Pomorze

Ochraniał koncert, na którym doszło do ataku. Zgoda na areszt

Pomorze

Aktualizacja:
Dariusz S. miał składać fałszywe zeznania
Dariusz S. miał składać fałszywe zeznaniaTVN24 Pomorze/ PAP
wideo 2/35

Prokuratorzy zwrócili się do sądu o tymczasowy areszt dla Dariusza S., ochroniarza z firmy obsługującej finał Wielkiej Orkiestry Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku. Sąd uwzględnił wniosek. "Jednocześnie sąd orzekł wykonywanie tego tymczasowego, trzymiesięcznego aresztu w warunkach szpitalnych ze względu na samopoczucie i stan psychiczny podejrzanego" - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Posiedzenie aresztowe podejrzanego odbywało się we wtorek poza budynkiem sądu, na terenie szpitala z uwagi na stan zdrowia mężczyzny.

- Sąd uzyskał wymagane zaświadczenie lekarskie, z którego wynikało, że nie może on brać udziału w posiedzeniu w budynku sądu - Tomasz Adamski, rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Dariusz S. jest podejrzany o to, że dwukrotnie złożył nieprawdziwe zeznania i podżegał inną osobę do złożenia fałszywych zeznań. Chodziło o wątek, w którym śledczy wyjaśniali sposób, w jaki zabójca Pawła Adamowicza dostał się na scenę finału WOŚP.

Dariusz S. jest też podejrzany o posiadanie broni palnej bez zezwolenia. Chodzi o broń gazową i 9 sztuk naboi alarmowych.

Sąd postanowił o trzymiesięcznym areszcie w warunkach szpitalnych, ze względu na stan zdrowia Dariusza S. W uzasadnieniu sędzia podał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że podejrzany popełnił zarzucane mu przestępstwa. Stwierdził dodatkowo, że istnieje obawa matactwa.

Postanowienie sądu jest nieprawomocne. Podejrzany i jego obrońca mogą złożyć zażalenie w terminie 7 dni.

"Chciał ukryć zaniedbania ochrony"

Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka gdańskiej prokuratury poinformowała, że bezpośrednio po zdarzeniu i zatrzymaniu zabójcy Dariusz S. przekazał policjantom identyfikator z napisem "media". Twierdził wtedy, że napastnik posłużył się nim w celu wejścia na scenę. Tyle że - jak twierdzi teraz prokuratura - świadomie wprowadzał już wtedy organy ścigania w błąd. Śledczy ustalili, że chciał w ten sposób ukryć zaniedbania ochrony w zakresie tego, kto mógł dostać się na scenę.

Dwa dni po ataku Dariusz S. został wezwany na przesłuchanie w charakterze świadka. Wtedy zeznał, że to nie on przekazywał identyfikator.

- Twierdził, że zawieszki z napisem "media" nie widział na oczy - informuje Wawryniuk.

Ta narracja nie pasowała do innych zebranych w tej sprawie. Wszystko bowiem wskazywało, że to właśnie S. przekazał policjantom identyfikator. Dlatego też Dariusz S. został wezwany na ponowne przesłuchanie. Odbyło się ono 17 stycznia.

- Mężczyzna wtedy potwierdził, że faktycznie przekazał identyfikator, ale o tym zapomniał. O tym, co działo się po ataku na prezydenta Adamowicza, miał mu przypomnieć inny ochroniarz - mówi rzeczniczka gdańskiej prokuratury.

Tyle, że i wtedy - zdaniem śledczych - miał kłamać.

- Dariusz S. faktycznie kontaktował się z innym ochroniarzem. Ale wtedy nakłaniał go do złożenia zeznań mających potwierdzić jego wersję przedstawioną w trakcie swojego drugiego przesłuchania - mówi rzeczniczka gdańskiej prokuratury.

Za składanie fałszywych zeznań i podżeganie do tego innych grozi do 8 lat więzienia. Podejrzany nie przyznał się do stawianych mu zarzutów

Były policjant

Szymon Jadczak, reporter tvn24.pl, ustalił, że Dariusz S. to były funkcjonariusz policji. Miał wcześniej problemy z prawem.

Według informacji tvn24.pl Dariusz S. pracował między innymi w Komendzie Miejskiej w Gdańsku. Musiał odejść ze służby w wyniku zdarzenia, do którego doszło w Gdańsku 29 lipca 2016 roku.

Tego dnia Dariusz S. razem z czterema innymi mężczyznami spotkali się z Pawłem B. - To była grupa znajomych z jednego osiedla, w pewnym momencie doszło między nimi do kłótni.

Paweł B. został zaatakowany przez Dariusza S. i cztery inne osoby. Ofiara została przewrócona na ziemię, napastnicy kopali go i uderzali pięściami - informuje Agnieszka Adamska-Okońska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Według śledczych Dariusz S. miał być jednym z prowodyrów pobicia, miał też grozić pobitemu Pawłowi B.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił z prokuratury w Bydgoszczy do Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe 3 sierpnia 2017 r. Jak przekazuje prok. Agnieszka Adamska-Okońska, proces do dziś się nie rozpoczął.

Według nieoficjalnych informacji w momencie postawienia zarzutów Dariusz S. został zawieszony w obowiązkach funkcjonariusza policji.

Autor: bż\kwoj / Źródło: TVN24 Łódź, PAP

Pozostałe wiadomości