FAŁSZ: Pomieszczenia istniejące w krematoriach w Birkenau służyły wyłącznie dezynfekcji
Prawda: W poprzednim rozdziale wspomniano o istnieniu w Auschwitz komór do dezynfekcji m.in. odzieży więźniarskiej. Zostały one wprowadzone po wybuchu epidemii, która dotknęła nie tylko więźniów, ale również esesmanów. W odpowiedzi na tę sytuację władze obozowe podjęły decyzję o poprawie warunków sanitarnych w obozie, w tym o dezynfekcji odzieży i pomieszczeń.
Warto ponadto zaznaczyć, że pełny wykaz istniejących komór dezynfekcyjnych, sporządzony przez Zentralbauleitung (wydział budowlany obozu) dla władz centralnych w Berlinie z lipca 1943 roku (a więc już po oddaniu do użytku wszystkich krematoriów w Birkenau) wyraźnie wskazuje lokalizację tychże komór. Żadna z nich nie była umiejscowiona w obiektach krematoryjnych:
W związku z powyższym zarzut negacjonistów jakoby komory gazowe przy krematoriach nr II, III, IV i V służyły do dezynfekcji, a nie do uśmiercania ludzi przy użyciu cyklonu B, jest nieprawdziwy.
Fragment relacji Altera Fajnzylberga:
"[…] Mnie przydzielono do pracy w krematoriach IV i V. […] Proces zagłady w krematoriach IV i V wyglądał następująco. Ludzie skierowani na śmierć wchodzili do krematorium V od strony drogi. Pierwsze pomieszczenie, przez które przechodzili, to przedsionek, z którego drzwiami na prawo kierowano do rozbieralni. Wszystko to odbywało się w pośpiechu, wśród bezustannego bicia przez esesmanów tak, aby ludziom nie dać czasu na zorientowanie się, co się wokół nich dzieje. W obszernej rozbieralni Kommandoführer Moll przemawiał czasem do zgromadzonych, zapowiadając im kąpiel i dezynfekcję. Po rozebraniu znów biciem przepędzano ludzi z powrotem do przedsionka, a stamtąd do komory gazowej. Po zamknięciu drzwi jeden z esesmanów wsypywał przez otwór w ścianie bocznej granulki cyklonu. Aby sięgnąć do otworu, musiał on stanąć na stołku. Otwór miał dolną ścianę ściętą ukośnie w dół w stronę wnętrza komory gazowej. Komora gazowa miała normalny sufit, była otynkowana i pomalowana na biało. Zamiast okien posiadała mały otwór do wpuszczania gazu. W komorze było dwoje drzwi: do przedsionka i na zewnątrz. Gazowanie trwało około pół godziny.
Po upływie tego czasu otwierano drzwi zewnętrzne i po przewietrzeniu, które trwało krótko, więźniowie Sonderkommanda przeciągali z powrotem zwłoki do opróżnionej z odzieży rozbieralni. Tam układano trupy warstwami i stopniowo palono w piecach. Z rozbieralni przeciągano zwłoki ku piecom przez dwa małe pomieszczenia po prawej i lewej stronie komina. W tych pomieszczeniach więźniowie wyrywali zęby z metali szlachetnych, zdejmowali całą biżuterię i wrzucali do specjalnej skrzyni wysokości 1 metra z zamykaną pokrywą i otworem do wrzucania. Co pewien czas skrzynie te zabierali esesmani do krematorium III, gdzie znajdowała się przetapialnia tych rzeczy. […] Do każdego z otworów pieca wsuwało się, na noszach, poruszających się na rolkach, po trzy trupy. Właściwie, kiedy piece zostały już rozpalone, zwłoki całymi tygodniami paliły się już same. Popiół z resztkami kości rozbijaliśmy przy pomocy drewnianych tłuczków, do końca których przybita była deska celem zwiększenia powierzchni. Krematorium V było zamaskowane od strony drogi prowizorycznym płotem z gałęzi rozciągniętych między drutami przymocowanymi do drzew i drewnianych [brak słowa!]. Między tym płotem a krematorium rozbierali się ludzie kierowani na śmierć wtedy, gdy nie zdążono na czas opróżnić rozbieralni.
Zdjęcie jedno z trzech, znanych jako zdjęcie ruchu oporu, przedstawiające kobiety idące nago z zagajnika, wykonaliśmy, tzn. Alex, grecki Żyd, ja i inni, z przedsionka prowadzącego do komory gazowej. Dwa pozostałe zdjęcia, przedstawiające zwłoki leżące przed dymiącymi dołami, zostały wykonane z drzwi zewnętrznych komory gazowej. Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy przy pomocy aparatu dostarczonego przez Dawida Szmulewskiego. Aparat pochodził z bagażu ofiar, były w nim tylko trzy wolne klatki. Naświetlony film zabrał Szmulewski, a aparat zakopałem w pobliżu krematorium […].
Doły spaleniskowe o ogromnej chłonności znajdowały się na zachód od komór gazowych krematorium V w odległości kilkudziesięciu metrów. Były dwa doły, a każdy mógł pomieścić około 2000 zwłok. Zwłoki układało się na warstwie drewna, na przemian zwłoki mężczyzn i kobiet, gdyż tak paliły się lepiej. Tam również palono zwłoki dzieci. Doły spaleniskowe funkcjonały równocześnie z piecami. Przy dołach wykopane były odpływy na tłuszcz ludzki, jednak nie stwierdziłem, aby zbierał się w nich tłuszcz – po prostu zwłoki spalały się w całości. Komora gazowa nie była wyposażona w urządzenia wentylacji mechanicznej ani w imitacje pryszniców. Imitacja była tylko w początkowym okresie, później ludzie ją pozrywali i więcej jej już nie zakładano […]". (Źródło: Alter Fajzylberg, APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 113, k. 1–7).
Fragment relacji Hildy Denneberg:
"Kiedy przybyliśmy do Auschwitz, od razu poddano nas selekcji. Przypominam sobie, że pewien więzień, który pracował tu w pewnym komandzie, cały czas szeptał do nowo przybyłych: „Jesteście zdrowi i młodzi! Jesteście zdrowi i młodzi!”. Na początku nie wiedzieliśmy, o co mu chodzi. Niedługo potem poznaliśmy prawdę. Kto był stary i chory, szedł od razu z rampy do gazu. Wszystkie dzieci oraz matki z dziećmi, kobiety ciężarne, kierowano z rampy do komór gazowych. Tam zginęła moja przyjaciółka". (Źródło: Hilda Denneberg, APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 6, k. 921).
Relacja Stanisława Chybińskiego:
"Obserwowaliśmy ich nieraz po kryjomu z okien. Szli ci ludzie szeregami, nie przeczuwając nic, spokojnie, mężczyźni podążali na przedzie, kobiety z tyłu, a na końcu podążały matki z małymi dziećmi, prowadząc je za drobne rączki, niosąc na rękach lub wioząc w wózkach jak na wieczornym spacerze. Patrząc na to, nie chciało się wprost wierzyć, że ludzie ci idą długimi kolumnami na śmierć i to śmierć tak okropną. Z czasem kolumny te stały się za wielkie na momentalną chłonność naszego krematorium. Wtedy wpędzano część na noc do lagru i stamtąd podczas nocy brano do 'łaźni'". (Źródło: Stanisław Chybiński, APMA-B, Mat. RO, t. VB, k. 356).
Relacja Marii Żumańskiej:
"Z naszego obozu można było obserwować wyładowanie na rampie. Gdy pociąg zajechał, otwierano drzwi, a ludzie byli wyrzucani z wagonów. […] Podczas wyładowania niejednokrotnie esesmani bili niemiłosiernie, popychając, kpiąc, nie licząc się ze starcami ani z małymi dziećmi. Przybyłych ustawiano piątkami, a pochód formował się wzdłuż toru, od krematorium począwszy aż do początku odcinka b. Ludzie byli bardzo spragnieni. Widziałyśmy, jak usiłowali pić wodę z basenu przeciwpożarowego znajdującego się pomiędzy drutami obozu a drogą, na której stali. Kładli się na ziemi, a ponieważ poziom wody nie dochodził do brzegu basenu, zsuwali się, niejednokrotnie tonąc. Inni nie zwracając na to uwagi, pili wodę dalej.
W wielu przypadkach nie przeprowadzano żadnej selekcji do pracy. Widziałyśmy, jak ludzie ci wchodzili do krematorium, znikając jakby pod ziemią. Znikali partiami, reszta posuwała się do przodu, czekając swojej kolejki. Kiedy zniknęli wszyscy w podziemiach krematorium, pociąg odjeżdżał, a naszym oczom ukazywała się olbrzymia sterta rzeczy (bagażu, walizek) do wysokości wagonów i na całą długość pociągu. Rzeczy te ładowali więźniowie na samochody i wywożono je do 'Kanady'". (Źródło: Maria Żumańska, APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 4, k. 418).
Źródło: www.auschwitz.org
Źródło zdjęcia głównego: www.auschwitz.org/PMA-B.