Okrutnie znęcał się nad zwierzętami, miał na koncie też inne przestępstwa. Jest wyrok

TVN24

19-latek skazany na cztery lata więzienia tvn24
wideo 2/4

19-latek okrutnie znęcał się nad zwierzętami, w końcu zabił psa i kota swoich znajomych. To nie jedyne przestępstwa, które popełnił. Patryk M. został skazany też za groźby karalne wobec 13-latka, rozbój wobec nastolatków i zniszczenie telefonu. Sąd stwierdził, że "wina i sprawstwo nie budzą wątpliwości". Za znęcanie się nad zwierzętami mężczyzna usłyszał wyrok dwóch lat więzienia, kara łączna to cztery lata pozbawienia wolności.

Wyrok zapadł w piątek przed Sądem Rejonowym Szczecin-Prawobrzeże i Zachód.

Sąd uznał, że Patryk M. dopuścił się łącznie sześciu przestępstw. Za okrutne znęcanie się nad zwierzętami skazał go na dwa lata więzienia, za rozbój - na trzy lata pozbawienia wolności, za stosowanie gróźb karalnych wymierzył mu karę trzech miesięcy a za zniszczenie telefonu - pół roku pozbawienia wolności.

Łącznie sąd skazał 19-latka na karę czterech lat bezwzględnego więzienia. Zakazał mu także posiadania zwierząt na okres 10 lat. Patryk M. musi też wpłacić na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie trzy tysiące złotych.

- Sprawstwo i wina oskarżonego co do wszystkich zarzucanych czynów w tym postępowaniu nie budziły wątpliwości sądu - mówił sędzia Marek Dalidowicz.

Dodał, że 19-latek przyznał się do większości czynów - kierowania gróźb karalnych wobec 13-letniego chłopca, rozboju wobec dwóch 13-latków, zniszczenia telefonu komórkowego i zabicia psa, choć jak mówił, zwierzęcia nie chciał zabić.

Sędzia Dalidowicz przypomniał także, że Patryk M. nie przyznał się do znęcania nad dwoma kotami, czym doprowadził do śmierci jednego z nich. Jednak - jak mówił sędzia - jego wina tutaj także nie budzi wątpliwości.

- Tylko pan miał możliwość dopuszczenia się tych czynów. Kiedy doszło do obrażeń kotów przebywał z nim sam na sam - zaznaczył sędzia.

Prokuratura domagała się dla oskarżonego kary ośmiu lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

Odwołanie zapowiedziała już obrona Patryka M. Niezadowolone z wymiaru kary są także właścicielka kotów, nad którymi znęcał się skazany oraz prezes Fundacji Psoty i Koty, która jest oskarżycielką posiłkową.

- Kpina to jest dla mnie. Powinien dostać więcej - komentowała jedna z kobiet.

Znęcanie nad zwierzętami, rozboje, groźby

Sprawa wyszła na jaw w marcu tego roku.

15-letnia mieszkanka Szczecina, znajoma Patryka M. dostała od niego telefon. Mężczyzna miał włamać się do jej mieszkania, wiedząc, że nikogo nie będzie w domu. Powiedział dziewczynie, że jej pies Junior jest "poj…ny" i coś się z nim dzieje.

Dziewczyna razem z 16-letnią przyjaciółką pobiegły do mieszkania. Na miejscu zastały ślady krwi, ale nie mogły znaleźć psa. Po chwili sąsiad zauważył go na pobliskim śmietniku. Nagrania z kamer monitoringu potwierdziły, że psa podrzucił tam znajomy nastolatek.

Obrażenia psa były przerażające i wskazywały, że 19-latek wcześniej brutalnie się nad nim znęcał. Sprawa została zgłoszona na policję i jeszcze tego samego dnia wieczorem Patryk M. został zatrzymany.

Rodzina 16-letniej przyjaciółki dziewczyny, która była opiekunką psa Juniora, w grudniu ubiegłego roku przygarnęła Patryka pod swój dach, gdy ten zwrócił się do nich o pomoc, bo nie miał gdzie mieszkać.

Od momentu, gdy Patryk M. zamieszkał w domu, dwa koty właścicieli zaczęły podupadać na zdrowiu – tajemnicze rany, stłuczenia, wycofanie. W styczniu kot Stefan został znaleziony w kałuży krwi. Obok leżało żelazko, a w mieszkaniu był tylko Patryk M. Wtedy wszyscy uwierzyli w jego wersję o nieszczęśliwym wypadku.

Miesiąc później weterynarz stwierdził u kotki Jadzi złamaną miednicę i zaznaczył, że nie ma możliwości, by zrobiła to sobie sama.

W toku postępowania ujawniono, że 19-latek dokonał także rozboju, dopuścił się również gróźb karalnych wobec pokrzywdzonych.

Poszkodowani boją się, że wyjdzie na wolność

- Okolicznościami obciążającymi było na pewno to, że popełnił pan w krótkim czasie aż sześć przestępstw, w tym trzy poważne właśnie na szkodę zwierząt i jedno bardzo poważne na szkodę dwóch 13-letnich chłopców - tłumaczył w piątek sędzia Marek Dalidowicz.

Dodał, że 19-latek działał na szkodę kilkorga pokrzywdzonych. - Część z nich to dzieci, które do dziś odczuwają skutki tych zdarzeń. Do dziś obawiają się, że pan za chwilę opuści zakład karny i obawiają się o swoją przyszłość z tym związaną - mówił.

Jak dodał Dalidowicz, na korzyść oskarżonego sąd uwzględnił młody wiek, bo w chwili popełniania przestępstw nie miał skończonych 19 lat.

Na korzyść 19-latka działało także to, że nie był wcześniej karany i nie działał w sposób zaplanowany. Sąd stwierdził, że jego czyny były impulsywne. Dodatkowo mężczyzna nie utrudniał postępowania, przyznał się do większości czynów, wyraził skruchę i przeprosił poszkodowanych.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/ks / Źródło: tvn24