Piękne i bestie. Hostessy przynętą na mężczyzn

TVN24

TVN24 PoznańHostessy na Motor Show 2016

W męskim świecie motoryzacji, gier komputerowych, czy elektroniki przez lata stały się nieodzownym elementem wszelkich imprez, eventów i targów. Hostessy w obcisłych wdziankach przyciągają spojrzenia i nierzadko bywają większą atrakcją, niż produkt, który reklamują. Zdarza się, że muszą odpędzać pijanych natrętów, ale jak same zgodnie przyznają, stawki warte są wielu godzin stania w szpilkach i uśmiechania się, nawet kiedy śmiech jest ostatnią rzeczą, o której wtedy myślą.

Wymagania zawsze są podobne: długie nogi, wzrost powyżej 170 cm, długie zadbane włosy. Mile widziane są również duże piersi, czy krągła pupa. Aby dostać pracę hostessy, przede wszystkim trzeba mieć "warunki". U dziewczyn zwraca się uwagę na ładny uśmiech, równe, białe zęby. Ogólnie muszą się dobrze prezentować.

Jest kilka dróg, którymi można wkręcić się do pracy. Początki zazwyczaj wyglądają podobnie. Dziewczyny pracujące już w zawodzie, często np. na Facebooku szukają "wysokich, ładnych dziewczyn do dobrze płatnej pracy". Tego typu ogłoszenia szybko rozchodzą się pocztą pantoflową. A chętnych nie brakuje.

- Brałam udział w wyborach Miss Wielkopolski, gdzie poznałam kilka dziewczyn pracujących jako hostessy. To one mnie wciągnęły do tej pracy - mówi Klaudia, hostessa z 4-letnim stażem.

Na rynku funkcjonuje także sporo agencji, skupiających w swoich bazach dziesiątki kobiet, które w dużej mierze same się zgłaszają.

- Każda agencja ma własny system wyszukiwania i zatrudniania hostess. My posiadamy własną, rozbudowaną bazę, w której klienci mogą znaleźć dziewczyny, pasujące do ich przedsięwzięcia. Są wyższe, niższe, brunetki, blondynki. Cały czas pojawiają się nowe, cały czas rekrutujemy - mówi Anna Kowalczyk z warszawskiej agencji hostess DNA.

Kasa się zgadza

Magnesem przyciągającym dziewczyny do tej pracy są pieniądze. Najliczniejszą grupą wśród hostess są studentki, które w niewielu miejscach są w stanie zarobić więcej. Średnia stawka za dzień pracy, przykładowo na motoryzacyjnych targach Motor Show, to 150-200 złotych. Więcej płacą marki premium. Takie tuzy jak lamborghini czy ferrari potrafią zapłacić nawet 300-400 złotych za dzień. W Polsce stawki są niezłe, ale naprawdę można się obłowić dopiero na zagranicznych imprezach.

- Ja często wyjeżdżałam do Niemiec, na przykład na targi ślubne we Frankfurcie. Byłam też w Paryżu na targach SIAL, jednych z największych na świecie targów rolno-spożywczych. Na zachodzie w 3-4 dni można zarobić nawet 2 tys. złotych. Oczywiście z zapewnionym noclegiem i wyżywieniem - przyznaje Natalia, pracująca jako hostessa przez 5 lat.

Typ pracy i zakres obowiązków też bywają różne. To nie zawsze tylko stanie i uśmiechanie się. Nierzadko hostessa staje się także promotorką. Wtedy, musi przygotować się także z wiedzy o prezentowanych produktach. Zdarza się, że dziewczyny dostają prowizję od sprzedanego towaru.

Duże firmy potrafią nawiązywać z hostessami dłuższą współpracę. Jeśli są ambitne i bystre, to rzadko co prawda, ale zdarza się, że otrzymują propozycję stałego zatrudnienia już na innych, bardziej angażujących stanowiskach.

Z tego obrazka rysuje się świetny sposób na okazjonalne, weekendowe inkasowanie pieniędzy. Jak zwykle istnieje jeszcze druga strona medalu. Nie zawsze jest kolorowo.

- Ja dorabiałam sobie jako hostessa w trakcie studiów, kiedy musiałam się sama utrzymywać. Fakt, że był z tego dobry pieniądz, ale to jest próżna praca - idziesz, stoisz, uśmiechasz się, nic więcej. Robią to dziewczyny, które niczym innym w życiu się nie zajmowały. Co może być wymagającego w pracy, gdzie stoisz przy samochodzie i się uśmiechasz? - krytykuje Natalia, która już zrezygnowała z dalszej pracy hostessy.

- Praca często polega na polewaniu wódki. Różnica jest taka, że w restauracji, przy dobrych wiatrach, można za to dostać 10zł/h, a tutaj, w szpilkach 20zł/h i więcej - dodaje Natasza, od trzech lat w zawodzie.

- Bywa, że pracujemy krótko, kilka godzin, ale zdarzyło mi się też pracować 18 godzin. Najczęściej jesteśmy w szpilkach, więc po dłuższym czasie nogi zaczynają boleć - przyznaje Klaudia.

Przytoczone wyżej problemy to jeszcze małe piwo. Podczas swojej pracy hostessy spotkają się z dużo bardziej nieprzyjemnymi sytuacjami niż bolące nogi.

"Prostessy" i "hostytutki"

Granica intymności hostess jest nieostra. Ich strefa intymna naruszana jest co rusz. Normalną praktyką jest robienie sobie zdjęć z uczestnikami eventu, ale panowie często wykorzystują takie zbliżenia, żeby "sobie podotykać". Łapanie za ramię jest jeszcze czymś dopuszczalnym, ale zdarza się, że rękami zjeżdżają niżej, kładą je na pupie dziewczyn. Wielu klientów na imprezy przychodzi pod wpływem alkoholu. Niektórym po kilku głębszych puszczają hamulce.

- Każda dziewczyna ma inny charakter, jedna pozwala na więcej, inna na mniej. My mamy się uśmiechać, być uprzejme, ale niektórzy faceci odbierają to jako próby flirtu. Jeśli ktoś nas zaczepia, to obsługa imprezy pomaga nam w pozbyciu się natręta - tłumaczy Martyna - hostessa od 5 lat.

- Klienci często zachowują się jak świnie. Byłam hostessą na targach rolniczych, czy budowlanych, gdzie pojawiał się dosyć specyficzny typ panów. Większość pijana, zachowywali się tak, jakby nigdy w życiu nie widzieli na oczy ładnych dziewczyn. Klepali nas po tyłkach, a my nic nie mogłyśmy zrobić. Nasz szef mówił, żebyśmy na to nie reagowały. Posłusznie się uśmiechając, zwiększaliśmy im szanse na "deal" - wspomina Natasza.

Są tacy, którzy idą jeszcze dalej. Targi przyciągają bogatych klientów. Wszystkie moje rozmówczynie przyznały, że przynajmniej raz otrzymały propozycję seksu za pieniądze. Mężczyźni mylą hostessy z paniami do towarzystwa.

- Dostałam propozycję od jednego pana, żeby wyjść z nim do restauracji, potem do klubu i ogólnie spędzić z nim wieczór. Szybko ucięłam tę konwersację - mówi Natasza.

- Pewien mężczyzna zaoferował mi możliwość dorobienia sobie po pracy w pobliskim hotelu. Oczywiście odmówiłam, ale znam dziewczyny, które korzystają z tego typu ofert. W środowisku mówi się na nie prostessy albo hostytutki - dodaje Klaudia.

Piękno się sprzedaje

Profesor Zbigniew Izdebski, seksuolog i pedagog, uważa, że nie jest to nic dziwnego. Zgrabne, ładne kobiety zawsze będą postrzegane jako obiekty seksualne. Grunt, to umieć stanowczo odmówić takim natrętom.

- W takich, jak ja to nazywam, grupach podwyższonego ryzyka, trzeba sobie umiejętnie radzić. Zadaniem pracodawcy jest wyposażenie tych kobiet w cechy asertywne, po to, żeby w podobnych sytuacjach, stanowczo, acz nie opryskliwie odpędzić od siebie takich panów - tłumaczy prof. Izdebski.

Dziennikarka i działaczka feministyczna Kazimiera Szczuka twierdzi, że w ten sposób realizuje się płytki schemat, pokazujący pewną prawdę o świecie.

- Praca hostessy na pewno nie należy do zawodów, które sprawiają jakąś wielką przyjemność feministkom. To obrazuje prowincjonalność biznesu i świadczy o jego niskiej kulturze. Nie ma jednak większego sensu wznosić jakiś głosów sprzeciwu, kiedy jest to zajęcie dobrze płatne. Nikt tych dziewczyn do pracy nie zmusza, a zarabiają o wiele więcej niż na kasie w supermarkecie. Na pewno nie jest to rzecz, która stoi na czele kolejki zawodów do piętnowania - zaznacza Szczuka.

- Piękno, atrakcyjność zawsze się dobrze sprzedają. To jest towar i ja na taką rzeczywistość się nie obrażam. Jeśli ta hostessa jest wkomponowana miejsce pracy w sposób niewulgarny, to tylko nadaje promowanej marce atrakcyjności - kończy profesor Izdebski.

*Wszystkie dziewczyny wypowiadające się w tekście chcą zachować anonimowość, dlatego nie podajemy ich nazwisk.

Autor: Igor Białousz / Źródło: TVN24 Poznań