9-miesięczna Blanka zmarła po dwóch miesiącach męczarni. W MOPS-ie "zabrakło empatii"

TVN24 | Pomorze

Autor:
eŁKa/pm/kwoj
Źródło:
TVN24 Pomorze
Pracownicy MOPS nie zauważyli obrażeń Blanki
wideo 2/41
Pracownicy MOPS nie zauważyli obrażeń Blanki

Z kontroli Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie wynika, że pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olecku (Warmińsko-Mazurskie) popełnili poważne błędy przy opiece nad rodziną 9-miesięcznej Blanki. Dziewczynka zmarła 22 czerwca ub.r. Przyczyną śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Przed śmiercią Blanka miała być wykorzystana seksualnie.

Dziennikarze TVN24 dotarli do ustaleń raportu Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie na temat działań pracowników MOPS w Olecku w sprawie brutalnego morderstwa małej Blanki. Według raportu doszło do szeregu nieprawidłowości.

- Kontrolę przeprowadzili pracownicy wydziału polityki społecznej. Przeprowadzono ją w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, w urzędzie miasta oraz Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku pomiędzy październikiem a listopadem 2019 roku - przekazał nam Marcin Jastrzębski, dyrektor wydziału polityki społecznej w Warminsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie.

Wśród przewinień MOPS wylicza między innymi: brak przeprowadzenia wywiadu środowiskowego, niewszczęcie procedury "Niebieskiej karty", choć były ku temu uzasadnione powody, niedokonanie analizy sytuacji rodziny zgodnie z wymogami prawa, nieudzielenie rodziny odpowiedniego wsparcia pomimo stwierdzenia rzeczywistych potrzeb, brak zawarcia z rodziną kontraktu socjalnego.

Wyniki kontroli wskazują też, że dyrektorka MOPS nie miała wystarczającego nadzoru nad swoimi pracownikami i to nie tylko w związku ze sprawą Blanki. Pod koniec ubiegłego roku kobieta została zwolniona ze stanowiska.

Zwrot w śledztwie dotyczącym śmierci Blanki. Ojciec zwolniony z aresztu
2.07 | Ojciec zabitej dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka wychodzi z aresztu. Śledczy wykluczyli, że to Grzegorz W. mógł zabić dziecko.
tvn24

Dwie kontrole w MOPS-ie

Miasto swoją kontrolę wszczęło już na początku lipca ubiegłego roku. Jak informuje nas Sylwia Wieloch, zastępca burmistrza Olecka, wykazała ona podobne przewinienia do tej sporządzonej przez urzędników wojewódzkich.

- Zabrakło empatii i wyjścia do ludzi, dostosowywania do indywidualnych potrzeb i narzędzi i samych procedur - mówiła nam. Winna, zdaniem burmistrza, była ówczesna szefowa MOPS. - Nie oceniam bardzo źle pracy samych pracowników socjalnych. Oni stosowali się do zasad, które obowiązywały w ośrodku, a te kreuje kierownik - dodała

Na konferencji prasowej w lipcu 2019 roku przedstawiono wstępne wyniki miejskiej kontroli. Przekonywano wówczas, że nie wykryto żadnych nieprawidłowości.

- Opiekun społeczny z ramienia MOPS-u opiekował się dzieckiem i matką, i rodziną, można powiedzieć, od dnia narodzin (Blanki - red.) - informował burmistrz Olecka Karol Sobczak.

Jak mówił, z ich ustaleń wynika, że pracownik regularnie monitorował sytuację w rodzinie i nie zaniedbywał swoich obowiązków.

Burmistrz przypomniał także na tej samej konferencji, że to po interwencji pracowników MOPS-u w listopadzie 2018 roku nowo narodzona Blanka została odebrana matce - Annie W.

- 2 listopada, gdy pracownicy MOPS dostali komunikat od mieszkańców, że coś złego dzieje się z matką, pracownicy MOPS wraz z policją podjęli działania w sposób natychmiastowy - opowiadał. Dodał, że już 5 listopada sąd na wniosek MOPS-u "zabezpieczył dziecko w rodzinie zastępczej".

Burmistrz Olecka: MOPS był przeciwny, by dziecko wróciło do matki
tvn24

Trzymał ją na rękach i niczego nie zauważył

Jak mówił burmistrz, podczas gdy dziecko przebywało w tzw. pogotowiu zastępczym, matka, która miała problem z uzależnieniem, poddała się terapii i cały czas "podejmowała dobrą wolę do tego, by dziecko do niej wróciło".

- 7 lutego tego roku nastąpiła sytuacja, że sąd zwrócił się z opinią do PCPR-u (Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie - red.), jak PCPR ocenia taką możliwość, by dziecko wróciło do matki biologicznej. Opinia PCPR-u oraz naszego MOPS-u była negatywna – przypominał burmistrz. Choć opinia pracowników społecznych była negatywna, to 14 marca na rozprawie sądowej, na której nie pojawił się pracownik MOPS, sąd zdecydował, że dziecko powinno wrócić do matki.

Jak przekonywała w lipcu Wieloch, po powrocie Blanki do biologicznej matki nic nie wskazywało na to, że dziecko jest maltretowane. - Z naszych informacji wynika, że dziecko było zdrowe, pogodne, radosne, nie było żadnych śladów czy urazów - dodała Wieloch.

- Pracownik socjalny tydzień przed tragedią miał dziecko na rękach i nie zauważył żadnych niepokojących śladów, ani w zachowaniu dziecka, ani na ciele dziecka - dodał burmistrz Sobczak. Potwierdziła nam to w poniedziałek Wieloch.

Jednak śledczy uważają, że dziewięciomiesięczna dziewczynka miała być przed śmiercią maltretowana przynajmniej dwa miesiące, czyli właściwie od momentu przekazania jej z powrotem matce. Nie wyjawia jednak szczegółów.

Czy matka zgwałciła i zabiła córkę?

Blanka zmarła 22 czerwca wieczorem. Sekcja zwłok dziecka wykazała, że przyczyną śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy i klatki piersiowej. Prawdopodobnie była bita tępym narzędziem lub uderzana o kant stołu. Badania wykazały także, że doszło do wykorzystania seksualnego dziecka.

Kilka dni później zatrzymano rodziców dziewczynki. Oboje usłyszeli zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem i wykorzystania seksualnego Blanki. Trafili do aresztów.

Blanka zmarła 22 stycznia 2018 roku
archiwum rodzinne

Szybko okazało się, że 44-letni Grzegorz W., którego obciążały zeznania Anny W., nie mógł dopuścić się tego przestępstwa. Nie wskazywały na niego ślady DNA i miał silne alibi - jego wersję, że nie przebywał wówczas w domu potwierdzili zarówno świadkowie, jak i wydruki lokalizacji jego telefonu komórkowego. Mężczyzna 1 lipca został zwolniony z aresztu.

Grzegorz W. ma obecnie zakaz opuszczania kraju, ponieważ wciąż ciążą na nim zarzuty. Jednak to Anna W. jest teraz główną podejrzaną Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która przejęła sprawę od Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. Kobieta twierdzi, że jest niewinna.

Jak informował Urząd Miasta w Olecku, Anna W. niedługo przed tragedią otrzymała z MOPS około trzech tysięcy złotych. Kobieta miała część z tej kwoty przeznaczyć na spłatę czynszu i na ubranka dla dziecka. Planowała też kupić dziecku łóżeczko.

Do sprawy odniósł się prokurator generalny Zbigniew Ziobro, który stwierdził, że mogło w niej dojść do bardzo nietrafnych decyzji organów państwowych – chodzi o decyzję Sądu Rejonowego w Olecku, który w marcu 2019 roku zgodził się na powrót Blanki do matki. Ziobro objął tę sprawę swoim nadzorem.

"Wieszają na nim psy. Tata by w życiu tego nie zrobił"
tvn24

Źródło: TVN24 Pomorze

eŁKa/pm/kwoj