Pomorze

Jak czuje się człowiek w tonącym helikopterze? Nasza reporterka to sprawdziła

Pomorze

Naszej reporterce nie udało się samodzielnie "uratować"
tvn24Naszej reporterce nie udało się samodzielnie "uratować"

W Szczecinie rusza pierwszy symulator tonącego helikoptera. Nasza reporterka Natalia Skawińska sprawdziła, jak działa i przeszła błyskawiczne szkolenie, jak zachować się w takiej ekstremalnej sytuacji, będąc pasażerem śmigłowca.

Najpierw maszyna wpada z pluskiem do wody, a chwilę potem błyskawicznie obraca się do góry nogami. Musisz, walcząc z paniką, skupić się na wykonaniu kilku prostych czynności - odpięcie pasów, wyważenie okna i wypłynięcie przez nie na powierzchnię. Strach cię paraliżuje, więc nie jest to wcale takie proste. Wiesz, że stawką jest życie.

- Sama się nie wydostałam. W głowie jakiś kompletny atak paniki. Nie mogłam wyważyć drzwi, mimo że wiedziałam, że to tylko symulacja - opowiada o swoich przeżyciach Natalia Skawińska, reporterka TVN24 Szczecin.

Wyłączyć instynkt

Natalia nie jest wyjątkiem - tak reaguje większość osób, które pierwszy raz na własnej skórze sprawdzą, jak działa symulator tonącego helikoptera. Od poniedziałku w dawnej stoczni w Szczecinie rusza pierwsze w Polsce takie urządzenie dostępne praktycznie dla każdego - wcześniej działały tylko symulatory wojskowe. Szkoleni będą tu głównie pracownicy platform wiertniczych oraz farm wiatrowych, czyli osoby, które często korzystają z helikoptera jako środka transportu.

- Uczymy, jak działać wbrew instynktom. Dlatego wyćwiczenie mechanizmu ucieczki jest bardzo ważne - tłumaczy Artur Ambrożewicz, założyciel Vulcan Training Center i instruktor w symulatorze. - Najtrudniejsze jest opanowanie nerwów, a także opanowanie błędnika, który wariuje, gdy symulator zaczyna się obracać - dodaje.

- Człowiek nie wie, z której strony są okna, drzwi i musi opanować bezwarunkowe odruchy pod wodą, czyli chęć natychmiastowego wypłynięcia - uważa Łukasz Fajt, nurek pomagający w trakcie symulacji. - Doświadczenie zdobyte podczas tego szkolenia można też wykorzystać podczas wpadnięcia auta do wody - dodaje.

Vulcan Training Center kosztowało ponad 10 mln zł. Sprzęt został sprowadzony z Kanady. Dotychczas, żeby przejść taki kurs, trzeba było pojechać przynajmniej do Amsterdamu.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa/pm / Źródło: TVN24 Szczecin

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości