Jechał na rowerze 46 km/h. Sprawa wraca do sądu

Pomorze

tvn24Patryk w oczekiwaniu na postanowienie

Sprawa 18-letniego Patryka ukaranego mandatem za zbyt szybką jazdę na rowerze będzie ponownie rozpatrywana. Sąd okręgowy w Gdańsku uchylił wcześniejszą decyzję sądu w Kościerzynie, który odmówił wszczęcia postępowania w tej sprawie. To dobra wiadomość dla straży miejskiej, a zła dla rowerzysty.

- Szkoda, że wszystko zaczyna się od początku, dziwię się, że sąd dziś sprawy nie umorzył - tłumaczył po rozprawie Patryk. Na pytanie reportera dlaczego po prostu nie zapłacił tych 50 zł mandatu, chłopak odpowiedział stanowczo, że chce sprawiedliwości w tej sprawie.

Nie przyjął mandatu

Patryk w lipcu ubiegłego roku dostał mandat z informacją, że fotoradar przy ulicy Rogali w Kościerzynie (woj. pomorskie) zrobił mu zdjęcie, kiedy jechał z prędkością 46 km/h. W tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 30 km/h. Rowerzysta nie przyjął mandatu. – Jak mogę wiedzieć, z jaką jadę prędkością, skoro nie mam licznika? – denerwował się chłopak

O sprawie pisaliśmy w lipcu tego roku na portalu TVN24.PL.

Rejonowy umorzył

W związku z nieprzyjęciem mandatu, sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Kościerzynie. Ten odmówił wszczęcia postępowania ze względu na brak wystarczających danych, które uzasadniają podejrzenie o popełnieniu wykroczenia (art. 5 par. 1 KPW), poinformowało wówczas biuro prasowe Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Straż miejska z Kościerzyny odwołała się jednak od tej decyzji. - Nie widzimy powodu, aby teraz się wycofywać z całej sprawy. My widzimy znamiona wykroczenia – tłumaczył Tomasz Smuczyński, komendant straży miejskiej.

Sprawa w sądzie

W efekcie sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Sąd mógł przychylić się do wniosku Straży miejskiej i sprawa ponownie trafia do Sądu Rejonowego lub może wniosek oddalić i zakończyć sprawę. Zdecydował jednak, że rozpatrzy ją sąd rejonowy w Kartuzach.

18-latek sugerował, że został ukarany "po znajomości" - czytaj więcej.

Autor: aja//kv / Źródło: TVN24 Pomorze

Źródło zdjęcia głównego: PAP | Piotr Wittman