"Niech to dobro, które wylało się podczas ratowania tych tygrysów, zmieni prawo"

TVN24

Samson w sobotę wyraźnie poczuł się lepiejTVN 24
wideo 2/13

Poznańskie zoo po uratowaniu dziewięciu tygrysów, które utknęły na granicy z Białorusią, zapowiada walkę o zmianę prawa dotyczącego ochrony zwierząt w Polsce i całej Europie. - Trzeba postawić na nogi całą Komisję Europejską - zapowiada Ewa Zgrabczyńska, dyrektor poznańskiego zoo. Ocalone tygrysy wracają powoli do zdrowia. Dostały tez imiona: Samson, Softi, Gogh, Kan, Merida Waleczna, Aqua i Toth.

"Siadam do obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej ponad podziałami politycznymi oraz apelu o stworzenie azylu, zaczepiam posłów, rozpoczynam działania, które staną się tarczą ochronną dla innych tygrysów i krzywdzonych zwierząt" - zapowiada Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego zoo.

Jak dodaje, została już zaproszona przez adwokatów zwierząt do Parlamentu Europejskiego na konferencję w sprawie kryzysu związanego z przemytem i okrucieństwem wobec zwierząt.

"Zmienimy Europę na lepszą dla zwierząt"

"Tam już trzeba przedstawić naszą inicjatywę i postawić na nogi cała Komisję Europejską. Czuję takie wsparcie od Was Kochani, że damy radę, zmienimy Europę na lepszą dla Zwierząt. No bo kto, jak nie my?" - napisała na fanpage'u zoo dyrektorka.

Od rozpoczęcia akcji ratowania tygrysów zoo otrzymało kilkadziesiąt tysięcy wiadomości i komentarzy wyrażających wsparcie dla niego. Jak przyznaje rzeczniczka prasowa ogrodu, pracownicy nie są w stanie odpowiedzieć na nie.

- Awanturę o egzekwowanie prawa zwierząt w Polsce robimy od paru lat, ale takiego wsparcia nie mieliśmy nigdy - mówiła na antenie tvn24.pl Małgorzata Chodyła.

Ludzie nie tylko wspierają poznańskie zoo słowem, ale też finansowo. Zbiórka na akcję ratowania tygrysów trwa nadal. Liczy się każdy grosz, bo utrzymanie i leczenie zwierząt oraz przygotowanie dla nich odpowiedniej infrastruktury to olbrzymie wydatki.

- Tak wielkie wsparcie, jakie otrzymaliśmy, dopiero otwiera nam możliwości, żebyśmy mogli stworzyć to, o co prosimy i błagamy przeróżne państwowe instytucje od lat. Urząd Miasta Poznania i nasi radni robią najwięcej w kraju dla zwierząt azylowanych. To już któryś kolejny azyl, który tworzymy. Utrzymujemy zwierzęta będące w zabezpieczeniu kilku różnych spraw sądowych. W kilku procesach jesteśmy oskarżycielem posiłkowym - wymienia Chodyła.

Przed tygrysami były lwy i niedźwiedzie

To właśnie w poznańskim zoo przebywają zwierzęta odebrane z hodowli pod Śremem, niedźwiedzie z cyrków czy lwy Kizia i Leoś, które ktoś trzymał w prywatnym mieszkaniu na Śląsku.

- Ten transfer tygrysów wyszedł przez przypadek. A takich transportów są setki - zwraca uwagę Chodyła.

Dlatego - według Chodyły i Zgrabczyńskiej - tak ważne jest wprowadzenie zmian w przepisach.

"Apeluję o zmianę w prawie, o zakaz widowisk cyrkowych z udziałem zwierząt i nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt. Ponad podziałami. Dla tych 9 Nieumarłych Tygrysów i uratowania naszego człowieczeństwa. Niech to dobro, które wylało się podczas ratowania tych zwierząt zmieni prawo. O to walkę rozpocznie zwykłe miejskie zoo w Poznaniu. I nie spocznie aż nie powstanie zmiana dla ochrony takich zwierząt"- napisała Zgrabczyńska.

"Nie wiedziały nawet co to jajko"

Tymczasem ocalone tygrysy czują się coraz lepiej. - Widać, że samo napojenie, nakarmienie, sen, przebywanie w cieple, bardzo im pomogło - mówiła w piątek tvn24.pl Chodyła.

Piją niemal non stop. Były bardzo odwodnione z uwagi na warunki, w jakich były przewożone i trzymane przez kilka dni. - Te klatki były "bezobsługowe", tam były miski, do których można było wlewać wodę tylko za pomocą węża – tłumaczył Jarosław Przybylski, lekarz weterynarii z poznańskiego ogrodu zoologicznego.

Zwierzęta będą dochodziły do pełni sił przez kilka, kilkanaście dni. - Są wychudzone, mają atrofię mięśniową, z uwagi na to, że były (trzymane - dop. red.) w złych warunkach przed transportem, w małych klatkach. Mają po prostu zanik mięśni. Potrzebują ruchu, odpowiedniego żywienia. Złe żywienie było przyczyną śmierci tego jednego osobnika na granicy – wyjaśnia.

Podczas transportu i na granicy, karmione były tylko te tygrysy, do których był dostęp. Dostawały do jedzenia kurczaki, które zapychały im przewód pokarmowy.

Teraz wreszcie jedzą to, co powinny. - Niektóre z nich nie wiedziały nawet, co to jajko. Niektóre tylko nimi się bawiły, jeden zdążył nawet w nie wdepnąć, a niektóre je zjadły - tłumaczy Chodyła.

Wszystkie tygrysy dostały też imiona: Softi, Gogh, Kan, Merida Waleczna, Aqua, Toth i Samson.

- Chcieliśmy im nadać imiona, by zdobyły osobowość, byśmy mogli państwu o nich opowiadać. Może w ten sposób nabędą chęci do życia? - zastanawia się rzeczniczka zoo.

Imiona mają też funkcję użytkową - dzięki temu opiekunowie i lekarze, wymieniając się informacjami o nich, wiedzą, o którym tygrysie mowa.

Samson okazał się komediantem

Dwa z siedmiu tygrysów wymagają prawdopodobnie dłuższego leczenia.

U Meridy stwierdzono silną stereotypię, a samiec Aqua ma potężną depresję, niemal cały czas leży w kącie klatki.

Najbardziej zrozpaczonym zwierzakiem wydawał się samiec, któremu nadano imię Samson. Ale ten zaskoczył ich w sobotę wyraźną poprawą nastroju. "Pierwsze doniesienia to również depresja. Ale to oko ciut za żywe, morda spryciarza i łypanie z boczku na reakcje opiekunów... I nagle jak zagadaliśmy, zapufaliśmy i powiedzieliśmy, że taki piękny chłopak i na pewno większą porcję mięcha dostanie, jakby tak się troszkę przedreptał..To depresyjny tygrys zaczął się lelać, przekładać na boczki, ziewać, wstał i się bardzo miło przywitał :) Mamy Samsona komedianta :) " - napisało zoo na fanpage'u.

Samson, to ten sam tygrys, który w czasie czwartkowego wyładunku w poznańskim ogrodzie był tak agresywny, że dyrekcja ogrodu była zmuszona poprosić policję o asystę antyterrorystów z długą bronią.

Zdecydowaną poprawę widać też u tygrysicy Softi. - U niej mamy do czynienia z zapaleniem górnych dróg oddechowych – powiedział Przybylski.

Do tej pory tygrysica jako jedyna z siódemki nie przyjmowała pokarmów. - Dzisiaj już je – poinformował w sobotę.

Softi otrzymała antybiotyk podany domięśniowo, teraz jej stan polepszył się na tyle, że kolejne leki będą jej podawane doustnie.

Teraz zoo czeka na wyniki podstawowych badań, jakie przeprowadzono wszystkim tygrysom. Potem czekają ich jeszcze badania pogłębione.

A za dwa tygodnie - kolejny transport. Tym razem do miejsca docelowego - azylu w Hiszpanii.

Wyjazd tygrysów do Hiszpanii jest uzależniony od wystawienia przez Ministerstwo Środowiska odpowiedniej dokumentacji i zezwoleń. - One (tygrysy – przyp. red.) nie dostaną żadnych dokumentów, jeśli będą chore - zaznaczyła Chodyła.

Trafiły do Poznania i Człuchowa

Transport 10 tygrysów dotarł na przejście graniczne w Koroszczynie (woj. lubelskie) w sobotę 26 października. Jak poinformował Główny Inspektorat Weterynarii, zwierzęta zostały wysłane z Włoch 22 października z zamiarem przewiezienia ich do Federacji Rosyjskiej (Dagestan).

Ciężarówka ze zwierzętami została przepuszczona przez polskie służby graniczne, jednak białoruskie służby odmówiły wjazdu na teren swojego kraju. Powodem zakazu był brak wymaganych na Białorusi certyfikatów wystawionych przez włoskie służby weterynaryjne. Poza tym kierowcy nie mieli aktualnych wiz. Transport został cofnięty do Polski, ciężarówka ze zwierzętami zaś umieszczona w terminalu w Koroszczynie. Jeden z tygrysów zdechł.

W nocy ze środy na czwartek zwierzęta zostały przewiezione do poznańskiego zoo. Są tam trzy samice i cztery samce. Dwa najsilniejsze osobniki przewieziono z Poznania do zoo w Człuchowie. Ich stan jest stabilny. - Na dzień dzisiejszy jedzą i śpią, śpią i jedzą - przekazało zoo.

Areszt dla organizatora transportu

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka powiedziała w czwartek, że organizator transportu, obywatel Federacji Rosyjskiej, został zatrzymany. Usłyszał zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Według śledczych tygrysy przewożono w nieodpowiednich dla nich warunkach, nie zapewniono im odpowiedniej ilości pokarmu i dostępu do wody, w wyniku czego jeden osobnik padł. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej.

- Mężczyzna nie przyznaje się do winy, ale złożył obszerne wyjaśnienia. Jeszcze kilka dni temu w rozmowach z dziennikarzami zapewniał, że zwierzęta były pojone i karmione. Mówił też, że z jego perspektywy wszystko było w porządku - relacjonuje Mateusz Grzymkowski, reporter TVN24, który zajmuje się tą sprawą.

W piątek Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej (Lubelskie) tymczasowo aresztował organizatora transportu tygrysów.

Jak wyjaśniała prokurator Kępka, zgodnie z decyzją sądu podejrzany mógłby opuścić areszt po wpłaceniu poręczenia majątkowego w kwocie 30 tys. zł. Jednak prokuratura złożyła sprzeciw wobec tej decyzji sądu, co wstrzymuje tryb warunkowy do czasu rozpoznania sprzeciwu prokuratury przez sąd odwoławczy, w tym przypadku Sąd Okręgowy w Lublinie.

Oznacza to, że do czasu rozpatrzenia sprawy przez sąd w Lublinie podejrzany pozostaje w areszcie.

Zwierzęta transportowano w ciasnych klatkach
Zoo Poznań

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: FC/gp/kwoj / Źródło: TVN 24 Poznań, PAP