Tuż po północy strażacy otrzymali zgłoszenie dotyczące pożaru w czteropiętrowym bloku przy ulicy Rycerskiej w Poznaniu. - Po dotarciu na miejsce okazało się, że pożar jest bardzo rozwinięty. Płomienie wydostawały się przez okna. Siły i środki były niewystarczające - mówił TVN24 st. bryg. Jarosław Kuśmirek, dowódca jednostki JRG nr 4 w poznańskiej straży pożarnej.
Na miejsce zadysponowano łącznie siedem zastępów straży pożarnej. Przyjechało też pogotowie gazowe i energetyczne.
Zaalarmował ich sąsiad
Ruszyła akcja gaśnicza. - Rozpoczęto prowadzenie linii gaśniczej. Trzeba było rozpoznać, gdzie w budynku mogą być jakieś osoby, w jakim są stanie i oczywiście trzeba było je ewakuować do miejsc bezpiecznych - wyliczał st. bryg. Kuśmirek.
Kilka osób samodzielnie opuściło budynek. Mieszkańcy, w rozmowach z Pawłem Łabędą z TVN24 mówili, że niektórzy o pożarze dowiedzieli się od sąsiada, który walił w drzwi kolejnych mieszkań. Niektórzy wybiegali z mieszkań na boso.
Wśród ewakuowanych przez służby były m.in. osoby starsze, niepełnosprawne, w tym jedna osoba poruszająca się na wózku. Kilka osób ze względu na duży stres i zadymienie wymagało pomocy medycznej.
Przed blokiem stanął klimatyzowany autobus, w którym ewakuowani mogły przeczekać akcję gaśniczą. Osoby, które potrzebowały schronienia skierowano do hoteli.
Jak przekazał dowódca, pożar dość szybko został zlokalizowany i opanowany.
Przyczyny pożaru wyjaśnia policja.