemysław Alexandrowicz z PiS.
I dodawał: - Jeżeli 12 lipca trzech Ukraińców zamordowało Polaka po bójce, to nie mówimy, że grozi nam rzeź wołyńska.
Mówił też, że cztery lata po napaści Rosji na Ukrainę, "stosunki między narodami się unormalniły".
W imieniu klubu domagał się, by w stanowisku nie określać narodowości. - Uważamy, że jest to kreowanie zupełnie nieprawdziwego obrazu relacji - mówił, po czym w dalszej części wypowiedzi przyrównał ataki na Ukraińców do ataków na działaczy PiS.
- Jako obcy w Poznaniu - bo PiS-owiec - pamiętam - i trudno to zapomnieć - afiszowanie się z ośmioma gwiazdkami. Pamiętam, pogardliwe określenia, że powinniśmy z tego kraju wyp... - tutaj trzy kropki - mówił.
Podczas dyskusji głos zabrał m.in. przewodniczący PiS Zbigniew Czerwiński, który wyświetlał m.in. nagrania z protestów na Placu Wolności, na których padają niecenzuralne hasła dotyczące rządzącego wówczas w kraju PiS-u.
"Trzeba być ślepym"
Na słowa Alexandrowicza zareagował m.in. Tomasz Lewandowski z klubu Lewicy.
- To idiotyczne sprowadzenie tego wywodu do procentów i promili. Jeżeli na ulicach mojego miasta Poznania, dumnego z różnorodności, obywatel innego państwa zostanie pobity, znieważony, to tak – miasto i władza powinny reagować w sposób zdecydowany - powiedział radny i zarazem wiceminister rozwoju i technologii.
- Trzeba być ślepym, by nie widzieć narastającej fali nienawiści i niechęci - dodał.
Prezentująca stanowisko radna Dorota Bonk-Hammermeister stwierdziła, że wykreślenie słów "Ukraina" czy "Ukrainiec" wypaczyłyby jego sens.
"Przemoc na ulicy nie jest normalizacją stosunków"
Radna Koalicji Obywatelskiej Zuzanna Bartel stwierdziła, że trudno jej zrozumieć wypowiedź radnego Alexandrowicza. - Dostaliśmy jako radni wiele sygnałów od mieszkanek i mieszkańców dotyczących tego, że takie stanowisko zostanie przyjęte i zostaną wprowadzone konkretne rozwiązania - odpowiedziała radnemu PiS.
- Przemoc na ulicy nie jest normalizacją stosunków. Hejt jest hejtem, a przemoc przemocą. Jako społeczeństwo musimy z takimi zjawiskami walczyć odpowiedziała radnemu Małgorzata Dudzic-Biskupska, przewodnicząca klubu KO.
"Nie ma masowej fali ataków"
- Nie zgadzam się, że mówienie o ilości przypadków agresji jest idiotyczne. Nie ma masowej fali ataków, nienawiści i prześladowań - przekonywał radny Alexandrowicz.
Ale innych radnych nie przekonał. Po burzliwej dyskusji Rada Miasta Poznania przyjęła stanowisko. "Za" głosowało 27 radnych z Koalicji Obywatelskiej i klubu Lewica Centrum. Przeciw był tylko jeden radny - Przemysław Alexandrowicz z PiS. Pozostali radni Prawa i Sprawiedliwości w momencie głosowania opuścili salę.